Jump to content

Leaderboard


Popular Content

Showing content with the highest reputation since 04/03/2012 in all areas

  1. 20 points
    Silnik nr 5. Bramo SH 14. Silnik montowany m.in. w samolocie RWD 17. model 3d: Wydruki i finał:
  2. 18 points
    Wczoraj z kolegami zrobiliśmy Curare-day?. Moja "zrobiła" dwa loty. Lata hmmm... jak Curare, szybko, prosto. Drugi lot nagrany, zrobił Kolo, wnuk naszego Prezesa?.
  3. 18 points
    Wiosna za oknem szaleje, a my powinniśmy w zasadzie siedzieć w domu. Osobiście uważam, że pod pewnymi warunkami można wyskoczyć na lotnisko, jednak tym razem może zamiast o prawie, poteoretyzujmy o termice? Ja już wiele lat staram się ją zrozumieć i ubrać w słowa to co obserwuję i czego się uczę za każdym razem, kiedy jestem na lotnisku. Poniżej postaram się spisać to, co od dłuższego czasu chodzi mi po głowie. Cz. 1 Jak rozpoznać termikę z ziemi? Warto zacząć od tego, że dobrze jest przed startem mieć jakiś plan. Loty bez planu przeważnie nie okazują się zbyt długie, więc dobrze jest sobie obrać jakąś strategię. Jeżeli stosując poniżej opisane metody, nie jestem w stanie zgadnąć, gdzie szukać termiki, lecę tam, gdzie wydaje mi się, że jest największe prawdopodobieństwo jej znalezienia. Dobre miejsca to takie, w których teren jest kontrastowy. Jedno pole skoszone, drugie nie, dachy pobliskich zabudowań, granica lasu. Świetnie sprawdzają się obiekty liniowe, ustawione w miarę prostopadle do kierunku wiatru. Dobrym przykładem jest szpaler przydrożnych drzew, ściana budynku, niewielkie wzniesienie, a nawet kępa wyższych krzaków. Łatwo się domyślić, że w takich miejscach powstaje efekt żagla, jednak zwykle przy niewielkim wietrze, oraz małej wysokości przeszkody nie jest on zbyt silny. Zdecydowanie ważniejsze jest, że na nawietrznej przeszkód "zbierają" się bąble nagrzanego powietrza naganiane przez wiatr z przedpola. Niekiedy ciepłe powietrze jest za słabe, żeby unieść się w górę i utworzyć komin, wiatr zwiewa je z pola, zanim solidnie się wygrzeje. Zatrzymuje się wtedy przed przeszkodą, a do niego dołączają kolejne bąble ciepła. Z czasem powietrze staje się na tyle ciepłe, że zaczyna się unosić i wyskakuje ponad krawędź tej przeszkody, tworząc solidne noszenie. W innym przypadku bąbelek ciepła zaczyna się znad pola unosić, ale nie ma jeszcze zbyt wielkiej siły, więc jest bardziej zdmuchiwany przez wiatr, niż się wznosi. Kiedy trafia w przeszkodę, odbija się od niej i wyskakuje w górę. Możemy też obserwować zjawisko polegające na podcinaniu podstawy noszenia przez przeszkody naziemne. Przesuwający się po ziemi komin, przeważnie ciągnie po ziemi swego rodzaju ogon. Kiedy trafi na przeszkodę w postaci np. krzaków, jest podcinany, a jego cieplejsza, górna część, uwolniona od kotwicy, strzela w górę. No dobrze, ale jak u licha znaleźć noszenie stojąc na środku pustej łąki? Przede wszystkim należy zwrócić uwagę na siłę i kierunek wiatru. Warto zainwestować w wysoką tyczkę i zamocowaną na szczycie kilkumetrową taśmę wideo - będzie świetnie pokazywała to zjawisko. Noszenie unosząc się, zasysa pod siebie powietrze, a co za tym idzie zmienia kierunek i siłę wiatru, który czujemy. Jeśli stojąc pod wiatr czujemy, że wiatr przybiera na sile, znaczy, że noszenie jest za naszymi plecami. Jeśli czujemy, że wiatr słabnie i zaczyna wiać od lewej, to noszenie będzie przed nami, po prawej stronie itd. Jeśli od dłuższego czasu czujemy wiatr o stałej sile i kierunku to najwyraźniej w naszej najbliższej okolicy nie ma żadnego noszenia - trzeba będzie odlecieć gdzieś dalej, żeby coś znaleźć. Czasem zdarzają się dni bezwietrzne. Obserwujemy wtedy, że co kilka minut powiew wiatru przychodzi z innej strony, czasem są to kierunki różniące się o 180st. Każdy z takich podmuchów wiatru prowadzi prosto do noszenia, które ten podmuch wygenerowało. Przed startem radzę rozejrzeć się po niebie, czy gdzieś nie krążą w termice ptaki? Bociany, albo ptaki drapieżne są specjalistami w lotach termicznych. Są na tyle dobre, że czasem noszenie przez nie pokazane, okazuje się za słabe dla naszych modeli. Wtedy one wznoszą się dalej, a model opada na ziemię Świetnym wskaźnikiem noszeń są roje kotłujących się jaskółek, czy jerzyków. Noszenia potrafią unosić chmary owadów, na które te ptaki polują w locie. Loty modelami DLG warto uprawiać w grupie zapaleńców. Nie tylko dlatego, że w kupie raźniej, ale również, a może i przede wszystkim dlatego, że noszenia mogą nam pokazać inni piloci. Warto zwrócić uwagę, gdzie są inne szybowce i czy krążą w noszeniach. W słoneczny dzień warto spojrzeć pod słońce. Tarczę słońca należy zakryć np. dłonią, żeby nas nie oślepiło, a wtedy promienie słońca podświetlą pyłki, drobiny kurzu, późnym latem pajęczyny unoszące się w powietrzu. Jeżeli obserwowane przez nas pyłki unoszą się ku górze, kierunek ich ruchu wskaże nam noszenie. Stosując się do powyższych zasad, można z jakimś rozsądnym prawdopodobieństwem wyznaczyć wycinek nieba, gdzie warto polecieć szukając noszenia. Jeżeli się nie pomyliliśmy i nasz model wleci w obszar gdzie powietrze pracuje, zacznie nam dawać znaki, o których będzie cz. 2 cdn.
  4. 18 points
    Katastrofa, groźny incydent na lotnisku w Raciborzu. Rozbiłem się P-40. Film z lotu i na końcu analiza.
  5. 17 points
    Weekend spędziłem w Jeleniej Górze. W piątek odwiedziłem z aparatem i modelem Góre Szybowcową w Jeżowie Sudeckim. Co tu dużo gadać, popatrzcie sami (proponuję przy kawie) . Relacja ze spotkania na lotnisku Aeroklubu Jelenio Górskiego z soboty będzie trochę póżniej .
  6. 17 points
    Cześć Wszystkim, Latających nie lepię bo mam złe wspomnienia i się boje ? Lepie redukcyjne więc chciałem wam zaprezentować mojego ostatniego ulepa PZL P6. National Air Racers 1931 Cleveland, pilot kpt. Bolesław Orliński. Model wykonany całkowicie od podstaw w skali 1/32. Oryginał i model: A tak wygląda w kolorze i detalach: Warsztat tutaj: https://pwm.org.pl/viewtopic.php?f=12&t=89130 I wspólnie ze "starszym bratem" PZL P11. III z wyścigów w Cleveland 1932, model również wykonany od podstaw: Pozdrawiam Marcin?
  7. 15 points
    Witam wszystkich w ostatniej odsłonie relacji z budowy ścigacza amerykańskiej marynarki, oświadczam, że wreszcie skończyłem!!!!! Model skończyłem z miesiąc temu, ale nie miałem czym zrobić zdjęć a jak miałem to nie było czasu ani dobrego światła. Nie wszystko poszło zgodnie z planem, ale i tak jestem zadowolony z efektu, porwałem się z motyką na słońce, model był bardzo trudny i skomplikowany, najgorsze było podwozie, kąty łączenia itp. Nie raz myślałem żeby go cisnąć do kosza. Niestety folia jako materiał pokryciowy jest ok, ale jako powierzchnia do malowania w wersji wielokolorowej to tragedia. Taśma odrywała farbę przy odcięciach i musiałem jechać z pędzla poprawki, trudno tak już zostanie. Oblot nastąpi jak trawa będzie sięgała do jajek ? ale nie mam na to jakiegoś parcia. Podziękowania. Dziękuje Wszystkim sympatykom i kibicom tego projektu, bez Was mógłby skończyć w koszu ? Pozdrawiam.
  8. 15 points
    Modelelarzem jest się po prostu, to nie jest jakiś naukowy tytuł nadawany w wyniku zdania ciężkich egzaminów i mówienie, że ktoś nie jest modelarzem to moim zdaniem taka trochę chęć wywyższania siebie na zasadzie: bo ja buduje piękne modele z balsy i każdy inny co kupił gotowego piankowca to nie modelarz, bo idzie na łatwiznę. Każdy z nas ma po swojemu poukładane w życiu i jeden ma dużo czasu a inny mniej na budowę modeli. Arek wybrał częste latanie a mniej budowanie co przekłada się na dobry pilotaż widoczny na jego filmach. Często jest tak, że ci którzy kleją godzinami swoje perełki rozwalają je później przy pierwszym starcie, bo zabrakło czasu na szlifowanie umiejętności pilotażu. Oczywiście nie jest to reguła i nie mam na celu obrazić doświadczonych modelarzy, świetnie budujących jak i latających swoimi modelami. Chodzi mi bardziej o to jaki sens ma ocenianie kogoś zamiast skupienia się na tym, co autor zamieścił w filmie. Sposób komentowania filmów przez Arka pokazuje jego osobowość i jak komuś nie pasuje niech nie ogląda. Uważam, że za to z jakim zaangażowaniem Arek tworzy swoje filmy należy mu się uznanie a wszelkie próby podśmiechiwania się są niefajne. Przecież jakiś młody człowiek, który zobaczy jak można z pasją realizować swoje hobby być może zarazi się bakcylem modelarstwa i nie ważne czy kupi gotowca czy będzie budował od podstaw, ważne że choć na chwilę zostawi smartfona i zajmie się czymś co w przyszłości może zaprocentować ciekawym zawodem w lotnictwie.
  9. 14 points
    Witam Kolegów Modelarzy Kilka miesięcy temu, wraz z moim Kolega Przemkiem wpadło nam do głów , żeby odtworzyć polskiego Bielika. Jesteśmy na etapie prototypów i poprawiania wszelkich kwestii, jakie uznajemy za błędne lub możliwe do ulepszenia. Większość prac wykonał Przemek, a ja jestem takim jakby weryfikatorem. Aczkolwiek praca zespołowa opłaciła się bo powstaje naprawdę interesujący model. Kilka szczegółów: 1. Mój egzemplarz będzie miał ok 1, 4 m długości, turbinę edf 90 mm , podwozie chowane elektryczne. Szczegóły jak już poskładam do kupy wszystko . 2. Materiał- PET G z Fiberlogy, pręty węglowe 1,5mm, i filament TPU flex na opony. 3. Dodatkowo w modelu zastosowano "lewe" wloty powietrza na górnej płaszczyźnie kadłuba i otwierany hamulec aerodynamiczny. 4. Po ostatniej rozmowie z Przemkiem zamierzam powiększyć rozpiętość skrzydeł o ok 10% w celu zwiększenia nieco powierzchni nośnej. 5. Docelowa waga z wyposażeniem celuję w ok 3 kg - jak wyjdzie? zobaczymy. Ten egzemplarz jest tzw. do testów i wiele drobnych w sumie detali jest poprawianych aby przed oblotem było jak najmniej zonków i żeby nie było żal jak coś się rozdupcy na oblocie ?. Drugi egzemplarz ma być już dopieszczony i taki na cacy! Zamierzam zrobić oba do wiosny i oblatać jak tylko będzie ładna pogoda i ktoś kto to sfilmuje. Depronowy Bielik na turbince 70 mm lata jak wariat trochę ale to moja wina bo nie zmniejszałem wychyleń i potem już nie było kiedy nawet podjechać na lotnisko z różnych powodów: Dziś pierwsze zdjęcie.
  10. 14 points
    Witam Wszystkie kolorki na swoim miejscu?. Trochę to trwało, ale więcej czasu zajęło wyklejanie taśm i maskowanie niż malowanie. Teraz na całość lakier bezbarwny i będzie można wyposażać, a później czekanie na trochę cieplej i oblocik.
  11. 14 points
    Czołem, jako że rozglądam się od jakiegoś czasu po tym dziale to pomyślałem, że podzielę się tym czym podzielił się ze mną Piotrek. Piotrek poświęcił swój czas i zrobił mi szkolenie, opowiedział jak najlepiej potrafił "z czym się je te Jety". Pomyślałem, że zmontuję z tego film bo wg mnie to jest naprawdę kawałek ciekawej wiedzy. Wyszło z tego dwie części. Być może znalazły się jakieś drobne błędy, ale to było nagrywane zupełnie bez planu czy scenariusza, ot taka rozmowa na lotnisku. Na pewno dla mnie to jest super ciekawa wiedza, której nie znalazłem nigdzie indziej. Zapraszam
  12. 14 points
    Kadłub mam prawie ogarnięty. Jak przyjdzie balsa będę mógł działać dalej. W pierwszej kolejności chcę dokończyć statecznik pionowy. Zrobiłem sobie pamiątkowe zdjęcie bo ładna pogoda dziś.
  13. 14 points
    Udało się, model lata Dzisiaj po południu z kolegą z lotniska udaliśmy się na testy. Samolot lata lepiej niż wygląda. Nie wymagał nawet trymowania. Jedyne co to muszę dodać odrobinę więcej Expo na ster wysokości i od miksować więcej wysokości na pełnych klapach bo ciężko zmusić go do opuszczenia nosa przez co niespecjalnie przyziemiłem. Na szczęście bez strat. Poniżej zamieszczam kilka fotek i krótkie ujęcia ze startu i lądowania.
  14. 13 points
    Witajcie Waszmościowie. W związku z zakończeniem projektu "Jastrząb" podjąłem nieco ambitniejsze wyzwanie, czyli zaprojektowanie i wykonanie kolejnego modelu Polskiego samolotu jakim był "Wilk". Do tego projektu przymierzam się od 12 lat i czas najwyższy go zrealizować bo lata uciekają, a i sił coraz mniej. W zamierzchłych czasach (lata 60, 70-te) mój instruktor śp. Ireneusz Pudełko zbudował makietę tego samolotu na uwięzi w skali 1:7 i startował nim w zawodach z niemałym powodzeniem. Samolot zawsze mi się podobał ze względu na ładną sylwetkę i proporcje. W 1938 r. na wystawie Paryskiej uznano go za najpiękniejszy samolot wystawy. Tyle tytułem wstępu, a teraz konkrety?. Model zaprojektowany w formie konstrukcyjnej z elementami laminatowymi (gondole silników, przód kadłuba) w skali 1:3.8, rozpiętość 2.86m, waga (zakładana) 18 kg, napęd 2x Fiala Motors FM60. Model, podobnie jak "Jastrząb" projektowany w programach DevFuse i DevWing przy wsparciu Jarka Aviatika (dobór profili, kątów i innych zagadnień aerodynamicznych). Dokumentacja to monografia A. Glassa, rysunki J.M. Maciejewskiego z Modelarza '78 oraz grafiki nieocenionego Wojciecha Niewęgłowskiego jak również wsparcie historyka lotnictwa Pana Marka Rogusza. Ponieważ projekt jest wyzwaniem czasowym, a przede wszystkim finansowym, wykonanie przewiduję w na 2-3 lata. Patrząc na samolot, rzuca się w oczy, że najbardziej skomplikowanymi elementami są gondole silników zawierające same silniki ale też mechanizmy podwozia i inny osprzęt. I od tych elementów zacznę budowę czyli wykonania kopyta pod formę laminatową gondoli i zaprojektowanie oraz wykonanie w pełni funkcjonalnego podwozia. Kolejnymi etapami będzie centropłat, końcówki skrzydeł, stateczniki i na deser kadłub. Tyle na razie i jak to mówią "go to work".
  15. 13 points
    I gondola wylaminowana🤗. Kurcze, ale czasu na to schodzi, wszystko trzeba robić 2x. Dobrze że to nie czterosilnikowy, bo bym chyba zrezygnował 🙄.
  16. 13 points
    Pomalowałem następne elementy i złożyłem w całość, brakuje jeszcze osłony silnika. Czy ktoś z Was widział może ten model samolotu (oczywiście jako RC) w takim malowaniu czy jestem pierwszy na świecie, bo w necie nie mogłem znaleźć ? 🙃
  17. 13 points
    Jak teraz? Przytył trochę na buźce, co nie? Model skończony, czeka na oblot na setupie pod 4S Waga do lotu to 2150g. Będę go strzelał z gumy i jeśli ciągu będzie za mało aby pokonać opory i utrzymać stabilny lot to mam chociaż nadzieję żeby się nie rozbić tylko bezpiecznie wylądować. Wtedy zamienię setup na 6S, trochę jeszcze przytyje ale ciągu powinno być bliżej 2kg, bo teraz cos jest między 1,2kg a 1.4kg. Może będzie łatwiej. Bateria 4S 3000mAh jest prawie w samym nosie a i tak doważałem 20g na samym przodzie. Duzy skurczybyk. Największy model jaki zrobiłem do tej pory. Wielki latający plus. Mam nadzieję, że latający
  18. 13 points
    Od jakiegoś czasu dłubie w wolnym czasie ten samolocik w 3d. Trochę stanąłem z robotą dlatego mam nadzieję że po wrzuceniu tutaj nabiorę motywacji do skończenia go. Wilga w 3D : Ciąg dalszy prac :
  19. 13 points
    Zrobiłem eksperyment lakierując kalkę bezbarwnym lakierem i nic poza minimalną stratą ostrości się nie wydażyło więc szcześliwy zrobiłem kilka napisów których lokalizację udało mi się jako tako ustalić. Wcześniej nałożyłem też bardzo lekkie przybrudzenie aby wyciagnąć nity. Uważam że wyszło dobrze. Teraz tylko zastanawiam się czy robić go w matowym czy w błyszczącym wykończeniu. Osobiście jestem za matem.
  20. 13 points
    Dzień dobry wszystkim, Ta relacja będzie nieco odmienna od innych gdyż mam zamiar przedstawić wam w imieniu mojego 7 letniego syna Szymona budowę modelu motoszybowca STARTER z napędem spalinowym. Napęd stanowił będzie Cox Baby Bee 0,8 cm, dokładnie tym ze zdjęcia poniżej, nówka sztuka, nie śmigany! Starter to bardzo fajny konstrukcyjny model który lata temu był sprzedawany jako zestaw do budowy firmy Svenson. Tak to się prezentowało: Natrafiłem na jego plany w Internecie poszukując dla Szymka pierwszego konstrukcyjnego zestawu na którym mógł by doskonalić technikę budowy. Mamy już za sobą jakieś proste depronowo-balsowe gumówki, zbudowaliśmy zeszłej zimy klasyczną jaskółkę i całkiem dobrze mu to szło. W tym sezonie oblataliśmy Piankowego Pioneerka a Szymek lata już na tyle dobrze, że próbuje pierwszych pętli i ląduje praktycznie pod nogi. Sam jestem zdziwiony, że to tak sprawnie poszło. W modelu wprowadzimy jedną zmianę - będzie wyposażony w lotki gdyż Szymek sprawnie ich używa i jest już do nich bardzo przyzwyczajony. Ostatnio muszę go wręcz pilnować, żeby nie zapominał o robieniu ładnych płaskich zakrętów z użyciem steru kierunku i jak mu przypomnę to go używa. Relacja będzie wyjątkowa w tym znaczeniu, że to Szymek będzie wam tu wszystko opisywał a ja tylko robię zdjęcia. Wybaczcie mu zatem ewentualne błędy stylistyczne itp. To ma być jego relacja i nie chcę mu psuć radości z jej tworzenia. Możecie wierzyć lub nie ale poza pracą z elektronarzędziami takimi jak piła do cięcia listewek do których go nie dopuszczam to całą resztę robi sam - przycina, szlifuje, skleja itp. Oczywiście sporo czasu spędzam razem z nim kontrolując i podpowiadając (znów ucierpi na tym moja budowa Mustanga ale jego rozwój i uśmiech na twarzy są dla mnie ważniejsze). Zapraszamy zatem na widownię. Plany wydrukowaliśmy w 2 egzemplarzach w skali 1:1 w lokalnej drukarni. Kosztowało nas to 20 PLN. Napęd będzie na dziobie a nie na wieżyczce żeby zaoszczędzić na wadze - chcemy żeby model długo i ładnie szybował. No to zaczynamy, oddaję klawiaturę Szymkowi: pierwszego dnia tata pociął mi deskę o grubości 6 milimetrów na listewki potem musiałem to wyszlifować papierem ściernym by pozbyć się zadziorów, tata nauczył mnie jak się posługiwać suwmiarką i sprawdzać czy listewka ma dobry wymiar w przekroju. Ok - zmiana planów - tu Tata, napisanie zdania powyżej zajęło 20 minut bo muszę wszystko pokazywać np. jak się robi polskie litery. Chyba jednak ja będę pisał a Szymek dyktował bo na chleb nie zarobię ? To piszemy (słownictwo oryginalne): Najpierw "żeśmy" przykleili plan stateczników na deskę montażową, potem zakleiliśmy plan folią żeby stateczniki się nie przykleiły do planu Potem pociąłem sobie listewki na statecznik poziomy, najpierw te długie a potem poprzeczki. Potem skleiliśmy ramkę statecznika a potem wkleiliśmy rozpórki (Szymek mówi poprzeczki). Następnie (to słowo padło po tym jak mu powiedziałem, że już jest za dużo "potem") wkleiliśmy boki statecznika (tata poprawia - zakończenia). Używaliśmy tego kleju PUREX. Ze statecznika pionowego zrobiłem na razie najdłuższe listewki i mam prawie całą "ramkę". Tak to na razie wszystko wygląda (na zdjęciu zakończenia jeszcze nie przyklejone).
  21. 13 points
    dziś musiałem ogarnąć kolejny fach związany z wykonaniem silników jest nim czernienie stali metodą chemiczną czyli trwałą po kilku próbach z roztworami wodorotlenku sodu udało mi się uzyskać satysfakcjonujący efekt jednak proces jest dość niebezpieczny gdyż ług sodowy jest rozgrzany do wrzenia więc nie będę opisywał ze szczegółami jak to wykonać jednak powiem iż wiedza jest dostępna w tym temacie w książce pod tytułem metale w naszym domu Pana Stefana Sękowskiego po skończeniu procesu chemicznego pozostało tylko lekko natłuścić powierzchnię i jest głęboka czerń na piastach silnika zaletą tego jest ochrona przed korozją elementów stalowych
  22. 13 points
    Dzięki za miłe słowa Irku , ale do doskonałości mi jeszcze daleko. Ja po prostu staram się robić modele na przyzwoitym poziomie. SKRZYDEŁKA W KOLORZE .
  23. 13 points
    Podsumowanie pierwszego sezonu i wylatane jak na razie ustawienia modelu. Po 14 latach latania na Pitlab'owym wariometrze i 10 latach z Futabą 12FG przyszedł czas na odświeżenie sprzętu. Nie przepadam za zmianami szczególnie w sprawdzonych rozwiązaniach ale czasami trzeba lub wypada nadążać za ogarniającą nas technologią Po ponad 20 latach doświadczeń Futabą no może z małą przerwą na JR3810 postanowiłem zostać na tym systemie. GP14 zostało ponownie zaprogramowane z radiem 18SZ i odbiornikiem R7014SB. Następcą SkyAssistant został https://www.sm-modellbau.de/GPS-Logger-2-und-Zubehoer . Wspiera większość systemów na rynku i posiada praktycznie zestaw wszystkich czujników potrzebnych w szybowcu. Maciek przewidział na etapie składnia kadłuba możliwość zakładania rurki TEK i teraz była okazja do wykorzystania tej instalacji. [ Obecnie SM-modellbau przygotowuje aktualizację firmware która umożliwi dodatkowo odczytywanie prędkości z rurki TEK ] Mając już jako takie wyczucie modelu przy ustawieniu spływu w neutrum zacząłem eksperymentować z ustawieniem klapolotek sprawdzając w czasie lotu wstępnie parametry. Ostatnie dwa dni lotne listopada postanowiłem polatać dla sprawdzenia jak naprawdę prezentują się parametry modelu. Model obciążenie 100g/dm2 , środek ciężkości 138mm Pomiary dały średnie wartości: cały spływ w pozycji 0 [ prędkość 72km/h opadanie 0,8m/s ] klapa 3,5mm / lotka wew. 3mm / lotka zewn. 2,5mm [ prędkość 54 km/h opadanie 0,55-0,6m/s ] Doskonałość modelu około 25-27 wiec można w miarę bezpiecznie zapuścić się w poszukiwaniu termiki dość daleko nawet mając 100m wysokości. Dużą zaletą tego modelu jest dość neutralne zachowanie w krążeniu szczególnie przy silniejszym wietrze / model nie zatrzymuje się pod wiatr co przy modelach na klasycznych profilach popularnej serii HQ często ma miejsce. Planuję jeszcze kiedyś powtórzyć pomiary bladym świtem przy maksymalnie bezwietrznej pogodzie i na nowym firmware wariometru. Gdyby kotoś z ciekawości i dla zabawy chciałbym wpaść do nas i zrobić razem pomiary swojego szybowca to zapraszam! Z dodatkowych funkcji używam ustawienia lotki 3mm klapy 5mm przy tych wartościach model lepiej zachowuje się na holu za Morawą z silnikiem ZDZ80cm3. W zimę planuję popracować nad trochę makietowym wyposażeniem kabiny, wymienić mylarowe fartuchy na skrzydłach i zainstalować hamulec na kole. Jako ciekawostka dane z pętli na filmiku powyżej prędkość maksymalna przed wprowadzenim do pętli 189 km/h średnica pętli 70m maksymalne przeciążenie 4,5G Do zobaczenia na lotnisku !
  24. 13 points
    Witajcie. Właśnie dostępny jest najnowszy materiał, który niedawno przygotowałem. Starałem się przybliżyć najważniejsze informacje dotyczące głównie regulatorów i akumulatorów. Mam nadzieję, że film przyda się początkującym przy wyborze pierwszego wyposażenia. Zachęcam do subskrypcji kanału gdzie będą pojawiały się nowe materiały dotyczące modelarstwa RC. Są to moje pierwsze kroki z nagrywaniem i wypowiedzią przed kamerą czy mikrofonem i przygotowywaniem takich materiałów więc jestem świadomy pewnych niedociągnięć. Liczę, że z czasem zauważycie progres pod względem technicznym i merytorycznym. Pozdrawiam
  25. 12 points
    Cześć. Temat budowy gondoli w zasadzie dobiega końca, czyli najbardziej pracochłonna robota została wykonana 🤗, pozostało jeszcze wykonać wydechy, ale to sobie zostawię jak zdobędę drugi silnik. Układy wydechowe nieznacznie różnią się między sobą🤔, a kto zgadnie dlaczego, temu 🏆. A tu zabezpieczone dwukrotnie lakierem do parkietu konstrukcje gondoli i pryśniete na srebrno lakierem do felg. I uzbrojone w potrzebne wyposażenie.
  26. 12 points
    A więc panowie skończone. Przepraszam za operatora
  27. 12 points
    My tu gadu gadu a już minął prawie rok i zrobiłem więcej niż przypuszczałem. Powiedzmy że mam teraz stan ARF bez koloru. Widok z góry: I od spodu:
  28. 12 points
    To ja, TeBe, wracam ?
  29. 12 points
    Witam Rozpocząłem budowę modelu samolotu PZL M26 Iskierka. Celowo umieściłem wątek w półmakietach, widząc co Koledzy "wyprawiają" w dziale makiet. Wybrałem wersję seryjną z sinikiem Lycoming. Pierwszy prototyp latał na silniku PZL Franklin. Wersja seryjna ma inną maskę silnika, z dużymi powierzchniami wylotowymi, dzięki czemu chłodzenie silnika będzie efektywniejsze. W modelu planuję użyć silnika benzynowego DLE 20. Konstrukcja kadłuba balsowo- sklejkowa, skrzydła i usterzenie poziome styropian kryty balsą, całość później będzie zalaminowana cienką tkaniną. Obliczenia do modelu zrobił Jarek ( jarek_aviatik), dzięki Jarku. W modelu planuję wykonać działające oświetlenie nawigacyjne. Budowę rozpocząłem od statecznika pionowego. prototyp wersja seryjna zawiasy steru kierunku z laminatu
  30. 12 points
    Witam wszystkich. Chciałbym pokazać wam model Grummana Goose. Zdecydowałem się na niego z paru powodów: -prostota wykonania -materiały tanie i łatwo dostępne -szybkość budowy pod presją czasu -chęć posiadania kolejnego modelu 2 silnikowego z możliwością startu z każdego terenu (trawa, śnieg, lód, woda) Zdecydowałem się na wykonanie z kanału NumaVig. Robi on bardzo czysto i schludnie wykonane modele. Przede wszystkim lekkie. Pobrałem jego darmowe plany. Powiększyłem tak by model miał te 1.6-1.7m rozpiętości. Wydrukowałem. Wyciąłem szablony i zacząłem składać puzzle. Zdjęć mam bardzo mało bo robiłem go szybko i myślałem że to będzie taka szybka fanaberia więc nie będzie co pokazywać. Lata on na pakiecie 3s 2700mah ale spokojnie daje radę z 4500mah. Silniki to BR2212 1000kv. 5 serw MG90. Aparatura to Flysky i6. Odbiornik 8ch Flysky. Dodatkowa ciekawostka to sterowanie ciągiem silników. Tak wygląda oryginał. Bardzo przyjemna maszyna o ładnych w moim guście kształtach. Materiał na jaki się zdecydowałem to podkład izolacyjny Diall 6mm. Nie jest to absolutnie podkład pod panele i proszę nawet jednego do drugiego nie porównywać. Jest białe jak depron, obustronnie gładkie jak depron, sztywne jak depron. Dostępne w Castoramie. Użyty klej to uhu-por. Tak prezentuje się kadłub po sklejeniu pudła. Kolejną sprawą jest to że w tej konstrukcji nie ma choćby kawałeczka listewki czy węgla w celu wzmocnienia konstrukcji. Pojawia się tylko w roli popychacza lub bagnetów do trzymania skrzydeł na gumkę. Miałem do dyspozycji 2 rozmiary śmigieł jak i 2 rodzaje silników. Zdecydowałem się na 1000kv BR2212 oraz śmigła 8x6 trzyłopatowe. Mniejsze jakich nie użyłem to 5x4.5 trzyłopatowe. Silniki w tym wypadku to 2212 2450kv. Jednak po porównaniu do kadłuba i rozpiętości skrzydeł zdecydowałem się pewnie na pierwszą opcję. Z racji że cała elektronika znajduje się głównie w skrzydłach w kadłub wystarczyło wkleić 2 serwa. SW oraz SK. Zająłem się skrzydłem którego budowa była bardzo szybka. Żadnych wręg, żeberek itd. Jedynie pasek depronu przez środek i sklejony płat. Wycięcie lotek oraz dorobienie klap. Wszystko na taśmę klejącą (miało być szybko i prosto). Wklejone serwa oraz dorobienie gondoli silników. Po paru godzinach skrzydło wyglądało tak. Całość prezentuje się tak. Teraz należało wszystko dokładnie dokleić, skleić, okleić itd. Zrezygnowałem z niebieskiej taśmy klejącej na korzyść folii samoprzylepnej z OBI nakładanej przy pomocy żelazka. Zaczął wyglądać trochę bardziej żywo. Spód został podwójnie oklejony czarną folią. Wzmocniło to znacznie konstrukcje i pozwoliło na starty z wody. Tak wyglądał po tych zabiegach. Osłony silników zostały na szybko wykonane z puszek po piwie. Tak wyglądał w momencie gdy zdecydowałem że jest gotowy do lotu. Dodałem do niego pływaki. Naklejki itp. Zrobił się kawał maszyny jak na taki szybki parodniowy spontaniczny projekt. g W porównaniu do kota widać że mały model nie wyszedł. Z samego rana jak spadło trochę śniegu wykonałem jego oblot. Latał ładnie lecz wymagany był większy kąt pochylenia silników w dół. Dodatkowo musiałem wzmocnić dół za pomocą PCV 1mm. Ten model jak na swój rozmiar jest za lekki. Waży z pakietem 3s 2700mah do lotu niecały kilogram. Po tym zabiegu model znacznie się poprawił. Tak latał przy -13 stopniach w Radawcu obok Lublina. A tak można nim "kołować" dzięki sterowaniu ciągiem silników. Odpuściłem kierunek ponieważ sterowanie ciągiem znacznie lepiej się sprawdza. No i tak się prezentuje aktualnie. Wyszedł mi dosyć ciekawy prosty i szybki do budowy model Aktualnie ma zmienione śmigła na 9x6SF dwułopatowe. Może będzie troszkę szybszy
  31. 12 points
    Model powstał na bazie mojego modelu 3D czołgu 7TP i dwóch rysunków archiwalnych prototypu wzmocnionego 7TP. Wanna z hipsu, reszta wydruk 3D. rys. archiwalne: Budowa modelu: Wydruki: i ciąg dalszy: Gąski: Finisz:
  32. 12 points
    Chciałem zaprezentować wykonane przeze mnie, modele kilku silników lotniczych z okresu II wojny światowej. Na początek modele 3D a potem modele rzeczywiste wykonane od podstaw głównie metodą druku 3D. Bristol Merkury VIII Silnik nr 2. Junkers Jumo 213. silnik montowany w wielu samolotach zarówno bombowych jak i mysliwskich. Między innymi Ju 88 czy FW 190 D9. Model 3D: model rzeczywisty: Silnik nr 3. Mercedes Benz DB 605. Silnik montowany m.in w myśliwcach messerschmitt bf 109. Model 3D: Wydruki i finał: silnik nr 4. Rolls Royce Merlin XX. model 3D: Wydruki i skończony model:
  33. 12 points
    Coś tam udało mi się podziałać w temacie kokpitu ? kolega uszył trochę tapicerki i efekt końcowy mam nadzieję pokażę już wkrótce.
  34. 12 points
    Cześć. Dotarły do mnie wyfrezowane elementy podwozia głównego. Teraz to wszystko trzeba sprawdzić i zmontować. Powstała również próbna konstrukcja gondoli w celu przetestowania działania tegoż podwozia.
  35. 12 points
    A tak już szczerze - ja się nie zgadzam. Tzn. żeby była jasność - jeśli chcesz uważać się pilota RC, a nie modelarza -to pewnie, co Ci odpowiada. Ale jeśli ktoś zajmuje się modelami, w jakiejkolwiek formie, to zasługuje na miano modelarza i nie chciałbym, żeby ktokolwiek mógł mu to poczucie przynależności zabierać. Pośród wielu rzeczy których to hobby mnie nauczyło, to za najważniejszą uważam poczucie, że modelarzy łączy wspólna pasja. Nigdy nie zapomnę swojego zaskoczenia, gdy mając lat koło 10, podszedł do mnie modelarz starszy od mnie 8 razy (i niestety już nieżyjący) i zaczął od stwierdzenia, że mam mu nie panować, bo przecież razem latamy. Dla mnie to był wtedy szok kulturowy, bo jako dzieciak zwyczajnie nawykłem do tego, że nie jestem traktowany poważnie. I od tego czasu minęło już 20 lat, a ja poznałem masę modelarzy, którzy w różnym siedzą w tym od tak absurdalnego stopnia jak ja (wiecie, to ten poziom kiedy rano budzicie się z kadłubem modelu w łóżku, a jedyne co jest na śniadanie to butelki CA w lodówce), po rekreacyjne latanie raz w miesiącu modelem z półki. Poznałem ludzi w naprawdę różnym wieku, od takich którzy mogliby być moimi dziećmi, po takich co mogli by być moimi pradziadkami. I zawsze można znaleźć wspólny język, bo posiada się te same zainteresowania. Dlatego zwyczajnie nie cierpię tych prób dzielenia na tych "prawdziwych", "nieprawdziwych", "poważnych", "niepoważnych" i cholera wie co jeszcze. Panowie serio, nie trzeba wyciągać co się ma w spodniach i startować w zawodach kto ma dłuższego. Serio, nie jest nas wielu, mamy wspólną pasję, skończmy z tym durnymi próbami wyróżnienia się kto jest bardziej modelarzem.
  36. 12 points
    W końcu oblatałem Bf 109. Oblot odbył się na lotnisku w Bobrownikach. Było trochę problemów na rozbiegu , bo ten typ jest bardzo wredny, i muszę trochę potrenować technikę startu . WhatsApp Video 2020-09-03 Lucek.mp4
  37. 11 points
    PRAWA POŁOWA KADŁUBA GOTOWA.
  38. 11 points
    Witam . Model jeszcze nie oblatany ,jakoś idzie jak po grudzie .Jestem dobrej myśli że poleci.Zrobione 4 zbiorniki pod skrzydłowe ,elektronika i pneumatyka ogarnięta tylko silniki zostały do zamontowania.
  39. 11 points
    Filmik z oblotu powiększonego B25 z 3DLabPrint. 10.3 kg. Drukowane podwozie główne. 16Ah Liion samsung t40 5s4p. To nie mogło się udać.
  40. 11 points
    Jakiś czas temu wpadły mi w ręce skany dokumentacji Zefira... szkoda było by ich nie wykorzystać więc powstał model Rozpiętość 2,3 metra. Od projektu... Poprzez budowę.... Aż po oblot... Szczegółowa relacja na forum ADW: - projekt: http://forum.aerodesignworks.eu/viewtopic.php?f=8&t=1889 - budowa: http://forum.aerodesignworks.eu/viewtopic.php?f=20&t=1894
  41. 11 points
    Kolega Robertus stwierdził, żebym opublikował, to publikuję. Z Księżyca do Jasła Autor: Tomasz Berezowski – lipiec 2019 20 lipca 1969 miałem 10 lat. Ale do dziś pamiętam, jak z siedziałem z rodzicami przed czarno-białym telewizorem "Szmaragd" i byłem świadkiem największego wydarzenia w dziejach podboju kosmosu. Niewiele było widać, niewiele z tego rozumiałem, ale dotarło do mnie, że dzieje się coś wielkiego. Dziś, w 50 rocznicę tego wydarzenia mam 60 lat. Prawie całe zawodowe życie spędziłem w mediach, radiokomunikacji i łączności satelitarnej. I ze zdumieniem stwierdziłem, że w zasadzie nie ma żadnego opracowania, które opisałoby drogę, jaką przebył sygnał z Księżyca do naszego telewizora w Jaśle, w małym mieście na Podkarpaciu na południu Polski. Postanowiłem, że spróbuję odtworzyć przebieg tego sygnału. Udało mi się to zrobić w 99%. Mam jeszcze kilka wątpliwości, ale mam nadzieję je wyjaśnić. Może na 100 rocznicę Zacznijmy zatem od Księżyca. Źródłem sygnału telewizyjnego była kamera wyprodukowana dla misji Apollo przez firmę Westinghouse. W październiku 1964 Nasa podpisała kontrakt z firmą Westinghouse. Szefem Projektu Apollo Lunar Camera był Stan Lebar, pracownik NASA. Kierował on w imieniu NASA zespołem inżynierów w Westinghouse. Wymagania były trudne. Kamera miała pracować w próżni, w temperaturach od +121C do – 157C. Pobór mocy miał być nie większy niż 7W. Sygnał telewizyjny musiał „zmieścić się” w paśmie S-Band nadajnika LEM. Westinghouse zaprojektowało i dostarczyło kamery o następujących parametrach: - średnica sensora – ½ cala - typ skanowania - progressive scan - framer size/rate - 10 fps at 320 lines, 0.625 fps at 1280 lines (kamera pracowała przez cały czas misji Apollo 11 w trybie 320 linii) - aspect ratio – 4:3 - moc pobierana - 6.5 W@ 24–31.5V DC Kamera ważyła 3,29kg, miała bagnetowe mocowanie dla trzech obiektywów dostarczonych przez firmę Fairchild. Obiektywy Fairchilda miały kąty widzenia 9,3 35 i 80 stopni. Była to kamera czarno-biała. Westinghouse dostarczyło tez kamerę kolorową do późniejszych misji Apollo. Do transmisji sygnału kamera wymagała nadajnika o paśmie 500kHz. Specjaliści misji NASA mieli problem z transmisją video. Główny nadajnik i antena S-Band modułu księżycowego była zaprojektowana do dwukierunkowej telemetrii i łącza głosowego. Dołożenie tam transmisji video wymagało przełączenia trybu modulacji z PM na WBFM. Oznaczało to znaczący spadek stosunku sygnał/szum. NASA nie była pewna, czy jakość sygnału będzie wystarczająca do transmisji wideo i zmodyfikowała moduł księżycowy dobudowując do niego specjalną antenę o nazwie "Erectable S-Band Antenna". Miała ona większą średnicę, ale jej wysuniecie i rozłożenie wymagało około 19 minut. Ostatecznie okazało się, że jakość sygnału z podstawowej anteny S-Band jest na tyle dobra, że użycie anteny dodatkowej nie było konieczne. Była używana w kolejnych misjach Apollo. Teraz zaczyna się zabawa z astronawigacją. Bo Ziemia się obraca Sygnał video był nadawany bezpośrednio z Lunar Module w kierunku Ziemi. Ale ze względu na obrót Ziemi i planowany czas wyjścia astronautów na powierzchnie Księżyca wyznaczone zostały dwa miejsca na Ziemi, w których został przygotowany odbiór sygnału video z Lunar Module: - Goldstone Apollo Station, w USA, California, dysponująca anteną o średnicy 64m, z konwerterem na 525linii/60Hz - Honeysuckle Creek Apollo Station, w Australii, dysponująca anteną o średnicy 26m, z konwerterem 525 linii/60Hz Po uruchomieniu kamer transmisja z Lunar Module została odebrana w Goldstone, ale okazało się, że tzw."scan converter w Goldstone" został źle ustawiony i obraz był zupełnie nieczytelny (przekontrastowany). Centrum w Houston na chwilę przed „słynnym krokiem Armstronga” zdecydowało o przełączeniu transmisji na Honeysuckle Creek. Tak więc na pewno pierwszy krok Armstronga na Księżycu był transmitowany przez Australię . Ale sytuacja nie jest tak jasna jakby się wydawało. W Australii były jeszcze dwie stacje zdolne do odbioru sygnału z Księżyca. Jedną oficjalną ( zapasową dla Honeysuckle Creek) była stacja w Carnavron na zachodnim wybrzeżu Australii. Miała połączenie mikrofalowe ze wschodnim wybrzeżem Australii. Wg źródeł australijskich odbierała całą transmisję z Księżyca, ale jej sygnał nigdy nie został użyty. Drugą stacją był radioteleskop w Parkes, niedaleko od Honeysuckle Creek. Tu zaczyna się przeciekawa historia, nie do końca udokumentowana. Radioteleskop w Parkes był przewidziany tylko do łączności telemetrycznej z misją Apollo. Ale naukowcy w Parkes zmodyfikowali system odbiorczy i byli zdolni odebrać również transmisję video. Do dziś nie wiadomo, czy zrobili to no własną rękę, czy za zgodą rządu Australii. Tak czy inaczej po kilkunastu minutach okazało się, że sygnał z Parkes jest lepszy niż z Honeysuckle Creek, ale nie jest transkodowany. Na szczęście centrum telewizyjne w Sydney miało scan converter i zdołało dokonać konwersji z 320 na 525 linii. Do dziś nie wiadomo, jaka część transmisji Apollo 11 szło przez Honeysuckle Creek, a jaka przez Parkes. Sami Australijczycy nie są zgodni. Tak czy inaczej sygnał z Księżyca wylądował w Sydney. A dokładnie rzecz biorąc w Overseas Telecommunication Commission’s Gateway Exchange in Oxford Street, Paddington. Stamtąd poszedł do odbiorców w całej Australii oraz (co nas bardziej interesuje) łączami mikrofalowymi do miejscowości Moore, w Nowej Południowej Walii, gdzie działała satelitarna stacja OTC Satellite Earth Station. Teraz wstrzymajmy się na moment. Z opisanego do tej pory przebiegu sygnału z Księżyca wynika, że Australia była jedynym terytorium, który oglądał sygnał z Księżyca bez pośrednictwa Houston. Tak, to prawda i co ważne oglądali w najlepszej możliwej jakości. Bo po drodze był jeszcze słynny scan converter w Houston, który zepsuł wszystko. Idąc dalej sygnał z Lunar Module został nadany w Moore na satelitę geostacjonarnego Intelsat III F4, który wisiał nad Pacyfikiem. Sygnał z tego satelity był odbierany przez stację naziemną Goldstone, Jamesburg, California. Następnie za pomocą naziemnych łączy mikrofalowych został przekazany do Centrum Lotów NASA w Houston, Floryda. Tu nastąpiła największa telewizyjna skucha stulecia. Wszystkie największe sieci telewizyjne „dociągnęły” swoje łącza do Houston i czekały na sygnał. Niestety po odbiorze sygnału okazało się, że Houston nie jest w stanie poprawnie przekazać sygnału do amerykańskich sieci. Dziś takie niezbędne urządzenie nazywa się „synchronizator”, ale w 1969 roku NASA zapomniało go kupić Rozwiązaniem był słynny "NASA Converter", czyli monitor telewizyjny z kamerą ustawioną przed monitorem. Kamera była własnością sieci ABC i dzięki tej kamerze sygnał z księżyca dotarł łączami telewizyjnymi do Nowego Yorku i potem do całych Stanów Zjednoczonych. A co z Europą? W tym czasie istniała już organizacja EUROVISION (nie mylić z festiwalem Eurowizji) przekształcona później w EBU, czyli Europejską Unię Nadawców. Eurovision/EBU przygotowała się do tej transmisji i wysłała do Nowego Yorku swoją ekipę z jej szefem Richardem Francisem. Projekt miał nazwę „EBU Apollo 11 Project” i zakładał, że transmisja z Nowego Yorku do Europy odbędzie się przez satelitę Intelsat III F2, który wisiał na orbicie geostacjonarnej nad Atlantykiem i realizował połączenia pomiędzy Ameryką północną a Europą. Sygnał z Nowego Yorku miał iść łączami naziemnymi do stacji satelitarnej COMSAT w Maine i stamtąd przez Intelsata III F2 do stacji naziemnej Goonhilly Down w Kornwalii, UK. Niestety projekt prześladował pech. 29 czerwca 1969 satelita Intelsat III F2 uległ awarii. W Nowym Yorku odbyła się ponad tygodniowa narada klasy „burza mózgów”, na której Richard Francis powiedział: - If we can`t go the short way, then we`ll take the long route the other way round the world. Czyli jak nie możemy w tą stronę, to pójdziemy w drugą. I tak zrobili. Sygnał z Nowego Yorku został przesłany naziemnymi łączami mikrofalowymi do stacji nadawczej w Goldstone w Jamesburg, California. Do dziś nie wiadomo, dlaczego Goldstone nie zawróciła sygnału z Australii bezpośrednio na satelitę, lecz korzystała z sygnału zdegradowanego przez „pseudosynchronizator” w Houston. Stacja Goldstone wysyłała sygnał na satelitę Intelsat III F4 w celu odbioru przez stację naziemną Ibaraki w Japonii. Tu uwaga dla dociekliwych. Dlaczego stacja Ibaraki nie mogła odbierać sygnału z Moore, skoro szedł przez tego samego satelitę? Odpowiedź jest prosta, satelity mają „parowane” transpondery, sygnał z Moore, Australia nadawany był na transponder, który nadawał tylko na Stany Zjednoczone. Po odbiorze w stacji naziemnej Ibaraki, sygnał był przekazywany łączami naziemnymi do stacji satelitarnej Yamaguchi i stamtąd nadawany na satelitę Intelsat III F3 na orbicie geostacjonarnej nad Oceanem Indyjskim. Ten satelita był już w zasięgu odbioru europejskich stacji satelitarnych. I tu zaczyna się najciekawsze. Sygnał z Intelsata III F3 na pewno był odbierany w stacji Goonhilly Down w Kornwalii i przekazywany do BBC London. BBC twierdzi, że ten sygnał był źródłem dla sieci EBU, czyli dla całej Europy. Ale dotarłem do sprawdzonych informacji, że sieć EBU (Eurovision) nie brała sygnału z Londynu. Kilka lat wcześniej w miasteczku Raisting w Bawarii uruchomiono najnowocześniejszą stację satelitarną w kontynentalnej Europie. Raisting miało bezpośrednie połączenie z centralą EBU w Brukseli i właśnie przez Raisting sygnał z Księżyca docierał do Palais de Centenaire, głównego węzła sieci EBU. A jak sygnał dotarł do mojego telewizora w Jaśle? Na początku lat 60 dwie organizacje telewizyjne – Eurovision i Interwizja – zdecydowały, że zrobią połączenie pomiędzy swoimi sieciami w celu wymian najważniejszych programów telewizyjnych. Chodziło głównie o wydarzenia sportowe. Interwizja miała swoją główna siedzibę w Pradze. Była to organizacja w 100% zarządzana przez Związek Radziecki i żadna transmisja w sieci Interwizji nie mogła pojawić się bez zgody Moskwy. Interwizja w Pradze miała połączenie z Eurowizją/EBU, takie transmisje były możliwe po zatwierdzeniu przez najwyższe władze ZSRR. Tak czy inaczej 20 lipca 1969 roku w sieci Interwizji pojawiła się transmisja z Lunar Module Apollo 11. Na razie nie wiemy, jaką drogą zostało zrobione spięcie. Najbardziej prawdopodobną trasą jest Wiedeń-Bratysława-Praga, gdyż później używane łączę Berlin West-Berlin Ost przez wieżę Alexanderplatz prawdopodobnie w lipcu 1969 nie było jeszcze możliwe. Centrum Alexanderplatz w Berlinie wschodnim zostało oddane do użytku w pażdzierniku 1969. Tak więc sygnał z centrum Interwizji w Pradze został przesłany do Ostrawy, stamtąd do Katowic, a następnie na Pałac Kultury i Nauki w Warszawie, gdzie było główne centrum komutacyjne TVP. Ale zaraz, przecież mieliśmy polski komentarz do tej transmisji? Mieliśmy, bo wieczorem 20 lipca z kilkoma paczkami papierosów i termosami z kawą w małej klitce w Pałacu Kultury, w którym wówczas mieściły się zespoły emisyjne telewizji, zasiadło dwóch komentatorów: Rafał Skibiński i Teodor Zubowicz. Sygnał zawierający już polski komentarz pp. Skibińskiego i Zubowicza był dystrybuowany przez łącza mikrofalowe do wszystkich nadajników TVP1, w tym do mojego nadajnika w miejscowości Czarnorzeki (RTCN Sucha Góra), który nadawał program TVP na całe województwo podkarpackie. Uff… Jest jeszcze do wyjaśnienia kilka rzeczy. Na przykład z którego źródła "Interwizja Praga" miała sygnał. Berlin West czy Wiedeń? Będę uzupełniał ten post w miarę kolejnych odkryć Serdecznie dziękuję pp. @Adamowi Brodziakowi i Jacek Jarzina za wkład w to opracowanie. Oraz p. Sławomir Tobis za impuls do poszukiwań.
  42. 11 points
    W tamtym roku postanowiłem zainwestować w warzywa i tzw. zdrową żywność, przy okazji się dobrze bawić (relaksować). Z góry zakładałem, że inwestycja się raczej nie wróci, ze względu na poniesione koszty, a okres jaki ma obowiązywać to około 10 lat. Powoli już trzeba się przygotowywać do nowego sezonu. W lutym powoli już można robić rozsady. A co znajdzie się w foliaku ogrodowym: 1. pomidory 2. papryka 3. ogórki 4. ? W tamtym roku próbowałem wsadzić truskawki, arbuzy, ogórki gruntowe... Papryka owocowała do samych przymrozków. Także w 2020 roku żadnych warzyw nie kupowałem ze sklepu.
  43. 11 points
    Jest film z oblotu Co do wrażeń, to wszystko jest na filmie. Model wyszedł z gumy idealnie, nie trzeba go było wcale trymować. Wymaga drobnych poprawek w wychyleniach sterów i to wszystko. Środek ciężkości jest na 115mm, wydaje się, że ecalc liczy ten parametr jakoś lepiej, z mniejszym błędem. Dodatkowo ważne są ustawienia kątów. Jak pisałem mam profil Clarky i jest położony na płasko co daje mu ok 2,2 stopnia zaklinowania, statecznik jest na zero stopni. Wydaje się, że to jest idealna konfiguracja dla tego modelu. Lata bosko. Ciągle się uczę czegoś nowego w modelarstwie Od razu zrobiłem dwa loty i drugi z mniejszym expo już jest lepszy i bardziej płynny. Zamierzam usunąć w ogóle expo. Ciągu jest w sam raz moim zdaniem. Lot na filmie jest z max prędkością bo nie badałem jeszcze miejsca jakie jest minimum, ale po drugim locie sądzę, że mogę spróbować latać stabilnie na pół gwizdka, co się sprowadzi do tego, że model będzie aż nierealistycznie wolno latał. Temat napędu jest rozwojowy, bo 4S jest ok, ale po lataniu cały czas na max, mam tylko 3 min lotu a i pakiet dostaje w d... Być może na 6S będę mógł latać równie wolno, ale na mniejszym prądzie. Zmiana nie będzie trudna, EDF zamieni się w 5 minut. Dziękuję wszystkim, którzy trzymali kciuki za oblot, tym którzy mi radzili w wątku jak i na PW. Doceniam pomoc! I od razu drugi lot. Zwróćcie uwagę na lądowanie Model jest wymiarowo zgodny z modelem Freewinga 80EDF, ale mój waży tylko nieco ponad 2kg i jest napędzany jednym EDF 70 i na pakiecie 4S. Z czego jestem szczególnie zadowolony, że mi się udał ten projekt.
  44. 11 points
    Witam! Pozwolę sobię zaprezentować model motocykla który zbudowałem na podstawie własnego modelu 3D. Całość wykonana metodą druku 3D . Obrazki pokazują model wirtualny, wydruki poszczególnych części i efekt końcowy. Model 3D: Wydruki: Składanie w całość i finał:
  45. 11 points
    Co to jest IMAC? Skrót od International Miniature Aerobatic Club – organizacja która powstała w USA, mająca na celu latanie akrobacyjnymi modelami RC na wzór prawdziwych – International Aerobatic Club - IAC. Modele wykonują takie same akrobację jak ich odpowiedniki w skali 1:1, a także są ich mniejszymi kopiami. Podobnie jak pilot lecący prawdziwym samolotem typu Extra 330, na zawodach wykonuje wiązankę figur zwaną programem akrobacyjnym, taki i my piloci modeli zdalnie sterowanych wykonujemy odpowiedni program, podzielony ze względu na trudność lotu na poszczególne klasy. Celem latania IMAC’a jest doskonalenie się w pilotażu modeli samolotów akrobacyjnych oraz pomaganie innym podnosić ich umiejętności. Planujemy w tym miejscu rozpowszechniać formułę IMAC, która staje się coraz bardziej popularna na całym świecie. Mamy nadzieję łączyć wszystkich modelarzy latających zdalnie sterowanymi samolotami akrobacyjnymi, które w ostatnich latach tak bardzo stały się popularne i osiągalne za sprawą producentów z całego świata, oferujących modele samolotów akrobacyjnych w skali. Głównym celem IMAC Poland jest podnoszenie kwalifikacji pilotów RC, tak aby nasze hobby było tak bezpieczne jak to tylko możliwe, oraz dawało satysfakcję w coraz lepszym i świadomym pilotowaniu modelu RC. Jeśli czujesz że latanie modelem bez ładu i składu, w lewo i prawo zaczyna Cię nudzić, to dobrze trafiłeś. W akrobacji nie ma lotów idealnych, człowiek cały czas się uczy, czy to wykonaniej odpowiedniej korekty na wiatr czy zwykłego operowania drążkiem gazu. Wierzymy, że poprzez otwarte spotkania oraz organizację zawodów będziemy propagować tak piękną dyscyplinę sportu jaką jest akrobacja RC półmakietami prawdziwych samolotów. PROGRAM i ZAWODY: Grupy pilotów zbierają się, aby latać i rywalizować w zorganizowanych zawodach prowadzonych zgodnie z ustalonymi zasadami. Piloci wykonują „sekwencję” wcześniej ustalonych manewrów przed sędziami. Zaczynając od doskonałego wyniku 10 za każdy manewr, sędziowie odejmują za odchylenia lub błędy. Sekwencje zwykle składają się z 8-10 manewrów. Wszystkie figury które należy wykonać, są zgodne z FAI “ARESTI Aerobatic Catalogue.”- tzw. Kod Aresti. Podobnie jak w przypadku zawodów na pełną skalę, piloci są podzieleni na klasy, a każda klasa staje się coraz trudniejsza. Każda klasa ma „znaną” sekwencję publikowaną każdego roku. W wyższych klasach jest również prezentowana pilotowi podczas spotkań sekwencja, której wcześniej nie była publikowana - nazywana „ program nieznanym”. W filozofii IMAC to piloci są sędziami. Dzięki temu wiedzą z jakich figur składa się program i wiedzą jak go oceniać . Kolejka lotów polega na wykonaniu odpowiedniego programu, przez zadeklarowanych uczestników w klasie. Sędziowie mają za zadanie ocenę każdej z poszczególnych figur. Piloci są następnie klasyfikowani w tej rundzie. Sędziowie są zmieniani, a piloci znów wykonują sekwencje. Z reguły najniższe rundy pilota mogą zostać odrzucone. Ostatecznie pilot w klasie z najwyższym wynikiem wygrywa. Istnieje pięć głównych klas: Basic - klasa startowa z podstawowymi manewrami akrobacyjnymi. Piloci w tej klasie mogą latać DOWOLNYM samolotem dowolnej wielkości, który NIE musi być modelem w skali samolotu prawdziwego. Ta klasa leci tylko program ZNANY. Sportsman - manewry stają się nieco trudniejsze, a piloci są teraz zobowiązani do korzystania z modeli samolotów w skali. W tej klasie wprowadza się wiązanki nieznane. Intermediate - manewry stają się coraz trudniejsze, gdyż wprowadzane są nieco bardziej złożone wiązanki łączone. Advanced - w tej klasie pilot powinien być w stanie latać jak najwięcej prezentowanych figur. Trudność polega na tym, że sekwencje stają się trudniejsze, gdy dodawane są bardziej złożone figury. Unlimited - dokładnie tak, jak to brzmi… bez ograniczeń! Piloci w tej klasie mają najtrudniejsze sekwencje, manewry oraz programy nieznane. Prawdziwy test pilota i maszyny, który wymaga doświadczenia i umiejętności rozwijanych z czasem. Dodatkowo FREESTYLE – wyjątkowe widowisko dla pilotów i widzów! Latanie akrobatycjne do muzyki! Nieograniczone możliwość (maksymalny czas lotu 4min) ! Loty 3D, z dymem i racami. Piloci są oceniani na podstawie oryginalności, „zgrania z muzyką” i ogólnych umiejętności pilotażowych. Free Style nie jest oferowany na wszystkich imprezach, ale jest najbardziej popularną częścią imprezy. Zawody Freestyle są otwarte dla pilotów w DOWOLNEJ klasie, ale pilot musi również startować w klasie głównej. To chyba tyle jeśli chodzi o wprowadzenie i ogólny zarys. Naukę dobrze zacząć od oficjalnego poradnika IMAC który przetłumaczył kolega Karol pt: „Wykonywanie i Sędziowanie Akrobacji RC”. Świadomość jak poprawnie wykonywać figury to podstawa! Kolejna rzecz to ustawianie modelu. Też mamy już przetłumaczony poradnik! „MINI Poradnik- Ustawienie modelu i nadajnika do akrobacji precyzyjnej.” WSZYSTKO W ZAŁĄCZNIKACH Jeśli już mniej więcej się z tym zapoznasz to zaczynamy latać. Na razie Program BASIC- wygląda tak: W rzeczywistości lot wygląda następująco: Analiza kolejności figur i zrozumienie programu może trochę zająć ale nie warto się poddawać! Dodatkowo w załączniku bardzo ciekawy artykuł przetłumaczony przez Pana Wiesława Chmielewskiego, warto się zapoznać. Myślę że to tyle jeśli chodzi o wprowadzenie. Dodaje jeszcze kilka stron IMAC na których znajdziemy poradniki, programy na 2020r, etc. http://www.mini-iac.org/ https://www.imaceurope.com/ POLECAM Naszą stronę na FB, aktualności, informację i dużo wiedzy! https://www.facebook.com/imacPoland/ Zapraszam do dyskusji i do zobaczenia na zawodach! #imac #imacPoland MINI Poradnik- Ustawienie modelu i nadajnika do akrobacji precyzyjnej.pdf Basic 2020.pdf Basic 2020 Omównie prograpu po ANG.pdf Latanie modelami akrobacyjnymi.pdf Aresti Dictionary.pdf Wykonywanie i Sędziowanie Akrobacji RC 2020.pdf
  46. 11 points
    Widzę, że jest sporo różnych sprzecznych informacji, bo "słyszałem od kolegów z lotniska" albo "bo dostałem maila od bardzo ważnej osoby". Jednak jedynym wiarygodnym źródłem są PRZEPISY: R - ROZPORZĄDZENIE WYKONAWCZE KOMISJI (UE) 2019/947 W - WYTYCZNE NR 25 Prezesa Urzędu Lotnictwa Cywilnego Poniżej mapka jak czytać przepisy dotyczące latania w Klubach i Stowarzyszeniach (R i W to wskazanie czy przepis jest z Rozporządzenia czy z Wytycznych): Pełny rozmiar po kliknięciu na obrazek. Przydaje się jeszcze ten dokument: Easy Access Rules for Unmanned Aircraft Systems (Regulation (EU) 2019/947 and Regulation (EU) 2019/945) - przepisy z komentarzami i wyjaśnieniami EASA. Konkluzje są takie: Trzeba się zarejestrować jako operator. Trzeba oznaczyć latadełko numerem operatora. Nie trzeba zdawać testu on-line. Ale jeżeli przez najbliższe 2 lata Klub nie postara się o Zezwolenie, to test trzeba będzie zdać. Trzeba każdorazowo zgłosić lot w DroneRadar. Teoretycznie Zezwolenie nie jest związane z miejscem. Ale Klub może napisać we wniosku: "Mamy klubową miejscówkę na Zadoopiu, gdzie nawet sępy zawracają, ale latamy też po całej Polsce". A ULC może odpowiedzieć: "To na Zadoopiu możecie latać do 500m, a w reszcie Polski do 200m." Warunki w Zezwoleniu będą wydawane przez ULC, więc warto z ULC żyć dobrze. Hasła typu "ULC jest jak dziecko we mgle", "czy tam w ULC-u ktoś ma mózg", "mądrzy inaczej", "siepacze ulcu", "psychozabawa ulcu" czy "widzimisię urzędniczków" nie budzą zaufania i przychylności w wydawaniu warunków. EDIT Historycznie rzecz biorąc pierwszy statek latający nazwany dronem był ... samolotem zdalnie sterowanym. Było to w latach 20 zeszłego wieku i tak było aż do rewolucji multirotorowej, gdzie to określenie został bezczelnie ukradzione samolotom Więc bym się tak nie denerwował na to określenie, raczej jest to powód do historycznej dumy
  47. 11 points
    Szymon nie tylko klei modele , ale i bardzo dobrze lata . Dziś miałem okazje nagrać lot Szymona i na pamiątkę przesyłam filmik . Widać pełne skupienie a lądowanie miodzio . Masz ode mnie na pamiątkę . start.mp4 mLody.mp4
  48. 11 points
  49. 11 points
    Pierwszy Karaś skończony i lata . Klka fotek dla tych którzy nie są na FB
  50. 11 points
    w tym dziale bo nie chce mi sie nowego tematu zakładac.....ehhhhhhh trochę nostalgicznie... My, urodzeni w latach ................tych, wszyscy byliśmy wychowywani przez rodziców patologicznych, "Na szczęście nasi starzy nie wiedzieli, że są patologicznymi rodzicami. My nie wiedzieliśmy, że jesteśmy patologicznymi dziećmi. W tej słodkiej niewiedzy przyszło nam spędzić nasz wiek dziecięcy. Wspominamy z nostalgią lata 80. Wszyscy należeliśmy do bandy osiedlowej i mogliśmy bawić się na licznych budowach. Gdy w stopę wbił się gwóźdź, matka go wyciągnęła i odkażała ranę fioletem. Następnego dnia znowu szliśmy się bawić na budowę. Matka nie drżała ze strachu, że się pozabijamy. Wiedziała, że pasek uczy zasad BHZ (Bezpieczeństwo i Higiena Zabawy). Nie chodziliśmy do prywatnego przedszkola. Rodzice nie martwili się, że będziemy opóźnieni w rozwoju. Uznawali, że wystarczy, jeśli zaczniemy się uczyć od zerówki. Nikt nie latał za nami z czapką, szalikiem i nie sprawdzał czy się spociliśmy. Z chorobami sezonowymi walczyła babcia. Do walki z grypą służył czosnek, miód, spirytus i pierzyna. Dzięki temu nie stwierdzano u nas zapalenia płuc czy anginy. Zresztą lekarz u nas nie bywał, zatem nie miał szans nic stwierdzić. Stwierdzała zawsze babcia. Dodam, że nikt nie wsadził babci do wariatkowa za raczenie dzieci spirytusem. Do lasu szliśmy, gdy mieliśmy na to ochotę. Jedliśmy jagody, na które wcześniej nasikały lisy i sarny. Mama nie bała się ze zje nas wilk, zarazimy się wścieklizną albo zginiemy. Skoro zaś tam doszliśmy, to i wrócimy. Oczywiście na czas. Powrót po bajce był nagradzany paskiem. Gdy sąsiad złapał nas na kradzieży jabłek, sam wymierzał nam karę. Sąsiad nie obrażał się o skradzione jabłka, a ojciec o zastąpienie go w obowiązkach wychowawczych. Ojciec z sąsiadem wypijali wieczorem piwo – jak zwykle. Nikt nie pomagał nam odrabiać lekcji, gdy już znaleźliśmy się w podstawówce. Rodzice stwierdzali, że skoro skończyli już szkołę, to nie muszą już do niej wracać. Latem jeździliśmy rowerami nad rzekę, nie pilnowali nas dorośli. Nikt nie utonął. Każdy potrafił pływać i nikt nie potrzebował specjalnych lekcji aby się tej sztuki nauczyć. Zimą któryś ojciec urządzał nam kulig starym fiatem, zawsze przyspieszał na zakrętach. Czasami sanki zahaczyły o drzewo lub płot. Wtedy spadaliśmy. Nikt nie płakał, chociaż wszyscy trochę się baliśmy. Dorośli nie wiedzieli, do czego służą kaski i ochraniacze. Siniaki i zadrapania były normalnym zjawiskiem. Szkolny pedagog nie wysyłał nas z tego powodu do psychologa rodzinnego. Nikt nas nie poinformował jak wybrać numer na policję (wtedy MO), żeby zakablować rodziców. Oczywiście, chętnie skorzystalibyśmy z tej wiedzy. Niestety, pasek był wtedy pomocą dydaktyczną, a Milicja zajmowała się sprawami dorosłych. Swoje sprawy załatwialiśmy regularną bijatyką w lasku. Rodzice trzymali się od tego z daleka. Nikt z tego powodu, nie trafiał do poprawczaka. W sobotę wieczorem zostawaliśmy sami w domu, rodzice szli do kina. Nie potrzebowano opiekunki. Po całym dniu spędzonym na dworze i tak szliśmy grzecznie spać. Pies łaził z nami – bez smyczy i kagańca. Srał gdzie chciał, nikt nie zwracał nam uwagi. Raz uwiązaliśmy psa na sznurku i poszliśmy z nim na spacer, udając szanowne państwo z pudelkiem. Ojciec powiązał nas później na sznurkach i też wyprowadził na spacer. Zwróciliśmy wolność psu, na zawsze. Mogliśmy dotykać inne zwierzęta. Nikt nie wiedział, co to są choroby odzwierzęce. Sikaliśmy na dworze. Zimą trzeba było sikać tyłem do wiatru, żeby się nie obsikać lub „tam” nie zaziębić. Każdy dzieciak to wiedział. Oczywiście nikt nie mył po tej czynności rąk. Stara sąsiadka, którą nazywaliśmy wiedźmą, goniła nas z laską. Ciągle chodziła na nas skarżyć. Rodzice nadal kazali się jej kłaniać, mówić Dzień Dobry i nosić za nią zakupy. Wszystkim starym wiedźmom musieliśmy mówić Dzień Dobry. A każdy dorosły miał prawo na nas to Dzień Dobry wymusić. Dziadek pozwalał nam zaciągnąć się swoją fajką. Potem się głośno śmiał, gdy powykrzywiały się nam gęby. Trzymaliśmy się z daleka od fajki dziadka. Za to potem robił nam bańki mydlane z dymem fajki w środku. Fajnie się dym później rozchodził po podłodze jak bańka pękła. Skakaliśmy z balkonu na odległość. Łomot spuścił nam sąsiad. Ojciec postawił mu piwo. Do szkoły chodziliśmy półtora kilometra piechotą. Ojciec twierdził, że mieszkamy zbyt blisko szkoły, on chodził pięć kilometrów. Musieliśmy znać tabliczkę mnożenia, pisać bezbłędnie (za 3 błędy nie zdawało się matury z polaka). Nikt nie znał pojęcia dysleksji, dysgrafii, dyskalkulii i kto wie jakiej tam jeszcze dys… Nikt nas nie odprowadzał. Każdy wiedział, że należy iść lewą stroną ulicy i nie wpaść pod samochód, bo będzie łomot. Współczuliśmy koledze z naprzeciwka, on codziennie musiał chodzić na lekcje pianina. Miał pięć lat. Rodzice byli oburzeni maltretowaniem dziecka w tym wieku. My również. Gotowaliśmy sobie obiady z deszczówki, piasku, trawy i sarnich bobków. Czasami próbowaliśmy to jeść. Jedliśmy też koks, szare mydło, Akron z apteki, gumy Donaldy, chleb masłem i solą, chleb ze śmietaną i cukrem, oranżadę do rozpuszczania oczywiście bez rozpuszczania, kredę, trawę, dziki rabarbar, mlecze, mszyce, gotowany bob, smażone kanie z lasu i pieczarki z łąki, podpłomyki, kartofle z parnika, surowe jajka, plastry słoniny, kwasiory/szczaw, kogel-mogel, lizaliśmy kwiatki od środka. Jak kogoś użarła przy tym pszczoła to pił 2 szklanki mleka i przykładał sobie zimną patelnię. Ojciec za pomocą gwoździa pokazał, co to jest prąd w gniazdku. To nam wystarczyło na całe życie. Czasami mogliśmy jeździć w bagażniku starego fiata, zwłaszcza gdy byliśmy zbyt umorusani, by siedzieć wewnątrz. Jak się ktoś skaleczył, to ranę polizał i przykładał liść babki. Jedliśmy niemyte owoce prosto z drzewa i piliśmy wodę ze strugi, ciepłe mleko prosto od krowy, kranówkę, czasami syropy na alkoholu za śmietnikiem żeby mama nie widziała, lizaliśmy zaparowane szyby w autobusie i poręcze w bloku. Nikt się nie brzydził, nikt się nie rozchorował, nikt nie umarł. Żarliśmy placek drożdżowy babci do nieprzytomności. Nikt nam nie liczył kalorii. Nikt nam nie mówił, że jesteśmy ślicznymi aniołkami. Dorośli wiedzieli, że dla nas, to wstyd. Nikt się nie bawił z babcią, opiekunką lub mamą. Od zabawy mieliśmy siebie nawzajem. Bawiliśmy się w klasy, podchody, chowanego, w dwa ognie, graliśmy w wojnę, w noża (oj krew się lała ), skakaliśmy z balkonu na kupę piachu, graliśmy w nogę, dziewczyny skakały w gumę, chłopaki też jak nikt nie widział. Oparzenia po opalaniu smarowaliśmy kefirem. Jak się głęboko skaleczyło to mama odkażała jodyną albo wodą utlenioną, szorowała ranę szczoteczką do zębów i przyklejała plaster. I tyle. Nikt nie umarł. W wannie kąpało się całe rodzeństwo na raz, później tata w tej samej wodzie. Też nikt nie umarł. Podręczniki szanowaliśmy i wpisywaliśmy na ostatniej stronie imię, nazwisko i rocznik. Im starsza książka tym lepiej. Jak się poskarżyłeś mamie na nauczyciela to jeszcze w łeb dostałeś. Jedyny czas przed telewizorem to dobranocka. Mieliśmy tylko kilka zasad do zapamiętania. Wszyscy takie same. Poza nimi, wolność była naszą własnością. Wychowywali nas sąsiedzi, stare wiedźmy, przypadkowi przechodnie, koledzy ze starszej klasy, pani na świetlicy albo woźna jak już świetlica była zamknięta. Nasze mamy rodziły nasze rodzeństwo normalnie, a po powrotcie ze szpitala nie przeżywały szoku poporodowego – codzienne obowiązki im na to nie pozwalały. Wszyscy przeżyliśmy, nikt nie trafił do więzienia. Nie wszyscy skończyli studia, ale każdy z nas zdobył zawód. Niektórzy pozakładali rodziny i wychowują swoje dzieci według zaleceń psychologów. Nie odważyli się zostać patologicznymi rodzicami. Dziś jesteśmy o wiele bardziej ucywilizowani. My, dzieci z naszego podwórka, kochamy rodziców za to, że wtedy jeszcze nie wiedzieli jak nas należy „dobrze” wychować. To dzięki nim spędziliśmy dzieciństwo bez ADHD, bakterii, psychologów, znudzonych opiekunek, żłobków, zamkniętych placów zabaw i lekcji baletu. A nam się wydawało, że wszystkiego nam zabraniają!" znalezione w sieci ps. a od siebie dodam....miałem to szczęście , że mieszkałem około 3 km od Lotniska Gocław...więc każdy wolny czas spędzałem wraz z moimi kolegami na tymże lotnisku...a działo się tam wiele i nikt nas, gówniarzy, z tego lotniska nie wywalał... na Gocławiu działało rownież Lotnicze Pogotowie Ratunkowe zatrudniajace pilotów, których nie chciały ( nie mogły) zatrudnić PLL "LOT" , a panom pilotom zbierało się czasem na wspomnienia , których słuchalismy z wypiekami na policzkach.....lotnictwo i to małe i to duże.....piekna sprawa mały update...na temat wspomnianego juz Lotniczego Pogotowia Ratunkowego Bogdan Act napisał ksiązkę opartą na faktach pt. Pomoc musi nadejść
×
×
  • Create New...

Important Information

By using this site, you agree to our Terms of Use.