Jump to content

Leaderboard


Popular Content

Showing content with the highest reputation since 04/03/2012 in all areas

  1. 20 points
    Silnik nr 5. Bramo SH 14. Silnik montowany m.in. w samolocie RWD 17. model 3d: Wydruki i finał:
  2. 18 points
    Wiosna za oknem szaleje, a my powinniśmy w zasadzie siedzieć w domu. Osobiście uważam, że pod pewnymi warunkami można wyskoczyć na lotnisko, jednak tym razem może zamiast o prawie, poteoretyzujmy o termice? Ja już wiele lat staram się ją zrozumieć i ubrać w słowa to co obserwuję i czego się uczę za każdym razem, kiedy jestem na lotnisku. Poniżej postaram się spisać to, co od dłuższego czasu chodzi mi po głowie. Cz. 1 Jak rozpoznać termikę z ziemi? Warto zacząć od tego, że dobrze jest przed startem mieć jakiś plan. Loty bez planu przeważnie nie okazują się zbyt długie, więc dobrze jest sobie obrać jakąś strategię. Jeżeli stosując poniżej opisane metody, nie jestem w stanie zgadnąć, gdzie szukać termiki, lecę tam, gdzie wydaje mi się, że jest największe prawdopodobieństwo jej znalezienia. Dobre miejsca to takie, w których teren jest kontrastowy. Jedno pole skoszone, drugie nie, dachy pobliskich zabudowań, granica lasu. Świetnie sprawdzają się obiekty liniowe, ustawione w miarę prostopadle do kierunku wiatru. Dobrym przykładem jest szpaler przydrożnych drzew, ściana budynku, niewielkie wzniesienie, a nawet kępa wyższych krzaków. Łatwo się domyślić, że w takich miejscach powstaje efekt żagla, jednak zwykle przy niewielkim wietrze, oraz małej wysokości przeszkody nie jest on zbyt silny. Zdecydowanie ważniejsze jest, że na nawietrznej przeszkód "zbierają" się bąble nagrzanego powietrza naganiane przez wiatr z przedpola. Niekiedy ciepłe powietrze jest za słabe, żeby unieść się w górę i utworzyć komin, wiatr zwiewa je z pola, zanim solidnie się wygrzeje. Zatrzymuje się wtedy przed przeszkodą, a do niego dołączają kolejne bąble ciepła. Z czasem powietrze staje się na tyle ciepłe, że zaczyna się unosić i wyskakuje ponad krawędź tej przeszkody, tworząc solidne noszenie. W innym przypadku bąbelek ciepła zaczyna się znad pola unosić, ale nie ma jeszcze zbyt wielkiej siły, więc jest bardziej zdmuchiwany przez wiatr, niż się wznosi. Kiedy trafia w przeszkodę, odbija się od niej i wyskakuje w górę. Możemy też obserwować zjawisko polegające na podcinaniu podstawy noszenia przez przeszkody naziemne. Przesuwający się po ziemi komin, przeważnie ciągnie po ziemi swego rodzaju ogon. Kiedy trafi na przeszkodę w postaci np. krzaków, jest podcinany, a jego cieplejsza, górna część, uwolniona od kotwicy, strzela w górę. No dobrze, ale jak u licha znaleźć noszenie stojąc na środku pustej łąki? Przede wszystkim należy zwrócić uwagę na siłę i kierunek wiatru. Warto zainwestować w wysoką tyczkę i zamocowaną na szczycie kilkumetrową taśmę wideo - będzie świetnie pokazywała to zjawisko. Noszenie unosząc się, zasysa pod siebie powietrze, a co za tym idzie zmienia kierunek i siłę wiatru, który czujemy. Jeśli stojąc pod wiatr czujemy, że wiatr przybiera na sile, znaczy, że noszenie jest za naszymi plecami. Jeśli czujemy, że wiatr słabnie i zaczyna wiać od lewej, to noszenie będzie przed nami, po prawej stronie itd. Jeśli od dłuższego czasu czujemy wiatr o stałej sile i kierunku to najwyraźniej w naszej najbliższej okolicy nie ma żadnego noszenia - trzeba będzie odlecieć gdzieś dalej, żeby coś znaleźć. Czasem zdarzają się dni bezwietrzne. Obserwujemy wtedy, że co kilka minut powiew wiatru przychodzi z innej strony, czasem są to kierunki różniące się o 180st. Każdy z takich podmuchów wiatru prowadzi prosto do noszenia, które ten podmuch wygenerowało. Przed startem radzę rozejrzeć się po niebie, czy gdzieś nie krążą w termice ptaki? Bociany, albo ptaki drapieżne są specjalistami w lotach termicznych. Są na tyle dobre, że czasem noszenie przez nie pokazane, okazuje się za słabe dla naszych modeli. Wtedy one wznoszą się dalej, a model opada na ziemię Świetnym wskaźnikiem noszeń są roje kotłujących się jaskółek, czy jerzyków. Noszenia potrafią unosić chmary owadów, na które te ptaki polują w locie. Loty modelami DLG warto uprawiać w grupie zapaleńców. Nie tylko dlatego, że w kupie raźniej, ale również, a może i przede wszystkim dlatego, że noszenia mogą nam pokazać inni piloci. Warto zwrócić uwagę, gdzie są inne szybowce i czy krążą w noszeniach. W słoneczny dzień warto spojrzeć pod słońce. Tarczę słońca należy zakryć np. dłonią, żeby nas nie oślepiło, a wtedy promienie słońca podświetlą pyłki, drobiny kurzu, późnym latem pajęczyny unoszące się w powietrzu. Jeżeli obserwowane przez nas pyłki unoszą się ku górze, kierunek ich ruchu wskaże nam noszenie. Stosując się do powyższych zasad, można z jakimś rozsądnym prawdopodobieństwem wyznaczyć wycinek nieba, gdzie warto polecieć szukając noszenia. Jeżeli się nie pomyliliśmy i nasz model wleci w obszar gdzie powietrze pracuje, zacznie nam dawać znaki, o których będzie cz. 2 cdn.
  3. 18 points
    Katastrofa, groźny incydent na lotnisku w Raciborzu. Rozbiłem się P-40. Film z lotu i na końcu analiza.
  4. 17 points
    Cześć Wszystkim, Latających nie lepię bo mam złe wspomnienia i się boje ? Lepie redukcyjne więc chciałem wam zaprezentować mojego ostatniego ulepa PZL P6. National Air Racers 1931 Cleveland, pilot kpt. Bolesław Orliński. Model wykonany całkowicie od podstaw w skali 1/32. Oryginał i model: A tak wygląda w kolorze i detalach: Warsztat tutaj: https://pwm.org.pl/viewtopic.php?f=12&t=89130 I wspólnie ze "starszym bratem" PZL P11. III z wyścigów w Cleveland 1932, model również wykonany od podstaw: Pozdrawiam Marcin?
  5. 15 points
    Witam wszystkich w ostatniej odsłonie relacji z budowy ścigacza amerykańskiej marynarki, oświadczam, że wreszcie skończyłem!!!!! Model skończyłem z miesiąc temu, ale nie miałem czym zrobić zdjęć a jak miałem to nie było czasu ani dobrego światła. Nie wszystko poszło zgodnie z planem, ale i tak jestem zadowolony z efektu, porwałem się z motyką na słońce, model był bardzo trudny i skomplikowany, najgorsze było podwozie, kąty łączenia itp. Nie raz myślałem żeby go cisnąć do kosza. Niestety folia jako materiał pokryciowy jest ok, ale jako powierzchnia do malowania w wersji wielokolorowej to tragedia. Taśma odrywała farbę przy odcięciach i musiałem jechać z pędzla poprawki, trudno tak już zostanie. Oblot nastąpi jak trawa będzie sięgała do jajek ale nie mam na to jakiegoś parcia. Podziękowania. Dziękuje Wszystkim sympatykom i kibicom tego projektu, bez Was mógłby skończyć w koszu Pozdrawiam.
  6. 15 points
    Modelelarzem jest się po prostu, to nie jest jakiś naukowy tytuł nadawany w wyniku zdania ciężkich egzaminów i mówienie, że ktoś nie jest modelarzem to moim zdaniem taka trochę chęć wywyższania siebie na zasadzie: bo ja buduje piękne modele z balsy i każdy inny co kupił gotowego piankowca to nie modelarz, bo idzie na łatwiznę. Każdy z nas ma po swojemu poukładane w życiu i jeden ma dużo czasu a inny mniej na budowę modeli. Arek wybrał częste latanie a mniej budowanie co przekłada się na dobry pilotaż widoczny na jego filmach. Często jest tak, że ci którzy kleją godzinami swoje perełki rozwalają je później przy pierwszym starcie, bo zabrakło czasu na szlifowanie umiejętności pilotażu. Oczywiście nie jest to reguła i nie mam na celu obrazić doświadczonych modelarzy, świetnie budujących jak i latających swoimi modelami. Chodzi mi bardziej o to jaki sens ma ocenianie kogoś zamiast skupienia się na tym, co autor zamieścił w filmie. Sposób komentowania filmów przez Arka pokazuje jego osobowość i jak komuś nie pasuje niech nie ogląda. Uważam, że za to z jakim zaangażowaniem Arek tworzy swoje filmy należy mu się uznanie a wszelkie próby podśmiechiwania się są niefajne. Przecież jakiś młody człowiek, który zobaczy jak można z pasją realizować swoje hobby być może zarazi się bakcylem modelarstwa i nie ważne czy kupi gotowca czy będzie budował od podstaw, ważne że choć na chwilę zostawi smartfona i zajmie się czymś co w przyszłości może zaprocentować ciekawym zawodem w lotnictwie.
  7. 14 points
    Witam Wszystkie kolorki na swoim miejscu?. Trochę to trwało, ale więcej czasu zajęło wyklejanie taśm i maskowanie niż malowanie. Teraz na całość lakier bezbarwny i będzie można wyposażać, a później czekanie na trochę cieplej i oblocik.
  8. 14 points
    Czołem, jako że rozglądam się od jakiegoś czasu po tym dziale to pomyślałem, że podzielę się tym czym podzielił się ze mną Piotrek. Piotrek poświęcił swój czas i zrobił mi szkolenie, opowiedział jak najlepiej potrafił "z czym się je te Jety". Pomyślałem, że zmontuję z tego film bo wg mnie to jest naprawdę kawałek ciekawej wiedzy. Wyszło z tego dwie części. Być może znalazły się jakieś drobne błędy, ale to było nagrywane zupełnie bez planu czy scenariusza, ot taka rozmowa na lotnisku. Na pewno dla mnie to jest super ciekawa wiedza, której nie znalazłem nigdzie indziej. Zapraszam
  9. 14 points
    Kadłub mam prawie ogarnięty. Jak przyjdzie balsa będę mógł działać dalej. W pierwszej kolejności chcę dokończyć statecznik pionowy. Zrobiłem sobie pamiątkowe zdjęcie bo ładna pogoda dziś.
  10. 14 points
    Udało się, model lata Dzisiaj po południu z kolegą z lotniska udaliśmy się na testy. Samolot lata lepiej niż wygląda. Nie wymagał nawet trymowania. Jedyne co to muszę dodać odrobinę więcej Expo na ster wysokości i od miksować więcej wysokości na pełnych klapach bo ciężko zmusić go do opuszczenia nosa przez co niespecjalnie przyziemiłem. Na szczęście bez strat. Poniżej zamieszczam kilka fotek i krótkie ujęcia ze startu i lądowania.
  11. 13 points
    Witajcie Waszmościowie. W związku z zakończeniem projektu "Jastrząb" podjąłem nieco ambitniejsze wyzwanie, czyli zaprojektowanie i wykonanie kolejnego modelu Polskiego samolotu jakim był "Wilk". Do tego projektu przymierzam się od 12 lat i czas najwyższy go zrealizować bo lata uciekają, a i sił coraz mniej. W zamierzchłych czasach (lata 60, 70-te) mój instruktor śp. Ireneusz Pudełko zbudował makietę tego samolotu na uwięzi w skali 1:7 i startował nim w zawodach z niemałym powodzeniem. Samolot zawsze mi się podobał ze względu na ładną sylwetkę i proporcje. W 1938 r. na wystawie Paryskiej uznano go za najpiękniejszy samolot wystawy. Tyle tytułem wstępu, a teraz konkrety. Model zaprojektowany w formie konstrukcyjnej z elementami laminatowymi (gondole silników, przód kadłuba) w skali 1:3.8, rozpiętość 2.86m, waga (zakładana) 18 kg, napęd 2x Fiala Motors FM60. Model, podobnie jak "Jastrząb" projektowany w programach DevFuse i DevWing przy wsparciu Jarka Aviatika (dobór profili, kątów i innych zagadnień aerodynamicznych). Dokumentacja to monografia A. Glassa, rysunki J.M. Maciejewskiego z Modelarza '78 oraz grafiki nieocenionego Wojciecha Niewęgłowskiego jak również wsparcie historyka lotnictwa Pana Marka Rogusza. Ponieważ projekt jest wyzwaniem czasowym, a przede wszystkim finansowym, wykonanie przewiduję w na 2-3 lata. Patrząc na samolot, rzuca się w oczy, że najbardziej skomplikowanymi elementami są gondole silników zawierające same silniki ale też mechanizmy podwozia i inny osprzęt. I od tych elementów zacznę budowę czyli wykonania kopyta pod formę laminatową gondoli i zaprojektowanie oraz wykonanie w pełni funkcjonalnego podwozia. Kolejnymi etapami będzie centropłat, końcówki skrzydeł, stateczniki i na deser kadłub. Tyle na razie i jak to mówią "go to work".
  12. 13 points
    Zrobiłem eksperyment lakierując kalkę bezbarwnym lakierem i nic poza minimalną stratą ostrości się nie wydażyło więc szcześliwy zrobiłem kilka napisów których lokalizację udało mi się jako tako ustalić. Wcześniej nałożyłem też bardzo lekkie przybrudzenie aby wyciagnąć nity. Uważam że wyszło dobrze. Teraz tylko zastanawiam się czy robić go w matowym czy w błyszczącym wykończeniu. Osobiście jestem za matem.
  13. 13 points
    Dzień dobry wszystkim, Ta relacja będzie nieco odmienna od innych gdyż mam zamiar przedstawić wam w imieniu mojego 7 letniego syna Szymona budowę modelu motoszybowca STARTER z napędem spalinowym. Napęd stanowił będzie Cox Baby Bee 0,8 cm, dokładnie tym ze zdjęcia poniżej, nówka sztuka, nie śmigany! Starter to bardzo fajny konstrukcyjny model który lata temu był sprzedawany jako zestaw do budowy firmy Svenson. Tak to się prezentowało: Natrafiłem na jego plany w Internecie poszukując dla Szymka pierwszego konstrukcyjnego zestawu na którym mógł by doskonalić technikę budowy. Mamy już za sobą jakieś proste depronowo-balsowe gumówki, zbudowaliśmy zeszłej zimy klasyczną jaskółkę i całkiem dobrze mu to szło. W tym sezonie oblataliśmy Piankowego Pioneerka a Szymek lata już na tyle dobrze, że próbuje pierwszych pętli i ląduje praktycznie pod nogi. Sam jestem zdziwiony, że to tak sprawnie poszło. W modelu wprowadzimy jedną zmianę - będzie wyposażony w lotki gdyż Szymek sprawnie ich używa i jest już do nich bardzo przyzwyczajony. Ostatnio muszę go wręcz pilnować, żeby nie zapominał o robieniu ładnych płaskich zakrętów z użyciem steru kierunku i jak mu przypomnę to go używa. Relacja będzie wyjątkowa w tym znaczeniu, że to Szymek będzie wam tu wszystko opisywał a ja tylko robię zdjęcia. Wybaczcie mu zatem ewentualne błędy stylistyczne itp. To ma być jego relacja i nie chcę mu psuć radości z jej tworzenia. Możecie wierzyć lub nie ale poza pracą z elektronarzędziami takimi jak piła do cięcia listewek do których go nie dopuszczam to całą resztę robi sam - przycina, szlifuje, skleja itp. Oczywiście sporo czasu spędzam razem z nim kontrolując i podpowiadając (znów ucierpi na tym moja budowa Mustanga ale jego rozwój i uśmiech na twarzy są dla mnie ważniejsze). Zapraszamy zatem na widownię. Plany wydrukowaliśmy w 2 egzemplarzach w skali 1:1 w lokalnej drukarni. Kosztowało nas to 20 PLN. Napęd będzie na dziobie a nie na wieżyczce żeby zaoszczędzić na wadze - chcemy żeby model długo i ładnie szybował. No to zaczynamy, oddaję klawiaturę Szymkowi: pierwszego dnia tata pociął mi deskę o grubości 6 milimetrów na listewki potem musiałem to wyszlifować papierem ściernym by pozbyć się zadziorów, tata nauczył mnie jak się posługiwać suwmiarką i sprawdzać czy listewka ma dobry wymiar w przekroju. Ok - zmiana planów - tu Tata, napisanie zdania powyżej zajęło 20 minut bo muszę wszystko pokazywać np. jak się robi polskie litery. Chyba jednak ja będę pisał a Szymek dyktował bo na chleb nie zarobię ? To piszemy (słownictwo oryginalne): Najpierw "żeśmy" przykleili plan stateczników na deskę montażową, potem zakleiliśmy plan folią żeby stateczniki się nie przykleiły do planu Potem pociąłem sobie listewki na statecznik poziomy, najpierw te długie a potem poprzeczki. Potem skleiliśmy ramkę statecznika a potem wkleiliśmy rozpórki (Szymek mówi poprzeczki). Następnie (to słowo padło po tym jak mu powiedziałem, że już jest za dużo "potem") wkleiliśmy boki statecznika (tata poprawia - zakończenia). Używaliśmy tego kleju PUREX. Ze statecznika pionowego zrobiłem na razie najdłuższe listewki i mam prawie całą "ramkę". Tak to na razie wszystko wygląda (na zdjęciu zakończenia jeszcze nie przyklejone).
  14. 13 points
    dziś musiałem ogarnąć kolejny fach związany z wykonaniem silników jest nim czernienie stali metodą chemiczną czyli trwałą po kilku próbach z roztworami wodorotlenku sodu udało mi się uzyskać satysfakcjonujący efekt jednak proces jest dość niebezpieczny gdyż ług sodowy jest rozgrzany do wrzenia więc nie będę opisywał ze szczegółami jak to wykonać jednak powiem iż wiedza jest dostępna w tym temacie w książce pod tytułem metale w naszym domu Pana Stefana Sękowskiego po skończeniu procesu chemicznego pozostało tylko lekko natłuścić powierzchnię i jest głęboka czerń na piastach silnika zaletą tego jest ochrona przed korozją elementów stalowych
  15. 13 points
    Dzięki za miłe słowa Irku , ale do doskonałości mi jeszcze daleko. Ja po prostu staram się robić modele na przyzwoitym poziomie. SKRZYDEŁKA W KOLORZE .
  16. 13 points
    Witam Kolegów Modelarzy Kilka miesięcy temu, wraz z moim Kolega Przemkiem wpadło nam do głów , żeby odtworzyć polskiego Bielika. Jesteśmy na etapie prototypów i poprawiania wszelkich kwestii, jakie uznajemy za błędne lub możliwe do ulepszenia. Większość prac wykonał Przemek, a ja jestem takim jakby weryfikatorem. Aczkolwiek praca zespołowa opłaciła się bo powstaje naprawdę interesujący model. Kilka szczegółów: 1. Mój egzemplarz będzie miał ok 1, 4 m długości, turbinę edf 90 mm , podwozie chowane elektryczne. Szczegóły jak już poskładam do kupy wszystko . 2. Materiał- PET G z Fiberlogy, pręty węglowe 1,5mm, i filament TPU flex na opony. 3. Dodatkowo w modelu zastosowano "lewe" wloty powietrza na górnej płaszczyźnie kadłuba i otwierany hamulec aerodynamiczny. 4. Po ostatniej rozmowie z Przemkiem zamierzam powiększyć rozpiętość skrzydeł o ok 10% w celu zwiększenia nieco powierzchni nośnej. 5. Docelowa waga z wyposażeniem celuję w ok 3 kg - jak wyjdzie? zobaczymy. Ten egzemplarz jest tzw. do testów i wiele drobnych w sumie detali jest poprawianych aby przed oblotem było jak najmniej zonków i żeby nie było żal jak coś się rozdupcy na oblocie ?. Drugi egzemplarz ma być już dopieszczony i taki na cacy! Zamierzam zrobić oba do wiosny i oblatać jak tylko będzie ładna pogoda i ktoś kto to sfilmuje. Depronowy Bielik na turbince 70 mm lata jak wariat trochę ale to moja wina bo nie zmniejszałem wychyleń i potem już nie było kiedy nawet podjechać na lotnisko z różnych powodów: Dziś pierwsze zdjęcie.
  17. 13 points
    Witajcie. Właśnie dostępny jest najnowszy materiał, który niedawno przygotowałem. Starałem się przybliżyć najważniejsze informacje dotyczące głównie regulatorów i akumulatorów. Mam nadzieję, że film przyda się początkującym przy wyborze pierwszego wyposażenia. Zachęcam do subskrypcji kanału gdzie będą pojawiały się nowe materiały dotyczące modelarstwa RC. Są to moje pierwsze kroki z nagrywaniem i wypowiedzią przed kamerą czy mikrofonem i przygotowywaniem takich materiałów więc jestem świadomy pewnych niedociągnięć. Liczę, że z czasem zauważycie progres pod względem technicznym i merytorycznym. Pozdrawiam
  18. 12 points
    Witam wszystkich. Chciałbym pokazać wam model Grummana Goose. Zdecydowałem się na niego z paru powodów: -prostota wykonania -materiały tanie i łatwo dostępne -szybkość budowy pod presją czasu -chęć posiadania kolejnego modelu 2 silnikowego z możliwością startu z każdego terenu (trawa, śnieg, lód, woda) Zdecydowałem się na wykonanie z kanału NumaVig. Robi on bardzo czysto i schludnie wykonane modele. Przede wszystkim lekkie. Pobrałem jego darmowe plany. Powiększyłem tak by model miał te 1.6-1.7m rozpiętości. Wydrukowałem. Wyciąłem szablony i zacząłem składać puzzle. Zdjęć mam bardzo mało bo robiłem go szybko i myślałem że to będzie taka szybka fanaberia więc nie będzie co pokazywać. Lata on na pakiecie 3s 2700mah ale spokojnie daje radę z 4500mah. Silniki to BR2212 1000kv. 5 serw MG90. Aparatura to Flysky i6. Odbiornik 8ch Flysky. Dodatkowa ciekawostka to sterowanie ciągiem silników. Tak wygląda oryginał. Bardzo przyjemna maszyna o ładnych w moim guście kształtach. Materiał na jaki się zdecydowałem to podkład izolacyjny Diall 6mm. Nie jest to absolutnie podkład pod panele i proszę nawet jednego do drugiego nie porównywać. Jest białe jak depron, obustronnie gładkie jak depron, sztywne jak depron. Dostępne w Castoramie. Użyty klej to uhu-por. Tak prezentuje się kadłub po sklejeniu pudła. Kolejną sprawą jest to że w tej konstrukcji nie ma choćby kawałeczka listewki czy węgla w celu wzmocnienia konstrukcji. Pojawia się tylko w roli popychacza lub bagnetów do trzymania skrzydeł na gumkę. Miałem do dyspozycji 2 rozmiary śmigieł jak i 2 rodzaje silników. Zdecydowałem się na 1000kv BR2212 oraz śmigła 8x6 trzyłopatowe. Mniejsze jakich nie użyłem to 5x4.5 trzyłopatowe. Silniki w tym wypadku to 2212 2450kv. Jednak po porównaniu do kadłuba i rozpiętości skrzydeł zdecydowałem się pewnie na pierwszą opcję. Z racji że cała elektronika znajduje się głównie w skrzydłach w kadłub wystarczyło wkleić 2 serwa. SW oraz SK. Zająłem się skrzydłem którego budowa była bardzo szybka. Żadnych wręg, żeberek itd. Jedynie pasek depronu przez środek i sklejony płat. Wycięcie lotek oraz dorobienie klap. Wszystko na taśmę klejącą (miało być szybko i prosto). Wklejone serwa oraz dorobienie gondoli silników. Po paru godzinach skrzydło wyglądało tak. Całość prezentuje się tak. Teraz należało wszystko dokładnie dokleić, skleić, okleić itd. Zrezygnowałem z niebieskiej taśmy klejącej na korzyść folii samoprzylepnej z OBI nakładanej przy pomocy żelazka. Zaczął wyglądać trochę bardziej żywo. Spód został podwójnie oklejony czarną folią. Wzmocniło to znacznie konstrukcje i pozwoliło na starty z wody. Tak wyglądał po tych zabiegach. Osłony silników zostały na szybko wykonane z puszek po piwie. Tak wyglądał w momencie gdy zdecydowałem że jest gotowy do lotu. Dodałem do niego pływaki. Naklejki itp. Zrobił się kawał maszyny jak na taki szybki parodniowy spontaniczny projekt. g W porównaniu do kota widać że mały model nie wyszedł. Z samego rana jak spadło trochę śniegu wykonałem jego oblot. Latał ładnie lecz wymagany był większy kąt pochylenia silników w dół. Dodatkowo musiałem wzmocnić dół za pomocą PCV 1mm. Ten model jak na swój rozmiar jest za lekki. Waży z pakietem 3s 2700mah do lotu niecały kilogram. Po tym zabiegu model znacznie się poprawił. Tak latał przy -13 stopniach w Radawcu obok Lublina. A tak można nim "kołować" dzięki sterowaniu ciągiem silników. Odpuściłem kierunek ponieważ sterowanie ciągiem znacznie lepiej się sprawdza. No i tak się prezentuje aktualnie. Wyszedł mi dosyć ciekawy prosty i szybki do budowy model Aktualnie ma zmienione śmigła na 9x6SF dwułopatowe. Może będzie troszkę szybszy
  19. 12 points
    Model powstał na bazie mojego modelu 3D czołgu 7TP i dwóch rysunków archiwalnych prototypu wzmocnionego 7TP. Wanna z hipsu, reszta wydruk 3D. rys. archiwalne: Budowa modelu: Wydruki: i ciąg dalszy: Gąski: Finisz:
  20. 12 points
    Chciałem zaprezentować wykonane przeze mnie, modele kilku silników lotniczych z okresu II wojny światowej. Na początek modele 3D a potem modele rzeczywiste wykonane od podstaw głównie metodą druku 3D. Bristol Merkury VIII Silnik nr 2. Junkers Jumo 213. silnik montowany w wielu samolotach zarówno bombowych jak i mysliwskich. Między innymi Ju 88 czy FW 190 D9. Model 3D: model rzeczywisty: Silnik nr 3. Mercedes Benz DB 605. Silnik montowany m.in w myśliwcach messerschmitt bf 109. Model 3D: Wydruki i finał: silnik nr 4. Rolls Royce Merlin XX. model 3D: Wydruki i skończony model:
  21. 12 points
    Od jakiegoś czasu dłubie w wolnym czasie ten samolocik w 3d. Trochę stanąłem z robotą dlatego mam nadzieję że po wrzuceniu tutaj nabiorę motywacji do skończenia go. Wilga w 3D : Ciąg dalszy prac :
  22. 12 points
    Podsumowanie pierwszego sezonu i wylatane jak na razie ustawienia modelu. Po 14 latach latania na Pitlab'owym wariometrze i 10 latach z Futabą 12FG przyszedł czas na odświeżenie sprzętu. Nie przepadam za zmianami szczególnie w sprawdzonych rozwiązaniach ale czasami trzeba lub wypada nadążać za ogarniającą nas technologią Po ponad 20 latach doświadczeń Futabą no może z małą przerwą na JR3810 postanowiłem zostać na tym systemie. GP14 zostało ponownie zaprogramowane z radiem 18SZ i odbiornikiem R7014SB. Następcą SkyAssistant został https://www.sm-modellbau.de/GPS-Logger-2-und-Zubehoer . Wspiera większość systemów na rynku i posiada praktycznie zestaw wszystkich czujników potrzebnych w szybowcu. Maciek przewidział na etapie składnia kadłuba możliwość zakładania rurki TEK i teraz była okazja do wykorzystania tej instalacji. [ Obecnie SM-modellbau przygotowuje aktualizację firmware która umożliwi dodatkowo odczytywanie prędkości z rurki TEK ] Mając już jako takie wyczucie modelu przy ustawieniu spływu w neutrum zacząłem eksperymentować z ustawieniem klapolotek sprawdzając w czasie lotu wstępnie parametry. Ostatnie dwa dni lotne listopada postanowiłem polatać dla sprawdzenia jak naprawdę prezentują się parametry modelu. Model obciążenie 100g/dm2 , środek ciężkości 138mm Pomiary dały średnie wartości: cały spływ w pozycji 0 [ prędkość 72km/h opadanie 0,8m/s ] klapa 3,5mm / lotka wew. 3mm / lotka zewn. 2,5mm [ prędkość 54 km/h opadanie 0,55-0,6m/s ] Doskonałość modelu około 25-27 wiec można w miarę bezpiecznie zapuścić się w poszukiwaniu termiki dość daleko nawet mając 100m wysokości. Dużą zaletą tego modelu jest dość neutralne zachowanie w krążeniu szczególnie przy silniejszym wietrze / model nie zatrzymuje się pod wiatr co przy modelach na klasycznych profilach popularnej serii HQ często ma miejsce. Planuję jeszcze kiedyś powtórzyć pomiary bladym świtem przy maksymalnie bezwietrznej pogodzie i na nowym firmware wariometru. Gdyby kotoś z ciekawości i dla zabawy chciałbym wpaść do nas i zrobić razem pomiary swojego szybowca to zapraszam! Z dodatkowych funkcji używam ustawienia lotki 3mm klapy 5mm przy tych wartościach model lepiej zachowuje się na holu za Morawą z silnikiem ZDZ80cm3. W zimę planuję popracować nad trochę makietowym wyposażeniem kabiny, wymienić mylarowe fartuchy na skrzydłach i zainstalować hamulec na kole. Jako ciekawostka dane z pętli na filmiku powyżej prędkość maksymalna przed wprowadzenim do pętli 189 km/h średnica pętli 70m maksymalne przeciążenie 4,5G Do zobaczenia na lotnisku !
  23. 12 points
    W końcu oblatałem Bf 109. Oblot odbył się na lotnisku w Bobrownikach. Było trochę problemów na rozbiegu , bo ten typ jest bardzo wredny, i muszę trochę potrenować technikę startu . WhatsApp Video 2020-09-03 Lucek.mp4
  24. 11 points
    Jakiś czas temu wpadły mi w ręce skany dokumentacji Zefira... szkoda było by ich nie wykorzystać więc powstał model Rozpiętość 2,3 metra. Od projektu... Poprzez budowę.... Aż po oblot... Szczegółowa relacja na forum ADW: - projekt: http://forum.aerodesignworks.eu/viewtopic.php?f=8&t=1889 - budowa: http://forum.aerodesignworks.eu/viewtopic.php?f=20&t=1894
  25. 11 points
    Wczoraj z kolegami zrobiliśmy Curare-day. Moja "zrobiła" dwa loty. Lata hmmm... jak Curare, szybko, prosto. Drugi lot nagrany, zrobił Kolo, wnuk naszego Prezesa.
  26. 11 points
    To ja, TeBe, wracam
  27. 11 points
    Witam Rozpocząłem budowę modelu samolotu PZL M26 Iskierka. Celowo umieściłem wątek w półmakietach, widząc co Koledzy "wyprawiają" w dziale makiet. Wybrałem wersję seryjną z sinikiem Lycoming. Pierwszy prototyp latał na silniku PZL Franklin. Wersja seryjna ma inną maskę silnika, z dużymi powierzchniami wylotowymi, dzięki czemu chłodzenie silnika będzie efektywniejsze. W modelu planuję użyć silnika benzynowego DLE 20. Konstrukcja kadłuba balsowo- sklejkowa, skrzydła i usterzenie poziome styropian kryty balsą, całość później będzie zalaminowana cienką tkaniną. Obliczenia do modelu zrobił Jarek ( jarek_aviatik), dzięki Jarku. W modelu planuję wykonać działające oświetlenie nawigacyjne. Budowę rozpocząłem od statecznika pionowego. prototyp wersja seryjna zawiasy steru kierunku z laminatu
  28. 11 points
    Cześć. Dotarły do mnie wyfrezowane elementy podwozia głównego. Teraz to wszystko trzeba sprawdzić i zmontować. Powstała również próbna konstrukcja gondoli w celu przetestowania działania tegoż podwozia.
  29. 11 points
    A tak już szczerze - ja się nie zgadzam. Tzn. żeby była jasność - jeśli chcesz uważać się pilota RC, a nie modelarza -to pewnie, co Ci odpowiada. Ale jeśli ktoś zajmuje się modelami, w jakiejkolwiek formie, to zasługuje na miano modelarza i nie chciałbym, żeby ktokolwiek mógł mu to poczucie przynależności zabierać. Pośród wielu rzeczy których to hobby mnie nauczyło, to za najważniejszą uważam poczucie, że modelarzy łączy wspólna pasja. Nigdy nie zapomnę swojego zaskoczenia, gdy mając lat koło 10, podszedł do mnie modelarz starszy od mnie 8 razy (i niestety już nieżyjący) i zaczął od stwierdzenia, że mam mu nie panować, bo przecież razem latamy. Dla mnie to był wtedy szok kulturowy, bo jako dzieciak zwyczajnie nawykłem do tego, że nie jestem traktowany poważnie. I od tego czasu minęło już 20 lat, a ja poznałem masę modelarzy, którzy w różnym siedzą w tym od tak absurdalnego stopnia jak ja (wiecie, to ten poziom kiedy rano budzicie się z kadłubem modelu w łóżku, a jedyne co jest na śniadanie to butelki CA w lodówce), po rekreacyjne latanie raz w miesiącu modelem z półki. Poznałem ludzi w naprawdę różnym wieku, od takich którzy mogliby być moimi dziećmi, po takich co mogli by być moimi pradziadkami. I zawsze można znaleźć wspólny język, bo posiada się te same zainteresowania. Dlatego zwyczajnie nie cierpię tych prób dzielenia na tych "prawdziwych", "nieprawdziwych", "poważnych", "niepoważnych" i cholera wie co jeszcze. Panowie serio, nie trzeba wyciągać co się ma w spodniach i startować w zawodach kto ma dłuższego. Serio, nie jest nas wielu, mamy wspólną pasję, skończmy z tym durnymi próbami wyróżnienia się kto jest bardziej modelarzem.
  30. 11 points
    Figurka gotowa. Raczej nie bede już nic przerabiał czy poprawiał. Wyszło około 12g. Przymiarka: Teraz jeszcze muszę zrobić jakieś zamocowanie.
  31. 11 points
    Co to jest IMAC? Skrót od International Miniature Aerobatic Club – organizacja która powstała w USA, mająca na celu latanie akrobacyjnymi modelami RC na wzór prawdziwych – International Aerobatic Club - IAC. Modele wykonują takie same akrobację jak ich odpowiedniki w skali 1:1, a także są ich mniejszymi kopiami. Podobnie jak pilot lecący prawdziwym samolotem typu Extra 330, na zawodach wykonuje wiązankę figur zwaną programem akrobacyjnym, taki i my piloci modeli zdalnie sterowanych wykonujemy odpowiedni program, podzielony ze względu na trudność lotu na poszczególne klasy. Celem latania IMAC’a jest doskonalenie się w pilotażu modeli samolotów akrobacyjnych oraz pomaganie innym podnosić ich umiejętności. Planujemy w tym miejscu rozpowszechniać formułę IMAC, która staje się coraz bardziej popularna na całym świecie. Mamy nadzieję łączyć wszystkich modelarzy latających zdalnie sterowanymi samolotami akrobacyjnymi, które w ostatnich latach tak bardzo stały się popularne i osiągalne za sprawą producentów z całego świata, oferujących modele samolotów akrobacyjnych w skali. Głównym celem IMAC Poland jest podnoszenie kwalifikacji pilotów RC, tak aby nasze hobby było tak bezpieczne jak to tylko możliwe, oraz dawało satysfakcję w coraz lepszym i świadomym pilotowaniu modelu RC. Jeśli czujesz że latanie modelem bez ładu i składu, w lewo i prawo zaczyna Cię nudzić, to dobrze trafiłeś. W akrobacji nie ma lotów idealnych, człowiek cały czas się uczy, czy to wykonaniej odpowiedniej korekty na wiatr czy zwykłego operowania drążkiem gazu. Wierzymy, że poprzez otwarte spotkania oraz organizację zawodów będziemy propagować tak piękną dyscyplinę sportu jaką jest akrobacja RC półmakietami prawdziwych samolotów. PROGRAM i ZAWODY: Grupy pilotów zbierają się, aby latać i rywalizować w zorganizowanych zawodach prowadzonych zgodnie z ustalonymi zasadami. Piloci wykonują „sekwencję” wcześniej ustalonych manewrów przed sędziami. Zaczynając od doskonałego wyniku 10 za każdy manewr, sędziowie odejmują za odchylenia lub błędy. Sekwencje zwykle składają się z 8-10 manewrów. Wszystkie figury które należy wykonać, są zgodne z FAI “ARESTI Aerobatic Catalogue.”- tzw. Kod Aresti. Podobnie jak w przypadku zawodów na pełną skalę, piloci są podzieleni na klasy, a każda klasa staje się coraz trudniejsza. Każda klasa ma „znaną” sekwencję publikowaną każdego roku. W wyższych klasach jest również prezentowana pilotowi podczas spotkań sekwencja, której wcześniej nie była publikowana - nazywana „ program nieznanym”. W filozofii IMAC to piloci są sędziami. Dzięki temu wiedzą z jakich figur składa się program i wiedzą jak go oceniać . Kolejka lotów polega na wykonaniu odpowiedniego programu, przez zadeklarowanych uczestników w klasie. Sędziowie mają za zadanie ocenę każdej z poszczególnych figur. Piloci są następnie klasyfikowani w tej rundzie. Sędziowie są zmieniani, a piloci znów wykonują sekwencje. Z reguły najniższe rundy pilota mogą zostać odrzucone. Ostatecznie pilot w klasie z najwyższym wynikiem wygrywa. Istnieje pięć głównych klas: Basic - klasa startowa z podstawowymi manewrami akrobacyjnymi. Piloci w tej klasie mogą latać DOWOLNYM samolotem dowolnej wielkości, który NIE musi być modelem w skali samolotu prawdziwego. Ta klasa leci tylko program ZNANY. Sportsman - manewry stają się nieco trudniejsze, a piloci są teraz zobowiązani do korzystania z modeli samolotów w skali. W tej klasie wprowadza się wiązanki nieznane. Intermediate - manewry stają się coraz trudniejsze, gdyż wprowadzane są nieco bardziej złożone wiązanki łączone. Advanced - w tej klasie pilot powinien być w stanie latać jak najwięcej prezentowanych figur. Trudność polega na tym, że sekwencje stają się trudniejsze, gdy dodawane są bardziej złożone figury. Unlimited - dokładnie tak, jak to brzmi… bez ograniczeń! Piloci w tej klasie mają najtrudniejsze sekwencje, manewry oraz programy nieznane. Prawdziwy test pilota i maszyny, który wymaga doświadczenia i umiejętności rozwijanych z czasem. Dodatkowo FREESTYLE – wyjątkowe widowisko dla pilotów i widzów! Latanie akrobatycjne do muzyki! Nieograniczone możliwość (maksymalny czas lotu 4min) ! Loty 3D, z dymem i racami. Piloci są oceniani na podstawie oryginalności, „zgrania z muzyką” i ogólnych umiejętności pilotażowych. Free Style nie jest oferowany na wszystkich imprezach, ale jest najbardziej popularną częścią imprezy. Zawody Freestyle są otwarte dla pilotów w DOWOLNEJ klasie, ale pilot musi również startować w klasie głównej. To chyba tyle jeśli chodzi o wprowadzenie i ogólny zarys. Naukę dobrze zacząć od oficjalnego poradnika IMAC który przetłumaczył kolega Karol pt: „Wykonywanie i Sędziowanie Akrobacji RC”. Świadomość jak poprawnie wykonywać figury to podstawa! Kolejna rzecz to ustawianie modelu. Też mamy już przetłumaczony poradnik! „MINI Poradnik- Ustawienie modelu i nadajnika do akrobacji precyzyjnej.” WSZYSTKO W ZAŁĄCZNIKACH Jeśli już mniej więcej się z tym zapoznasz to zaczynamy latać. Na razie Program BASIC- wygląda tak: W rzeczywistości lot wygląda następująco: Analiza kolejności figur i zrozumienie programu może trochę zająć ale nie warto się poddawać! Dodatkowo w załączniku bardzo ciekawy artykuł przetłumaczony przez Pana Wiesława Chmielewskiego, warto się zapoznać. Myślę że to tyle jeśli chodzi o wprowadzenie. Dodaje jeszcze kilka stron IMAC na których znajdziemy poradniki, programy na 2020r, etc. http://www.mini-iac.org/ https://www.imaceurope.com/ POLECAM Naszą stronę na FB, aktualności, informację i dużo wiedzy! https://www.facebook.com/imacPoland/ Zapraszam do dyskusji i do zobaczenia na zawodach! #imac #imacPoland MINI Poradnik- Ustawienie modelu i nadajnika do akrobacji precyzyjnej.pdf Basic 2020.pdf Basic 2020 Omównie prograpu po ANG.pdf Latanie modelami akrobacyjnymi.pdf Aresti Dictionary.pdf Wykonywanie i Sędziowanie Akrobacji RC 2020.pdf
  32. 11 points
    Widzę, że jest sporo różnych sprzecznych informacji, bo "słyszałem od kolegów z lotniska" albo "bo dostałem maila od bardzo ważnej osoby". Jednak jedynym wiarygodnym źródłem są PRZEPISY: R - ROZPORZĄDZENIE WYKONAWCZE KOMISJI (UE) 2019/947 W - WYTYCZNE NR 25 Prezesa Urzędu Lotnictwa Cywilnego Poniżej mapka jak czytać przepisy dotyczące latania w Klubach i Stowarzyszeniach (R i W to wskazanie czy przepis jest z Rozporządzenia czy z Wytycznych): Pełny rozmiar po kliknięciu na obrazek. Przydaje się jeszcze ten dokument: Easy Access Rules for Unmanned Aircraft Systems (Regulation (EU) 2019/947 and Regulation (EU) 2019/945) - przepisy z komentarzami i wyjaśnieniami EASA. Konkluzje są takie: Trzeba się zarejestrować jako operator. Trzeba oznaczyć latadełko numerem operatora. Nie trzeba zdawać testu on-line. Ale jeżeli przez najbliższe 2 lata Klub nie postara się o Zezwolenie, to test trzeba będzie zdać. Trzeba każdorazowo zgłosić lot w DroneRadar. Teoretycznie Zezwolenie nie jest związane z miejscem. Ale Klub może napisać we wniosku: "Mamy klubową miejscówkę na Zadoopiu, gdzie nawet sępy zawracają, ale latamy też po całej Polsce". A ULC może odpowiedzieć: "To na Zadoopiu możecie latać do 500m, a w reszcie Polski do 200m." Warunki w Zezwoleniu będą wydawane przez ULC, więc warto z ULC żyć dobrze. Hasła typu "ULC jest jak dziecko we mgle", "czy tam w ULC-u ktoś ma mózg", "mądrzy inaczej", "siepacze ulcu", "psychozabawa ulcu" czy "widzimisię urzędniczków" nie budzą zaufania i przychylności w wydawaniu warunków. EDIT Historycznie rzecz biorąc pierwszy statek latający nazwany dronem był ... samolotem zdalnie sterowanym. Było to w latach 20 zeszłego wieku i tak było aż do rewolucji multirotorowej, gdzie to określenie został bezczelnie ukradzione samolotom Więc bym się tak nie denerwował na to określenie, raczej jest to powód do historycznej dumy
  33. 11 points
    Szymon nie tylko klei modele , ale i bardzo dobrze lata . Dziś miałem okazje nagrać lot Szymona i na pamiątkę przesyłam filmik . Widać pełne skupienie a lądowanie miodzio . Masz ode mnie na pamiątkę . start.mp4 mLody.mp4
  34. 11 points
  35. 11 points
    Pierwszy Karaś skończony i lata . Klka fotek dla tych którzy nie są na FB
  36. 11 points
    w tym dziale bo nie chce mi sie nowego tematu zakładac.....ehhhhhhh trochę nostalgicznie... My, urodzeni w latach ................tych, wszyscy byliśmy wychowywani przez rodziców patologicznych, "Na szczęście nasi starzy nie wiedzieli, że są patologicznymi rodzicami. My nie wiedzieliśmy, że jesteśmy patologicznymi dziećmi. W tej słodkiej niewiedzy przyszło nam spędzić nasz wiek dziecięcy. Wspominamy z nostalgią lata 80. Wszyscy należeliśmy do bandy osiedlowej i mogliśmy bawić się na licznych budowach. Gdy w stopę wbił się gwóźdź, matka go wyciągnęła i odkażała ranę fioletem. Następnego dnia znowu szliśmy się bawić na budowę. Matka nie drżała ze strachu, że się pozabijamy. Wiedziała, że pasek uczy zasad BHZ (Bezpieczeństwo i Higiena Zabawy). Nie chodziliśmy do prywatnego przedszkola. Rodzice nie martwili się, że będziemy opóźnieni w rozwoju. Uznawali, że wystarczy, jeśli zaczniemy się uczyć od zerówki. Nikt nie latał za nami z czapką, szalikiem i nie sprawdzał czy się spociliśmy. Z chorobami sezonowymi walczyła babcia. Do walki z grypą służył czosnek, miód, spirytus i pierzyna. Dzięki temu nie stwierdzano u nas zapalenia płuc czy anginy. Zresztą lekarz u nas nie bywał, zatem nie miał szans nic stwierdzić. Stwierdzała zawsze babcia. Dodam, że nikt nie wsadził babci do wariatkowa za raczenie dzieci spirytusem. Do lasu szliśmy, gdy mieliśmy na to ochotę. Jedliśmy jagody, na które wcześniej nasikały lisy i sarny. Mama nie bała się ze zje nas wilk, zarazimy się wścieklizną albo zginiemy. Skoro zaś tam doszliśmy, to i wrócimy. Oczywiście na czas. Powrót po bajce był nagradzany paskiem. Gdy sąsiad złapał nas na kradzieży jabłek, sam wymierzał nam karę. Sąsiad nie obrażał się o skradzione jabłka, a ojciec o zastąpienie go w obowiązkach wychowawczych. Ojciec z sąsiadem wypijali wieczorem piwo – jak zwykle. Nikt nie pomagał nam odrabiać lekcji, gdy już znaleźliśmy się w podstawówce. Rodzice stwierdzali, że skoro skończyli już szkołę, to nie muszą już do niej wracać. Latem jeździliśmy rowerami nad rzekę, nie pilnowali nas dorośli. Nikt nie utonął. Każdy potrafił pływać i nikt nie potrzebował specjalnych lekcji aby się tej sztuki nauczyć. Zimą któryś ojciec urządzał nam kulig starym fiatem, zawsze przyspieszał na zakrętach. Czasami sanki zahaczyły o drzewo lub płot. Wtedy spadaliśmy. Nikt nie płakał, chociaż wszyscy trochę się baliśmy. Dorośli nie wiedzieli, do czego służą kaski i ochraniacze. Siniaki i zadrapania były normalnym zjawiskiem. Szkolny pedagog nie wysyłał nas z tego powodu do psychologa rodzinnego. Nikt nas nie poinformował jak wybrać numer na policję (wtedy MO), żeby zakablować rodziców. Oczywiście, chętnie skorzystalibyśmy z tej wiedzy. Niestety, pasek był wtedy pomocą dydaktyczną, a Milicja zajmowała się sprawami dorosłych. Swoje sprawy załatwialiśmy regularną bijatyką w lasku. Rodzice trzymali się od tego z daleka. Nikt z tego powodu, nie trafiał do poprawczaka. W sobotę wieczorem zostawaliśmy sami w domu, rodzice szli do kina. Nie potrzebowano opiekunki. Po całym dniu spędzonym na dworze i tak szliśmy grzecznie spać. Pies łaził z nami – bez smyczy i kagańca. Srał gdzie chciał, nikt nie zwracał nam uwagi. Raz uwiązaliśmy psa na sznurku i poszliśmy z nim na spacer, udając szanowne państwo z pudelkiem. Ojciec powiązał nas później na sznurkach i też wyprowadził na spacer. Zwróciliśmy wolność psu, na zawsze. Mogliśmy dotykać inne zwierzęta. Nikt nie wiedział, co to są choroby odzwierzęce. Sikaliśmy na dworze. Zimą trzeba było sikać tyłem do wiatru, żeby się nie obsikać lub „tam” nie zaziębić. Każdy dzieciak to wiedział. Oczywiście nikt nie mył po tej czynności rąk. Stara sąsiadka, którą nazywaliśmy wiedźmą, goniła nas z laską. Ciągle chodziła na nas skarżyć. Rodzice nadal kazali się jej kłaniać, mówić Dzień Dobry i nosić za nią zakupy. Wszystkim starym wiedźmom musieliśmy mówić Dzień Dobry. A każdy dorosły miał prawo na nas to Dzień Dobry wymusić. Dziadek pozwalał nam zaciągnąć się swoją fajką. Potem się głośno śmiał, gdy powykrzywiały się nam gęby. Trzymaliśmy się z daleka od fajki dziadka. Za to potem robił nam bańki mydlane z dymem fajki w środku. Fajnie się dym później rozchodził po podłodze jak bańka pękła. Skakaliśmy z balkonu na odległość. Łomot spuścił nam sąsiad. Ojciec postawił mu piwo. Do szkoły chodziliśmy półtora kilometra piechotą. Ojciec twierdził, że mieszkamy zbyt blisko szkoły, on chodził pięć kilometrów. Musieliśmy znać tabliczkę mnożenia, pisać bezbłędnie (za 3 błędy nie zdawało się matury z polaka). Nikt nie znał pojęcia dysleksji, dysgrafii, dyskalkulii i kto wie jakiej tam jeszcze dys… Nikt nas nie odprowadzał. Każdy wiedział, że należy iść lewą stroną ulicy i nie wpaść pod samochód, bo będzie łomot. Współczuliśmy koledze z naprzeciwka, on codziennie musiał chodzić na lekcje pianina. Miał pięć lat. Rodzice byli oburzeni maltretowaniem dziecka w tym wieku. My również. Gotowaliśmy sobie obiady z deszczówki, piasku, trawy i sarnich bobków. Czasami próbowaliśmy to jeść. Jedliśmy też koks, szare mydło, Akron z apteki, gumy Donaldy, chleb masłem i solą, chleb ze śmietaną i cukrem, oranżadę do rozpuszczania oczywiście bez rozpuszczania, kredę, trawę, dziki rabarbar, mlecze, mszyce, gotowany bob, smażone kanie z lasu i pieczarki z łąki, podpłomyki, kartofle z parnika, surowe jajka, plastry słoniny, kwasiory/szczaw, kogel-mogel, lizaliśmy kwiatki od środka. Jak kogoś użarła przy tym pszczoła to pił 2 szklanki mleka i przykładał sobie zimną patelnię. Ojciec za pomocą gwoździa pokazał, co to jest prąd w gniazdku. To nam wystarczyło na całe życie. Czasami mogliśmy jeździć w bagażniku starego fiata, zwłaszcza gdy byliśmy zbyt umorusani, by siedzieć wewnątrz. Jak się ktoś skaleczył, to ranę polizał i przykładał liść babki. Jedliśmy niemyte owoce prosto z drzewa i piliśmy wodę ze strugi, ciepłe mleko prosto od krowy, kranówkę, czasami syropy na alkoholu za śmietnikiem żeby mama nie widziała, lizaliśmy zaparowane szyby w autobusie i poręcze w bloku. Nikt się nie brzydził, nikt się nie rozchorował, nikt nie umarł. Żarliśmy placek drożdżowy babci do nieprzytomności. Nikt nam nie liczył kalorii. Nikt nam nie mówił, że jesteśmy ślicznymi aniołkami. Dorośli wiedzieli, że dla nas, to wstyd. Nikt się nie bawił z babcią, opiekunką lub mamą. Od zabawy mieliśmy siebie nawzajem. Bawiliśmy się w klasy, podchody, chowanego, w dwa ognie, graliśmy w wojnę, w noża (oj krew się lała ), skakaliśmy z balkonu na kupę piachu, graliśmy w nogę, dziewczyny skakały w gumę, chłopaki też jak nikt nie widział. Oparzenia po opalaniu smarowaliśmy kefirem. Jak się głęboko skaleczyło to mama odkażała jodyną albo wodą utlenioną, szorowała ranę szczoteczką do zębów i przyklejała plaster. I tyle. Nikt nie umarł. W wannie kąpało się całe rodzeństwo na raz, później tata w tej samej wodzie. Też nikt nie umarł. Podręczniki szanowaliśmy i wpisywaliśmy na ostatniej stronie imię, nazwisko i rocznik. Im starsza książka tym lepiej. Jak się poskarżyłeś mamie na nauczyciela to jeszcze w łeb dostałeś. Jedyny czas przed telewizorem to dobranocka. Mieliśmy tylko kilka zasad do zapamiętania. Wszyscy takie same. Poza nimi, wolność była naszą własnością. Wychowywali nas sąsiedzi, stare wiedźmy, przypadkowi przechodnie, koledzy ze starszej klasy, pani na świetlicy albo woźna jak już świetlica była zamknięta. Nasze mamy rodziły nasze rodzeństwo normalnie, a po powrotcie ze szpitala nie przeżywały szoku poporodowego – codzienne obowiązki im na to nie pozwalały. Wszyscy przeżyliśmy, nikt nie trafił do więzienia. Nie wszyscy skończyli studia, ale każdy z nas zdobył zawód. Niektórzy pozakładali rodziny i wychowują swoje dzieci według zaleceń psychologów. Nie odważyli się zostać patologicznymi rodzicami. Dziś jesteśmy o wiele bardziej ucywilizowani. My, dzieci z naszego podwórka, kochamy rodziców za to, że wtedy jeszcze nie wiedzieli jak nas należy „dobrze” wychować. To dzięki nim spędziliśmy dzieciństwo bez ADHD, bakterii, psychologów, znudzonych opiekunek, żłobków, zamkniętych placów zabaw i lekcji baletu. A nam się wydawało, że wszystkiego nam zabraniają!" znalezione w sieci ps. a od siebie dodam....miałem to szczęście , że mieszkałem około 3 km od Lotniska Gocław...więc każdy wolny czas spędzałem wraz z moimi kolegami na tymże lotnisku...a działo się tam wiele i nikt nas, gówniarzy, z tego lotniska nie wywalał... na Gocławiu działało rownież Lotnicze Pogotowie Ratunkowe zatrudniajace pilotów, których nie chciały ( nie mogły) zatrudnić PLL "LOT" , a panom pilotom zbierało się czasem na wspomnienia , których słuchalismy z wypiekami na policzkach.....lotnictwo i to małe i to duże.....piekna sprawa mały update...na temat wspomnianego juz Lotniczego Pogotowia Ratunkowego Bogdan Act napisał ksiązkę opartą na faktach pt. Pomoc musi nadejść
  37. 10 points
    Widzę, że wątek covidowy został zamknięty i chyba słusznie, ale ponieważ pisząc w nim zadeklarowałem, że poinformuję o zaszczepieniu się, więc chciałbym tej deklaracji dotrzymać. W dniu dzisiejszym zostałem zaszczepiony (pierwsza dawka, druga po 3 tygodniach). Nie mam żadnych negatywnych objawów, nawet żadnego odczynu poszczepiennego (ponad 5 godzin po). Od wczoraj w moim miejscu pracy zaszczepiono już grubo ponad 100 chętnych, frekwencja wysoka. Nie mam dokładnych danych, ale z rozmów z Kolegami z innych oddziałów mogę szacować, że grubo ponad 75% jest chętnych. Informacja od Koleżanki z dużego szpitala covidowego - zaszczepiło się lub czeka jeszcze na zaszczepienie praktycznie 100% pracowników, to tak a`propos czy warto się szczepić. Każdy kto pracuje w takim szpitalu od początku epidemii, w szpitalu, gdzie trafiali pacjenci w stanie średnim, ciężkim i gdzie część z nich zmarła pomimo zaawansowanej pomocy i sposób w jaki zmarła (niewydolność oddechowa, czyli po ludzku duszenie się, to nie jest łagodny, przyjemny rodzaj śmierci) nie zastanawia się nawet czy warto, tylko myśli aby jak najszybciej ten cykl szczepień mieć już za sobą. Do decyzji moderatorów pozostawiam, czy zostawić tę moją informację jako pojedynczy post, czy dołączyć do tamtego wątku. A do niezdecydowanych jeszcze raz apeluję, szczepcie się.
  38. 10 points
    Witaj aby skrócić przerwę wrzucam filmik z oblotu Mojej 5 , silnik trochę nie domagał dlatego tak któtko
  39. 10 points
    Coś tam udało mi się podziałać w temacie kokpitu kolega uszył trochę tapicerki i efekt końcowy mam nadzieję pokażę już wkrótce.
  40. 10 points
    Fotel nawigatora Fotel pilota i burty
  41. 10 points
    Kilka zdjęć z wykonania kokpitu Kilka fotek z detalami kadłuba
  42. 10 points
    W tamtym roku postanowiłem zainwestować w warzywa i tzw. zdrową żywność, przy okazji się dobrze bawić (relaksować). Z góry zakładałem, że inwestycja się raczej nie wróci, ze względu na poniesione koszty, a okres jaki ma obowiązywać to około 10 lat. Powoli już trzeba się przygotowywać do nowego sezonu. W lutym powoli już można robić rozsady. A co znajdzie się w foliaku ogrodowym: 1. pomidory 2. papryka 3. ogórki 4. ? W tamtym roku próbowałem wsadzić truskawki, arbuzy, ogórki gruntowe... Papryka owocowała do samych przymrozków. Także w 2020 roku żadnych warzyw nie kupowałem ze sklepu.
  43. 10 points
    Czołgiem Panowie Udało mi się dziś oblatać coś takiego: Czujne oko, obeznane z rynkiem szybowcowym rozpozna raczej od razu - jest to produkcja ArtHobby. Jednak, tym razem jest z pewną znaczącą różnicą, którą najlepiej widać na rysunku: Czyli jest to pierwszy model od ArtHobby zaprojektowany przeze mnie I nie powiem - jestem z tego układu zadowolony, bo jak bardzo bym nie lubił projektować wyczynowych modeli, to jednak grono ich odbiorców jest mocno ograniczone. A ArtHobby zasięgi ma zdecydowanie większe, bo i półka cenowa jest, jak i modele prostsze w obyciu. Sam zaś model powstał jako odpowiedź na to co mnie dręczyło w większości modeli z ArtHobby. Tzn. Pan Jasiński lubował się w konstrukcjach powolnych, majestatycznych itp. Ja tego podejścia nie uznaje - każdy szybowiec, czy to termiczny, czy zboczowy, czy all-arounder ma mieć zakres prędkości, choćby po to, żeby dolecieć do termiki. I stąd wynika konstrukcja tego modelu - pełna mechanizacja płata, profil przystosowany pod aktywną pracę klapami (czyli współpracuję z kompletem miksów), szeroki użyteczny zakres klap i profil który bez wychylonych klap jest w ustawieniu prędkościowym (zresztą - na rysunku macie nastawy klap) Celem było stworzenie modelu który jest i szybki na przelocie i powolny w krążeniu. I na tę chwilę wiele wskazuje, że założenia udało się wykonać. Tzn. odkąd prototyp powstał to najbardziej lotna pogoda była dziś. Więc oblot odbył się wietrze rzędu 12m/s z porywami do 18m/s. Innymi słowy wrony już chodzą piechotą, a tym modelem spokojnie mogłem polatać sobie podstawową akrobację szybowcową i nawet wykręcić jedną termikę. I to mimo niskiej wagi (coś koło 600g do lotu) I to wszystko z ŚC wyznaczonym na zasadzie "wrzuć pakiet w kadłub i rzuć model w zboże " . Przyznam się szczerze, że dawno mi żaden fornirzak tyle frajdy nie sprawił i nie mogę się doczekać na pogodę która pozwoli na porządną regulację i porządne wlatanie się model. I na tym póki co współpraca z AH mi się nie kończy, mam dalej sięgające plany. Nasz następny wspólny projekcik, to będzie model dedykowany do F5J. I tam planuje więcej pozmieniać niż skrzydła i aerodynamika. F5Jtka powinna mieć sporo zmian już na poziomie technologicznym, z nowym bardziej smukłym kadłubem, inną technologią wykonywania stateczników, czy inną belką ogonową. Oczywiście - cena wciąż jest ważna, więc skrzydła pozostaną jako styro-fornir. Ale na zawody będzie się już nadawać
  44. 10 points
    Z początku myślałem, że to wątek naszego forumowego eksperta od incydentów Arka.Jednak ,krótka i dosłowna analiza to wyklucza .Samo życie ,po śląsku było by to " dupnoł żech sie na drągach"?.
  45. 10 points
    Ten dzień można już zapisać do historii. Wodowanie i pierwsze pływanie na szerokiej wodzie. Sprzęt przed rozpakowaniem. W trakcie przygotowania do pływania, baterie podłączone. Jeszcze Szyper do sterówki.... Jeszcze w skrzyni.... Stanowisko przed wodowaniem.... Szelki się spisały wzorowo. Zarówno przy wodowaniu jak i wyciąganiu z wody. Dzięki wężykom silikonowym, szelki bez problemu toną. Jednak czuć wagę modelu. Jest... i już na wodzie...... Klapy na maszynowni zdjąłem, gdyż nie są jeszcze przyklejone i miałem obawy czy wiatr ich nie zwieje. Jednak trochę wiało. Teraz aparatura w ręce i można pływać.... Kilka ciekawszych zdjęć. Pływanie na pierwszym biegu, manetka wychylona na 80 procent. Takie obroty dają właściwe zachowanie modelu, no i widać, że płynie jak prawdziwy holownik. Czyli obroty prawdopodobnie około 1000-1200.... Budowniczy w akcji.... Udało się wypłynąć.... Maksymalnie na pierwszym biegu czyli obroty 1400 .... Teraz szaleństwo na drugim biegu i obroty max 4000.... trochę obrazu ruchomego... Moje refleksje. Żadnych zniszczeń i nic nie odpadło - tego się obawiałem najbardziej. Blisko dwie godziny pływania na podwójnym pakiecie Li-Po 7.4V. Maksymalna zanotowana temperatura silnika to 48°C. Raz uderzenie w nabrzeże uratował odbijacz dziobowy, a drugim razem kolega zdążył wyhamować Atlasa ręką - ufff - było groźnie. Woda nie dostała się do kadłuba - też duży sukces. Nic nie wplątało się w śrubą, a pontonu nie miałem. Ilość prób rozłożenia balastu okazała się jednak nie wystarczająca. Kontynuacja następnym razem. Jednak trzeba zarezerwować dobre pół dnia na zabawę i wybrać trochę cieplejszy dzień.
  46. 10 points
    Dziś praktycznie skończyłem malować i nie mogłem sobie odmówić żeby zobaczyć końcowy efekt w dziennym świetle. Teraz już dużymi krokami do przodu i może w czerwcu uda się go wypróbować w powietrzu.
  47. 10 points
    Można już nacieszyć się widokiem.... Jeszcze muszę zrobić hak holowniczy i zamocować węże na burcie. Wesołych i zdrowych Świąt Wielkanocnych.
  48. 10 points
    Tak więc budowa dobiegła końca, zostało kilka szczegółów jak np działka, ale to w między czasie jak zrobię to dorzucę do relacji, tym czasem wrzucam film z oblotu, który odbył się dzisiaj, model lata bardzo przyjemnie i przewidywalnie, po zbytnim zwolnieniu nie ma tendencji do przeciągnięcia, jedynie opusza łagodnie nos w dół. Film nie jest najlepszej jakości ale nie mam dostępu do niczego innego jak telefon komórkowy.
  49. 10 points
    My będziemy mieć jedne z najbardziej liberalnych przepisów w UE. Jestem po spotkaniu w ULC i prace legislacyjne dobiegają końca. Pokrótce napiszę co i jak. 1. Od lipca b.r. rozpoczyna się obowiązywanie nowych przepisów - rozpoczyna się bo okres przejściowy będzie trwał 1 rok - do lipca 2021. 2. My modelarze zostaliśmy potraktowanie całkowicie wyjątkowo - otrzymaliśmy możliwość uzyskania szczególnych warunków dostępu do przestrzeni powietrznej. Będziemy mogli latać w zasięgu wzroku bez ustalonych limitów wysokości czy odległości. Nie będzie nas obowiązywać ograniczenie klasy open C3 i C4. 3. Przestrzeń powietrzna zostanie podzielona na 4 strefy, które będzie można zidentyfikować np. aplikacji PansaUTM (zbliżonej do DroneRadar). Będą to następujące rodzaje.: G - przestrzeń ogólnie wykonywanych lotów Przestrzeń typu Prohibited - wymagana zgoda zarządzającego Przestrzeń typu Limited - ograniczone warunki korzystania, nie trzeba zgody zarządzajacego Przestrzeń typu Informacyjnego - należy zapoznać się z informacją o warunkach korzystania z przestrzeni 4. Jedynym sposobem, żeby być potraktowanym jako modelarz jest członkostwo w klubie lub stowarzyszeniu modelarskim, które to stowarzyszenie (STO) zgłosi się do ULC o wydanie takich szczególnych warunków. 5. Co ciekawe nie będzie to zgłoszenie zawierające info n/t miejsca wykonywania lotów a jedynie informację o stowarzyszeniu(STO) 6. To STO gwarantuje niejako że jego członkowie są przeszkoleni i stosują się do zasad bezpieczeństwa. Szkolenia w STO muszą być wykonywane cyklicznie a dokumentacja z tych szkoleń przechowywana przez STO. 7. Tutaj też zakończy się odpowiedzialność STO za modelarza - STO zapewnia szkolenia 8. Modelarz - członek STO - jest przeszkolonym użytkownikiem przestrzeni powietrznej który bierze osobistą odpowiedzialność za swoje czyny. 9. Każdy operator statku powietrznego musi posiadać numer identyfikacyjny nadawany przez ULC po odbyciu szkolenia on-line lub po zgłoszeniu przez STO jako grupę użytkowników. Numery prawdopodobnie będą indywidualne lub charakterystyczne dla grupy reprezentowanej przez STO. 10. Prawdopodobny jest również obowiązek umieszczania tego numeru na każdym statku powietrznym 11. Każdy operator musi posiadać ubezpieczenie OC - tutaj ważne ULC czeka na propozycję jakie ubezpieczenia będą minimalne - Trzeba zgłosić w ramach konsultacji propozycję minimalnego wymaganego ubezpieczenia OC (wielkość S.D.R) - jeśli macie polisy to piszcie - czasu jest mało 12. Każdy członek STO otrzyma identyfikator - jego wielkość będzie zależeć od STO a i informacje na nimj zawarte ULC określi. Będą one podobne do ogólnych potwierdzeń odbycia szkolenia online które wyda w pdf ULC każdemu kto to szkolenie odbędzie z tą różnicą, że będzie zwierać numer zezwolenia ULC dla STO. Organy kontrolujące będą odsyłane do ULC w celu weryfikacji tego numeru. 13. Zezwolenia dla STO będą wydawane bezterminowo. 14. W STO nie będzie limitu wieku 14 lat tak jak w klasie open (tam jest ze względów prawnych 14 lat) - będzie to regulował statut 15. Pytaliśmy też o pierwszeństwo w użytkowaniu przestrzeni powietrznej dla General Aviations i zostaliśmy zapewnieni, że jesteśmy pełnoprawnym użytkownikiem przestrzeni powietrznej i np. w sprawie sąsiadującego z nami lądowiska,okazało się, że należy najlepiej porozumieć się aby np. wykonując loty u nas grzecznościowo zgłosić to na wieży u "sąsiadów". Lądowiska nie będą miały możliwości zarządzania przestrzenią wokół swojej lokalizacji i tym samy nie będzie można ... zabronić nam lotów. 16. Rodzaj stowarzyszenia akceptowany przez ULC : stowarzyszenie zwykłe (do potwierdzenia), klub sportowy, lub stowarzyszenie rejestrowe (KRS) 17. W przepisach został uwzględniony główny postulat modelarzy - otóż modelarze nie powodują zagrożeń (np. dla ruchu lotniczego, przez dziesiątki lat byli grupą "uświadomionych użytkowników przestrzeni powietrznej" i nie ma powodu, żeby ich "wylewać z kąpielą" - O ile pamiętam to na tym opierał się cały front obrony EMFU i EASA to uwzględniła dając narodowym urzędom możliwość tworzenia warunków modelarskich. Celem weryfikacji "who is who" istnieje konieczność stowarzyszania się. 19. Dla czujących niechęć do stowarzyszania się ULC przygotował klasę open z limitami a dla dzieci kupujących drony pozostałe klasy. Nie ma specjalnego sensu tego poruszać ale większość informacji jest tu https://www.ulc.gov.pl/pl/drony/wdrazanie-przepisow-ue/4718-informacje-ogolne 20. Rakiety nie są objęte tymi przepisami
  50. 10 points
    "1 Czy stroma ścieżka podejścia kłóci się z ustabilizowanym podejściem - raczej nie. " To się zasadniczo kłóci ze stabilizacją podejścia, bo zawęża margines bezpieczeństwa. Im większa prędkość w poziomie i w pionie, tym mniej czasu na reakcję, ziemia zbliża się szybciej, pilotaż staje się bardziej nerwowy, jak wszystko co robimy pod presją czasu. Idealne warunki do nerwowego kontrowania i grubszego błędu. "...w lotnictwie (...) lepiej zbliżać się do ziemi z mniejszą prędkością opadania samolotem komunikacyjnym, w sytuacjach krytycznych daje to więcej czasu na reakcję. (...) w modelu (...) przy stromej ścieżce podejścia przez całą drogę będziemy wyżej a tym samym damy sobie większe szansę na naprawienie błędu , wyprowadzenie z przeciągnięcia itd." Czyli początkujący modelarz zdany tylko na wzrokową ocenę wysokości powinien schodzić bardziej stromo (z wielokrotnie większą prędkością niż prawdziwy samolot zbliżając się do ziemi), a pilot mający czułe instrumenty w tym własny tyłek i brzuch powinien schodzić wolno, bo jego maszyna ma wyższą doskonałość? Oczywiście mechanizacji skrzydła, pomagającej wytracić prędkość, owa doskonałość (dająca większa skuteczność) nie dotyczy, bo po co. "2 (...) Duże warbirdy pilotuje się znacznie łatwiej, są znacznie bardziej przewidywalne i mogą podchodzić do lądowania (z uwzględnieniem skali) znacznie wolniej od mniejszego modelu. Ogólnie czym większy model tym lepiej lata." Samolot komunikacyjny jest jeszcze większy od "dużego warbirda" i jeszcze lepiej lata, a i tak schodzi zazwyczaj powoli i po długiej ścieżce. Za to mały model, gorzej latający, mniej odporny na błędy i prowadzony niezawodną ręką początkującego modelarza powinien schodzić stromo. Ja pitolę. Niestety powyżej mamy kolejne przykłady dziwnych stwierdzeń i błędnego poskładania w całość niemałej wiedzy, napędzanych próżnością, parciem na szkło i totalną impregnacją na krytykę. =================================================================================================================================== Drogi początkujący modelarzu! W trosce o Ciebie, Twój model, kasę Twoją lub Twoich rodziców, bezpieczeństwo osób postronnych i ich mienia oraz szczęśliwą przyszłość Twojego hobby, pozwolę sobie zasugerować kilka rzeczy przed pierwszy startem i lądowaniem, mających ścisły związek z wyborem ścieżki podejścia - jej długości i nachylenia, z naciskiem (moim:) ), by była ona, ogólnie mówiąc, raczej dłuższa niż krótsza i bardziej płaska niż bardziej stroma. Wszystko, co poniżej, nie jest przepisem na ciasto, które nie wyjdzie przy jakimkolwiek odstępstwie. Przepis przemyśl i dopasuj do możliwości i potrzeb. Kieruj się też własnymi odczuciami lub korzystaj z podpowiedzi doświadczonego kolegi na miejscu. Przy starcie stań tam gdzie Ci wygodnie obserwować model. Jeśli staniesz za modelem, dobrze by było, aby po starcie ktoś pomógł Ci się wycofać z pasa, na którym zaraz będziesz lądował. Wycofaj się na pozycję, z której wygodnie Ci obserwować model, gdy po pierwszym kółku będzie dolatywał do pasa. Przed pierwszym lądowaniem, na podejściu do niego (najlepiej tuż po wytrymowaniu) zrób podejście (podejścia) do niskiego przelotu nad pasem. Bez prób lądowania. Podejście zacznij w odległości od pasa i na wysokości, które dadzą Ci komfort obserwowania modelu i poczucie kontroli. Im dalej tym model mniejszy, ale więcej czasu na ustabilizowanie podejścia. Ty decydujesz. Jak nie wyjdzie - powtórz. Jeśli dobrze Ci idzie, wypoziomuj lot na prostej jak najwcześniej potrafisz i dolatując do progu pasa stopniowo zmniejszaj prędkość, tylko na tyle, by uzyskać łagodne opadanie w dolocie do pasa i nad nim. Każda próba podejścia jest przerywana (w wybranym momencie i miejscu nad pasem) zatrzymaniem opadania przez płynne dodanie gazu (z ew. lekkim zaciągnięciem drążka). Ilość podejść (prób) powinna być wynikiem Twoich odczuć oraz, niestety, zapasem energii w baterii Jeśli idzie Ci dobrze, kolejne podejście/a rozpocznij wcześniej/na mniejszej wysokości. Możesz też zacząć na dotychczasowej wysokości i delikatnie oddać drążek przyspieszając opadanie - wybierz tą procedurę, która daje Ci większą pewność i kontrolę. Staraj się zrobić tak, by model przeleciał nad progiem pasa niżej niż dotychczas, tak jakbyś kontynuując to opadanie chciał dotknąć pasa powiedzmy nie dalej niż w połowie jego długości. Lądowanie wykonaj, gdy opadający na podejściu model będzie celował "w pas". Trudno określić do końca co to oznacza. Możesz zdać się na wyczucie. Gdybym miał to określić, próbowałbym zakończyć lądowaniem to podejście z opadaniem, podczas którego model zmierza w odcinek pasa bezpiecznie za progiem, a przed połową jego długości. Jeśli chcesz przy pierwszym lądowaniu skorzystać z klap, sugeruję wykonanie jednego przelotu nad pasem na bezpiecznej wysokości w próbnym wypuszczeniem klap dla sprawdzenia jak model reaguje. Przy podejściu z użyciem klap sugerowałbym je wypuścić na prostej do pasa, po ustabilizowaniu lotu poziomego, przed ujęciem gazu. Samo przyziemienie może odbywać się na różne sposoby. Ja tu bardziej chciałem pokazać, jak można ćwiczyć podejście z zachowaniem sporych marginesów bezpieczeństwa, z łagodnym schodzeniem po odpowiednio długiej ścieżce, dającej komfort nie piszącemu, ale modelarzowi. I jeszcze parę uwag (wszystkie opcjonalnie, wg potrzeb i możliwości): Poćwicz na symulatorze. Zaproś do asysty doświadczonego kolegę. Nie zabieraj "zainteresowanych życzliwych kibiców". Może next time. Wybierz bezwietrzną pogodę i odpowiednią ilość czasu. Unikaj pośpiechu. Wybierz lotnisko z jak najdłuższym i jak najszerszym pasem, bez przeszkód na podejściu. Podkreślam szerokość, bo łatwo się skupić tylko na długości a wąski pas potrafi zestresować. Czasem warto zrobić 50-100km by dojechać na fajne lotnisko ze wsparciem modelarzy i mieć spokojną głowę, niż rozp....ć model na łące za domem. Jeśli odbywają się loty, daj sobie chwilę na obserwację innych na podejściu. Poproś kogoś, czy może wykonać swoim modelem start i podejście z lądowaniem. To Ci da obraz i świadomość przestrzeni w danym miejscu. Jeśli nie ma takiej możliwości, wyobraź sobie w locie trasę modelu. Ogólnie polecam ćwiczenie latania w wyobraźni - wizualizacja jest niedoceniana a daje świetne efekty. Przejdź się po pasie, sprawdź jego stan. Wybierz i najlepiej zaznacz połowę długości pasa lub miejsce, w którym chciałbyś przyziemić (kartka papieru na poboczu, rozsypana na pasie mąka). Zaznacz próg pasa, najlepiej na środku jego szerokości. Staraj się przelatywać nad nim, czyli w osi pasa. Zadbaj o swój komfort i bezpieczeństwo - jeśli obserwatorzy (gapie) rozpraszają Cię uwagami, gadaniem - zwróć uwagę. Szczególnie w momencie startu i lądowania. Zrób przynajmniej 1-2 próbne podejścia, daj sobie czas (pamiętając o wydajności baterii/ilości paliwa; warto zainstalować buzzer - sygnalizator spadku napięcia) Im lżejszy będzie Twój model, tym lepiej.
×
×
  • Create New...

Important Information

By using this site, you agree to our Terms of Use.