Jump to content

Leaderboard


Popular Content

Showing content with the highest reputation since 11/26/2019 in all areas

  1. 20 points
    Katastrofa, groźny incydent na lotnisku w Raciborzu. Rozbiłem się P-40. Film z lotu i na końcu analiza.
  2. 18 points
    Wiosna za oknem szaleje, a my powinniśmy w zasadzie siedzieć w domu. Osobiście uważam, że pod pewnymi warunkami można wyskoczyć na lotnisko, jednak tym razem może zamiast o prawie, poteoretyzujmy o termice? Ja już wiele lat staram się ją zrozumieć i ubrać w słowa to co obserwuję i czego się uczę za każdym razem, kiedy jestem na lotnisku. Poniżej postaram się spisać to, co od dłuższego czasu chodzi mi po głowie. Cz. 1 Jak rozpoznać termikę z ziemi? Warto zacząć od tego, że dobrze jest przed startem mieć jakiś plan. Loty bez planu przeważnie nie okazują się zbyt długie, więc dobrze jest sobie obrać jakąś strategię. Jeżeli stosując poniżej opisane metody, nie jestem w stanie zgadnąć, gdzie szukać termiki, lecę tam, gdzie wydaje mi się, że jest największe prawdopodobieństwo jej znalezienia. Dobre miejsca to takie, w których teren jest kontrastowy. Jedno pole skoszone, drugie nie, dachy pobliskich zabudowań, granica lasu. Świetnie sprawdzają się obiekty liniowe, ustawione w miarę prostopadle do kierunku wiatru. Dobrym przykładem jest szpaler przydrożnych drzew, ściana budynku, niewielkie wzniesienie, a nawet kępa wyższych krzaków. Łatwo się domyślić, że w takich miejscach powstaje efekt żagla, jednak zwykle przy niewielkim wietrze, oraz małej wysokości przeszkody nie jest on zbyt silny. Zdecydowanie ważniejsze jest, że na nawietrznej przeszkód "zbierają" się bąble nagrzanego powietrza naganiane przez wiatr z przedpola. Niekiedy ciepłe powietrze jest za słabe, żeby unieść się w górę i utworzyć komin, wiatr zwiewa je z pola, zanim solidnie się wygrzeje. Zatrzymuje się wtedy przed przeszkodą, a do niego dołączają kolejne bąble ciepła. Z czasem powietrze staje się na tyle ciepłe, że zaczyna się unosić i wyskakuje ponad krawędź tej przeszkody, tworząc solidne noszenie. W innym przypadku bąbelek ciepła zaczyna się znad pola unosić, ale nie ma jeszcze zbyt wielkiej siły, więc jest bardziej zdmuchiwany przez wiatr, niż się wznosi. Kiedy trafia w przeszkodę, odbija się od niej i wyskakuje w górę. Możemy też obserwować zjawisko polegające na podcinaniu podstawy noszenia przez przeszkody naziemne. Przesuwający się po ziemi komin, przeważnie ciągnie po ziemi swego rodzaju ogon. Kiedy trafi na przeszkodę w postaci np. krzaków, jest podcinany, a jego cieplejsza, górna część, uwolniona od kotwicy, strzela w górę. No dobrze, ale jak u licha znaleźć noszenie stojąc na środku pustej łąki? Przede wszystkim należy zwrócić uwagę na siłę i kierunek wiatru. Warto zainwestować w wysoką tyczkę i zamocowaną na szczycie kilkumetrową taśmę wideo - będzie świetnie pokazywała to zjawisko. Noszenie unosząc się, zasysa pod siebie powietrze, a co za tym idzie zmienia kierunek i siłę wiatru, który czujemy. Jeśli stojąc pod wiatr czujemy, że wiatr przybiera na sile, znaczy, że noszenie jest za naszymi plecami. Jeśli czujemy, że wiatr słabnie i zaczyna wiać od lewej, to noszenie będzie przed nami, po prawej stronie itd. Jeśli od dłuższego czasu czujemy wiatr o stałej sile i kierunku to najwyraźniej w naszej najbliższej okolicy nie ma żadnego noszenia - trzeba będzie odlecieć gdzieś dalej, żeby coś znaleźć. Czasem zdarzają się dni bezwietrzne. Obserwujemy wtedy, że co kilka minut powiew wiatru przychodzi z innej strony, czasem są to kierunki różniące się o 180st. Każdy z takich podmuchów wiatru prowadzi prosto do noszenia, które ten podmuch wygenerowało. Przed startem radzę rozejrzeć się po niebie, czy gdzieś nie krążą w termice ptaki? Bociany, albo ptaki drapieżne są specjalistami w lotach termicznych. Są na tyle dobre, że czasem noszenie przez nie pokazane, okazuje się za słabe dla naszych modeli. Wtedy one wznoszą się dalej, a model opada na ziemię Świetnym wskaźnikiem noszeń są roje kotłujących się jaskółek, czy jerzyków. Noszenia potrafią unosić chmary owadów, na które te ptaki polują w locie. Loty modelami DLG warto uprawiać w grupie zapaleńców. Nie tylko dlatego, że w kupie raźniej, ale również, a może i przede wszystkim dlatego, że noszenia mogą nam pokazać inni piloci. Warto zwrócić uwagę, gdzie są inne szybowce i czy krążą w noszeniach. W słoneczny dzień warto spojrzeć pod słońce. Tarczę słońca należy zakryć np. dłonią, żeby nas nie oślepiło, a wtedy promienie słońca podświetlą pyłki, drobiny kurzu, późnym latem pajęczyny unoszące się w powietrzu. Jeżeli obserwowane przez nas pyłki unoszą się ku górze, kierunek ich ruchu wskaże nam noszenie. Stosując się do powyższych zasad, można z jakimś rozsądnym prawdopodobieństwem wyznaczyć wycinek nieba, gdzie warto polecieć szukając noszenia. Jeżeli się nie pomyliliśmy i nasz model wleci w obszar gdzie powietrze pracuje, zacznie nam dawać znaki, o których będzie cz. 2 cdn.
  3. 16 points
    Czołem, jako że rozglądam się od jakiegoś czasu po tym dziale to pomyślałem, że podzielę się tym czym podzielił się ze mną Piotrek. Piotrek poświęcił swój czas i zrobił mi szkolenie, opowiedział jak najlepiej potrafił "z czym się je te Jety". Pomyślałem, że zmontuję z tego film bo wg mnie to jest naprawdę kawałek ciekawej wiedzy. Wyszło z tego dwie części. Być może znalazły się jakieś drobne błędy, ale to było nagrywane zupełnie bez planu czy scenariusza, ot taka rozmowa na lotnisku. Na pewno dla mnie to jest super ciekawa wiedza, której nie znalazłem nigdzie indziej. Zapraszam
  4. 15 points
    Modelelarzem jest się po prostu, to nie jest jakiś naukowy tytuł nadawany w wyniku zdania ciężkich egzaminów i mówienie, że ktoś nie jest modelarzem to moim zdaniem taka trochę chęć wywyższania siebie na zasadzie: bo ja buduje piękne modele z balsy i każdy inny co kupił gotowego piankowca to nie modelarz, bo idzie na łatwiznę. Każdy z nas ma po swojemu poukładane w życiu i jeden ma dużo czasu a inny mniej na budowę modeli. Arek wybrał częste latanie a mniej budowanie co przekłada się na dobry pilotaż widoczny na jego filmach. Często jest tak, że ci którzy kleją godzinami swoje perełki rozwalają je później przy pierwszym starcie, bo zabrakło czasu na szlifowanie umiejętności pilotażu. Oczywiście nie jest to reguła i nie mam na celu obrazić doświadczonych modelarzy, świetnie budujących jak i latających swoimi modelami. Chodzi mi bardziej o to jaki sens ma ocenianie kogoś zamiast skupienia się na tym, co autor zamieścił w filmie. Sposób komentowania filmów przez Arka pokazuje jego osobowość i jak komuś nie pasuje niech nie ogląda. Uważam, że za to z jakim zaangażowaniem Arek tworzy swoje filmy należy mu się uznanie a wszelkie próby podśmiechiwania się są niefajne. Przecież jakiś młody człowiek, który zobaczy jak można z pasją realizować swoje hobby być może zarazi się bakcylem modelarstwa i nie ważne czy kupi gotowca czy będzie budował od podstaw, ważne że choć na chwilę zostawi smartfona i zajmie się czymś co w przyszłości może zaprocentować ciekawym zawodem w lotnictwie.
  5. 14 points
    Udało się, model lata Dzisiaj po południu z kolegą z lotniska udaliśmy się na testy. Samolot lata lepiej niż wygląda. Nie wymagał nawet trymowania. Jedyne co to muszę dodać odrobinę więcej Expo na ster wysokości i od miksować więcej wysokości na pełnych klapach bo ciężko zmusić go do opuszczenia nosa przez co niespecjalnie przyziemiłem. Na szczęście bez strat. Poniżej zamieszczam kilka fotek i krótkie ujęcia ze startu i lądowania.
  6. 13 points
    Kadłub mam prawie ogarnięty. Jak przyjdzie balsa będę mógł działać dalej. W pierwszej kolejności chcę dokończyć statecznik pionowy. Zrobiłem sobie pamiątkowe zdjęcie bo ładna pogoda dziś.
  7. 13 points
    Witam Kolegów Modelarzy Kilka miesięcy temu, wraz z moim Kolega Przemkiem wpadło nam do głów , żeby odtworzyć polskiego Bielika. Jesteśmy na etapie prototypów i poprawiania wszelkich kwestii, jakie uznajemy za błędne lub możliwe do ulepszenia. Większość prac wykonał Przemek, a ja jestem takim jakby weryfikatorem. Aczkolwiek praca zespołowa opłaciła się bo powstaje naprawdę interesujący model. Kilka szczegółów: 1. Mój egzemplarz będzie miał ok 1, 4 m długości, turbinę edf 90 mm , podwozie chowane elektryczne. Szczegóły jak już poskładam do kupy wszystko . 2. Materiał- PET G z Fiberlogy, pręty węglowe 1,5mm, i filament TPU flex na opony. 3. Dodatkowo w modelu zastosowano "lewe" wloty powietrza na górnej płaszczyźnie kadłuba i otwierany hamulec aerodynamiczny. 4. Po ostatniej rozmowie z Przemkiem zamierzam powiększyć rozpiętość skrzydeł o ok 10% w celu zwiększenia nieco powierzchni nośnej. 5. Docelowa waga z wyposażeniem celuję w ok 3 kg - jak wyjdzie? zobaczymy. Ten egzemplarz jest tzw. do testów i wiele drobnych w sumie detali jest poprawianych aby przed oblotem było jak najmniej zonków i żeby nie było żal jak coś się rozdupcy na oblocie . Drugi egzemplarz ma być już dopieszczony i taki na cacy! Zamierzam zrobić oba do wiosny i oblatać jak tylko będzie ładna pogoda i ktoś kto to sfilmuje. Depronowy Bielik na turbince 70 mm lata jak wariat trochę ale to moja wina bo nie zmniejszałem wychyleń i potem już nie było kiedy nawet podjechać na lotnisko z różnych powodów: Dziś pierwsze zdjęcie.
  8. 12 points
    Witajcie. Właśnie dostępny jest najnowszy materiał, który niedawno przygotowałem. Starałem się przybliżyć najważniejsze informacje dotyczące głównie regulatorów i akumulatorów. Mam nadzieję, że film przyda się początkującym przy wyborze pierwszego wyposażenia. Zachęcam do subskrypcji kanału gdzie będą pojawiały się nowe materiały dotyczące modelarstwa RC. Są to moje pierwsze kroki z nagrywaniem i wypowiedzią przed kamerą czy mikrofonem i przygotowywaniem takich materiałów więc jestem świadomy pewnych niedociągnięć. Liczę, że z czasem zauważycie progres pod względem technicznym i merytorycznym. Pozdrawiam
  9. 12 points
    Dzień dobry wszystkim, Ta relacja będzie nieco odmienna od innych gdyż mam zamiar przedstawić wam w imieniu mojego 7 letniego syna Szymona budowę modelu motoszybowca STARTER z napędem spalinowym. Napęd stanowił będzie Cox Baby Bee 0,8 cm, dokładnie tym ze zdjęcia poniżej, nówka sztuka, nie śmigany! Starter to bardzo fajny konstrukcyjny model który lata temu był sprzedawany jako zestaw do budowy firmy Svenson. Tak to się prezentowało: Natrafiłem na jego plany w Internecie poszukując dla Szymka pierwszego konstrukcyjnego zestawu na którym mógł by doskonalić technikę budowy. Mamy już za sobą jakieś proste depronowo-balsowe gumówki, zbudowaliśmy zeszłej zimy klasyczną jaskółkę i całkiem dobrze mu to szło. W tym sezonie oblataliśmy Piankowego Pioneerka a Szymek lata już na tyle dobrze, że próbuje pierwszych pętli i ląduje praktycznie pod nogi. Sam jestem zdziwiony, że to tak sprawnie poszło. W modelu wprowadzimy jedną zmianę - będzie wyposażony w lotki gdyż Szymek sprawnie ich używa i jest już do nich bardzo przyzwyczajony. Ostatnio muszę go wręcz pilnować, żeby nie zapominał o robieniu ładnych płaskich zakrętów z użyciem steru kierunku i jak mu przypomnę to go używa. Relacja będzie wyjątkowa w tym znaczeniu, że to Szymek będzie wam tu wszystko opisywał a ja tylko robię zdjęcia. Wybaczcie mu zatem ewentualne błędy stylistyczne itp. To ma być jego relacja i nie chcę mu psuć radości z jej tworzenia. Możecie wierzyć lub nie ale poza pracą z elektronarzędziami takimi jak piła do cięcia listewek do których go nie dopuszczam to całą resztę robi sam - przycina, szlifuje, skleja itp. Oczywiście sporo czasu spędzam razem z nim kontrolując i podpowiadając (znów ucierpi na tym moja budowa Mustanga ale jego rozwój i uśmiech na twarzy są dla mnie ważniejsze). Zapraszamy zatem na widownię. Plany wydrukowaliśmy w 2 egzemplarzach w skali 1:1 w lokalnej drukarni. Kosztowało nas to 20 PLN. Napęd będzie na dziobie a nie na wieżyczce żeby zaoszczędzić na wadze - chcemy żeby model długo i ładnie szybował. No to zaczynamy, oddaję klawiaturę Szymkowi: pierwszego dnia tata pociął mi deskę o grubości 6 milimetrów na listewki potem musiałem to wyszlifować papierem ściernym by pozbyć się zadziorów, tata nauczył mnie jak się posługiwać suwmiarką i sprawdzać czy listewka ma dobry wymiar w przekroju. Ok - zmiana planów - tu Tata, napisanie zdania powyżej zajęło 20 minut bo muszę wszystko pokazywać np. jak się robi polskie litery. Chyba jednak ja będę pisał a Szymek dyktował bo na chleb nie zarobię To piszemy (słownictwo oryginalne): Najpierw "żeśmy" przykleili plan stateczników na deskę montażową, potem zakleiliśmy plan folią żeby stateczniki się nie przykleiły do planu Potem pociąłem sobie listewki na statecznik poziomy, najpierw te długie a potem poprzeczki. Potem skleiliśmy ramkę statecznika a potem wkleiliśmy rozpórki (Szymek mówi poprzeczki). Następnie (to słowo padło po tym jak mu powiedziałem, że już jest za dużo "potem") wkleiliśmy boki statecznika (tata poprawia - zakończenia). Używaliśmy tego kleju PUREX. Ze statecznika pionowego zrobiłem na razie najdłuższe listewki i mam prawie całą "ramkę". Tak to na razie wszystko wygląda (na zdjęciu zakończenia jeszcze nie przyklejone).
  10. 12 points
    W końcu oblatałem Bf 109. Oblot odbył się na lotnisku w Bobrownikach. Było trochę problemów na rozbiegu , bo ten typ jest bardzo wredny, i muszę trochę potrenować technikę startu . WhatsApp Video 2020-09-03 Lucek.mp4
  11. 12 points
  12. 12 points
    Co to jest IMAC? Skrót od International Miniature Aerobatic Club – organizacja która powstała w USA, mająca na celu latanie akrobacyjnymi modelami RC na wzór prawdziwych – International Aerobatic Club - IAC. Modele wykonują takie same akrobację jak ich odpowiedniki w skali 1:1, a także są ich mniejszymi kopiami. Podobnie jak pilot lecący prawdziwym samolotem typu Extra 330, na zawodach wykonuje wiązankę figur zwaną programem akrobacyjnym, taki i my piloci modeli zdalnie sterowanych wykonujemy odpowiedni program, podzielony ze względu na trudność lotu na poszczególne klasy. Celem latania IMAC’a jest doskonalenie się w pilotażu modeli samolotów akrobacyjnych oraz pomaganie innym podnosić ich umiejętności. Planujemy w tym miejscu rozpowszechniać formułę IMAC, która staje się coraz bardziej popularna na całym świecie. Mamy nadzieję łączyć wszystkich modelarzy latających zdalnie sterowanymi samolotami akrobacyjnymi, które w ostatnich latach tak bardzo stały się popularne i osiągalne za sprawą producentów z całego świata, oferujących modele samolotów akrobacyjnych w skali. Głównym celem IMAC Poland jest podnoszenie kwalifikacji pilotów RC, tak aby nasze hobby było tak bezpieczne jak to tylko możliwe, oraz dawało satysfakcję w coraz lepszym i świadomym pilotowaniu modelu RC. Jeśli czujesz że latanie modelem bez ładu i składu, w lewo i prawo zaczyna Cię nudzić, to dobrze trafiłeś. W akrobacji nie ma lotów idealnych, człowiek cały czas się uczy, czy to wykonaniej odpowiedniej korekty na wiatr czy zwykłego operowania drążkiem gazu. Wierzymy, że poprzez otwarte spotkania oraz organizację zawodów będziemy propagować tak piękną dyscyplinę sportu jaką jest akrobacja RC półmakietami prawdziwych samolotów. PROGRAM i ZAWODY: Grupy pilotów zbierają się, aby latać i rywalizować w zorganizowanych zawodach prowadzonych zgodnie z ustalonymi zasadami. Piloci wykonują „sekwencję” wcześniej ustalonych manewrów przed sędziami. Zaczynając od doskonałego wyniku 10 za każdy manewr, sędziowie odejmują za odchylenia lub błędy. Sekwencje zwykle składają się z 8-10 manewrów. Wszystkie figury które należy wykonać, są zgodne z FAI “ARESTI Aerobatic Catalogue.”- tzw. Kod Aresti. Podobnie jak w przypadku zawodów na pełną skalę, piloci są podzieleni na klasy, a każda klasa staje się coraz trudniejsza. Każda klasa ma „znaną” sekwencję publikowaną każdego roku. W wyższych klasach jest również prezentowana pilotowi podczas spotkań sekwencja, której wcześniej nie była publikowana - nazywana „ program nieznanym”. W filozofii IMAC to piloci są sędziami. Dzięki temu wiedzą z jakich figur składa się program i wiedzą jak go oceniać . Kolejka lotów polega na wykonaniu odpowiedniego programu, przez zadeklarowanych uczestników w klasie. Sędziowie mają za zadanie ocenę każdej z poszczególnych figur. Piloci są następnie klasyfikowani w tej rundzie. Sędziowie są zmieniani, a piloci znów wykonują sekwencje. Z reguły najniższe rundy pilota mogą zostać odrzucone. Ostatecznie pilot w klasie z najwyższym wynikiem wygrywa. Istnieje pięć głównych klas: Basic - klasa startowa z podstawowymi manewrami akrobacyjnymi. Piloci w tej klasie mogą latać DOWOLNYM samolotem dowolnej wielkości, który NIE musi być modelem w skali samolotu prawdziwego. Ta klasa leci tylko program ZNANY. Sportsman - manewry stają się nieco trudniejsze, a piloci są teraz zobowiązani do korzystania z modeli samolotów w skali. W tej klasie wprowadza się wiązanki nieznane. Intermediate - manewry stają się coraz trudniejsze, gdyż wprowadzane są nieco bardziej złożone wiązanki łączone. Advanced - w tej klasie pilot powinien być w stanie latać jak najwięcej prezentowanych figur. Trudność polega na tym, że sekwencje stają się trudniejsze, gdy dodawane są bardziej złożone figury. Unlimited - dokładnie tak, jak to brzmi… bez ograniczeń! Piloci w tej klasie mają najtrudniejsze sekwencje, manewry oraz programy nieznane. Prawdziwy test pilota i maszyny, który wymaga doświadczenia i umiejętności rozwijanych z czasem. Dodatkowo FREESTYLE – wyjątkowe widowisko dla pilotów i widzów! Latanie akrobatycjne do muzyki! Nieograniczone możliwość (maksymalny czas lotu 4min) ! Loty 3D, z dymem i racami. Piloci są oceniani na podstawie oryginalności, „zgrania z muzyką” i ogólnych umiejętności pilotażowych. Free Style nie jest oferowany na wszystkich imprezach, ale jest najbardziej popularną częścią imprezy. Zawody Freestyle są otwarte dla pilotów w DOWOLNEJ klasie, ale pilot musi również startować w klasie głównej. To chyba tyle jeśli chodzi o wprowadzenie i ogólny zarys. Naukę dobrze zacząć od oficjalnego poradnika IMAC który przetłumaczył kolega Karol pt: „Wykonywanie i Sędziowanie Akrobacji RC”. Świadomość jak poprawnie wykonywać figury to podstawa! Kolejna rzecz to ustawianie modelu. Też mamy już przetłumaczony poradnik! „MINI Poradnik- Ustawienie modelu i nadajnika do akrobacji precyzyjnej.” WSZYSTKO W ZAŁĄCZNIKACH Jeśli już mniej więcej się z tym zapoznasz to zaczynamy latać. Na razie Program BASIC- wygląda tak: W rzeczywistości lot wygląda następująco: Analiza kolejności figur i zrozumienie programu może trochę zająć ale nie warto się poddawać! Dodatkowo w załączniku bardzo ciekawy artykuł przetłumaczony przez Pana Wiesława Chmielewskiego, warto się zapoznać. Myślę że to tyle jeśli chodzi o wprowadzenie. Dodaje jeszcze kilka stron IMAC na których znajdziemy poradniki, programy na 2020r, etc. http://www.mini-iac.org/ https://www.imaceurope.com/ POLECAM Naszą stronę na FB, aktualności, informację i dużo wiedzy! https://www.facebook.com/imacPoland/ Zapraszam do dyskusji i do zobaczenia na zawodach! #imac #imacPoland MINI Poradnik- Ustawienie modelu i nadajnika do akrobacji precyzyjnej.pdf Basic 2020.pdf Basic 2020 Omównie prograpu po ANG.pdf Latanie modelami akrobacyjnymi.pdf Aresti Dictionary.pdf Wykonywanie i Sędziowanie Akrobacji RC 2020.pdf
  13. 11 points
    Z początku myślałem, że to wątek naszego forumowego eksperta od incydentów Arka.Jednak ,krótka i dosłowna analiza to wyklucza .Samo życie ,po śląsku było by to " dupnoł żech sie na drągach".
  14. 11 points
    Pierwszy Karaś skończony i lata . Klka fotek dla tych którzy nie są na FB
  15. 11 points
    w tym dziale bo nie chce mi sie nowego tematu zakładac.....ehhhhhhh trochę nostalgicznie... My, urodzeni w latach ................tych, wszyscy byliśmy wychowywani przez rodziców patologicznych, "Na szczęście nasi starzy nie wiedzieli, że są patologicznymi rodzicami. My nie wiedzieliśmy, że jesteśmy patologicznymi dziećmi. W tej słodkiej niewiedzy przyszło nam spędzić nasz wiek dziecięcy. Wspominamy z nostalgią lata 80. Wszyscy należeliśmy do bandy osiedlowej i mogliśmy bawić się na licznych budowach. Gdy w stopę wbił się gwóźdź, matka go wyciągnęła i odkażała ranę fioletem. Następnego dnia znowu szliśmy się bawić na budowę. Matka nie drżała ze strachu, że się pozabijamy. Wiedziała, że pasek uczy zasad BHZ (Bezpieczeństwo i Higiena Zabawy). Nie chodziliśmy do prywatnego przedszkola. Rodzice nie martwili się, że będziemy opóźnieni w rozwoju. Uznawali, że wystarczy, jeśli zaczniemy się uczyć od zerówki. Nikt nie latał za nami z czapką, szalikiem i nie sprawdzał czy się spociliśmy. Z chorobami sezonowymi walczyła babcia. Do walki z grypą służył czosnek, miód, spirytus i pierzyna. Dzięki temu nie stwierdzano u nas zapalenia płuc czy anginy. Zresztą lekarz u nas nie bywał, zatem nie miał szans nic stwierdzić. Stwierdzała zawsze babcia. Dodam, że nikt nie wsadził babci do wariatkowa za raczenie dzieci spirytusem. Do lasu szliśmy, gdy mieliśmy na to ochotę. Jedliśmy jagody, na które wcześniej nasikały lisy i sarny. Mama nie bała się ze zje nas wilk, zarazimy się wścieklizną albo zginiemy. Skoro zaś tam doszliśmy, to i wrócimy. Oczywiście na czas. Powrót po bajce był nagradzany paskiem. Gdy sąsiad złapał nas na kradzieży jabłek, sam wymierzał nam karę. Sąsiad nie obrażał się o skradzione jabłka, a ojciec o zastąpienie go w obowiązkach wychowawczych. Ojciec z sąsiadem wypijali wieczorem piwo – jak zwykle. Nikt nie pomagał nam odrabiać lekcji, gdy już znaleźliśmy się w podstawówce. Rodzice stwierdzali, że skoro skończyli już szkołę, to nie muszą już do niej wracać. Latem jeździliśmy rowerami nad rzekę, nie pilnowali nas dorośli. Nikt nie utonął. Każdy potrafił pływać i nikt nie potrzebował specjalnych lekcji aby się tej sztuki nauczyć. Zimą któryś ojciec urządzał nam kulig starym fiatem, zawsze przyspieszał na zakrętach. Czasami sanki zahaczyły o drzewo lub płot. Wtedy spadaliśmy. Nikt nie płakał, chociaż wszyscy trochę się baliśmy. Dorośli nie wiedzieli, do czego służą kaski i ochraniacze. Siniaki i zadrapania były normalnym zjawiskiem. Szkolny pedagog nie wysyłał nas z tego powodu do psychologa rodzinnego. Nikt nas nie poinformował jak wybrać numer na policję (wtedy MO), żeby zakablować rodziców. Oczywiście, chętnie skorzystalibyśmy z tej wiedzy. Niestety, pasek był wtedy pomocą dydaktyczną, a Milicja zajmowała się sprawami dorosłych. Swoje sprawy załatwialiśmy regularną bijatyką w lasku. Rodzice trzymali się od tego z daleka. Nikt z tego powodu, nie trafiał do poprawczaka. W sobotę wieczorem zostawaliśmy sami w domu, rodzice szli do kina. Nie potrzebowano opiekunki. Po całym dniu spędzonym na dworze i tak szliśmy grzecznie spać. Pies łaził z nami – bez smyczy i kagańca. Srał gdzie chciał, nikt nie zwracał nam uwagi. Raz uwiązaliśmy psa na sznurku i poszliśmy z nim na spacer, udając szanowne państwo z pudelkiem. Ojciec powiązał nas później na sznurkach i też wyprowadził na spacer. Zwróciliśmy wolność psu, na zawsze. Mogliśmy dotykać inne zwierzęta. Nikt nie wiedział, co to są choroby odzwierzęce. Sikaliśmy na dworze. Zimą trzeba było sikać tyłem do wiatru, żeby się nie obsikać lub „tam” nie zaziębić. Każdy dzieciak to wiedział. Oczywiście nikt nie mył po tej czynności rąk. Stara sąsiadka, którą nazywaliśmy wiedźmą, goniła nas z laską. Ciągle chodziła na nas skarżyć. Rodzice nadal kazali się jej kłaniać, mówić Dzień Dobry i nosić za nią zakupy. Wszystkim starym wiedźmom musieliśmy mówić Dzień Dobry. A każdy dorosły miał prawo na nas to Dzień Dobry wymusić. Dziadek pozwalał nam zaciągnąć się swoją fajką. Potem się głośno śmiał, gdy powykrzywiały się nam gęby. Trzymaliśmy się z daleka od fajki dziadka. Za to potem robił nam bańki mydlane z dymem fajki w środku. Fajnie się dym później rozchodził po podłodze jak bańka pękła. Skakaliśmy z balkonu na odległość. Łomot spuścił nam sąsiad. Ojciec postawił mu piwo. Do szkoły chodziliśmy półtora kilometra piechotą. Ojciec twierdził, że mieszkamy zbyt blisko szkoły, on chodził pięć kilometrów. Musieliśmy znać tabliczkę mnożenia, pisać bezbłędnie (za 3 błędy nie zdawało się matury z polaka). Nikt nie znał pojęcia dysleksji, dysgrafii, dyskalkulii i kto wie jakiej tam jeszcze dys… Nikt nas nie odprowadzał. Każdy wiedział, że należy iść lewą stroną ulicy i nie wpaść pod samochód, bo będzie łomot. Współczuliśmy koledze z naprzeciwka, on codziennie musiał chodzić na lekcje pianina. Miał pięć lat. Rodzice byli oburzeni maltretowaniem dziecka w tym wieku. My również. Gotowaliśmy sobie obiady z deszczówki, piasku, trawy i sarnich bobków. Czasami próbowaliśmy to jeść. Jedliśmy też koks, szare mydło, Akron z apteki, gumy Donaldy, chleb masłem i solą, chleb ze śmietaną i cukrem, oranżadę do rozpuszczania oczywiście bez rozpuszczania, kredę, trawę, dziki rabarbar, mlecze, mszyce, gotowany bob, smażone kanie z lasu i pieczarki z łąki, podpłomyki, kartofle z parnika, surowe jajka, plastry słoniny, kwasiory/szczaw, kogel-mogel, lizaliśmy kwiatki od środka. Jak kogoś użarła przy tym pszczoła to pił 2 szklanki mleka i przykładał sobie zimną patelnię. Ojciec za pomocą gwoździa pokazał, co to jest prąd w gniazdku. To nam wystarczyło na całe życie. Czasami mogliśmy jeździć w bagażniku starego fiata, zwłaszcza gdy byliśmy zbyt umorusani, by siedzieć wewnątrz. Jak się ktoś skaleczył, to ranę polizał i przykładał liść babki. Jedliśmy niemyte owoce prosto z drzewa i piliśmy wodę ze strugi, ciepłe mleko prosto od krowy, kranówkę, czasami syropy na alkoholu za śmietnikiem żeby mama nie widziała, lizaliśmy zaparowane szyby w autobusie i poręcze w bloku. Nikt się nie brzydził, nikt się nie rozchorował, nikt nie umarł. Żarliśmy placek drożdżowy babci do nieprzytomności. Nikt nam nie liczył kalorii. Nikt nam nie mówił, że jesteśmy ślicznymi aniołkami. Dorośli wiedzieli, że dla nas, to wstyd. Nikt się nie bawił z babcią, opiekunką lub mamą. Od zabawy mieliśmy siebie nawzajem. Bawiliśmy się w klasy, podchody, chowanego, w dwa ognie, graliśmy w wojnę, w noża (oj krew się lała ), skakaliśmy z balkonu na kupę piachu, graliśmy w nogę, dziewczyny skakały w gumę, chłopaki też jak nikt nie widział. Oparzenia po opalaniu smarowaliśmy kefirem. Jak się głęboko skaleczyło to mama odkażała jodyną albo wodą utlenioną, szorowała ranę szczoteczką do zębów i przyklejała plaster. I tyle. Nikt nie umarł. W wannie kąpało się całe rodzeństwo na raz, później tata w tej samej wodzie. Też nikt nie umarł. Podręczniki szanowaliśmy i wpisywaliśmy na ostatniej stronie imię, nazwisko i rocznik. Im starsza książka tym lepiej. Jak się poskarżyłeś mamie na nauczyciela to jeszcze w łeb dostałeś. Jedyny czas przed telewizorem to dobranocka. Mieliśmy tylko kilka zasad do zapamiętania. Wszyscy takie same. Poza nimi, wolność była naszą własnością. Wychowywali nas sąsiedzi, stare wiedźmy, przypadkowi przechodnie, koledzy ze starszej klasy, pani na świetlicy albo woźna jak już świetlica była zamknięta. Nasze mamy rodziły nasze rodzeństwo normalnie, a po powrotcie ze szpitala nie przeżywały szoku poporodowego – codzienne obowiązki im na to nie pozwalały. Wszyscy przeżyliśmy, nikt nie trafił do więzienia. Nie wszyscy skończyli studia, ale każdy z nas zdobył zawód. Niektórzy pozakładali rodziny i wychowują swoje dzieci według zaleceń psychologów. Nie odważyli się zostać patologicznymi rodzicami. Dziś jesteśmy o wiele bardziej ucywilizowani. My, dzieci z naszego podwórka, kochamy rodziców za to, że wtedy jeszcze nie wiedzieli jak nas należy „dobrze” wychować. To dzięki nim spędziliśmy dzieciństwo bez ADHD, bakterii, psychologów, znudzonych opiekunek, żłobków, zamkniętych placów zabaw i lekcji baletu. A nam się wydawało, że wszystkiego nam zabraniają!" znalezione w sieci ps. a od siebie dodam....miałem to szczęście , że mieszkałem około 3 km od Lotniska Gocław...więc każdy wolny czas spędzałem wraz z moimi kolegami na tymże lotnisku...a działo się tam wiele i nikt nas, gówniarzy, z tego lotniska nie wywalał... na Gocławiu działało rownież Lotnicze Pogotowie Ratunkowe zatrudniajace pilotów, których nie chciały ( nie mogły) zatrudnić PLL "LOT" , a panom pilotom zbierało się czasem na wspomnienia , których słuchalismy z wypiekami na policzkach.....lotnictwo i to małe i to duże.....piekna sprawa mały update...na temat wspomnianego juz Lotniczego Pogotowia Ratunkowego Bogdan Act napisał ksiązkę opartą na faktach pt. Pomoc musi nadejść
  16. 11 points
    Tak więc budowa dobiegła końca, zostało kilka szczegółów jak np działka, ale to w między czasie jak zrobię to dorzucę do relacji, tym czasem wrzucam film z oblotu, który odbył się dzisiaj, model lata bardzo przyjemnie i przewidywalnie, po zbytnim zwolnieniu nie ma tendencji do przeciągnięcia, jedynie opusza łagodnie nos w dół. Film nie jest najlepszej jakości ale nie mam dostępu do niczego innego jak telefon komórkowy.
  17. 10 points
    Cześć Wszystkim Szybka relacja z budowy PZL 11 c z małego modelarza, powiększony do skali 1:10. Wydrukowany w kolorze, naklejony na podkład szary 5mm, prysniety sprayem bezbarwnym Części wycięte, wstępnie popasowane Budowa skrzydeł przebiegała nie bez problemów, oryginalny dźwigar nie mieścił się prze grubość pianki i trzeba było go troszkę zmniejszyć Przymiarka ze skrzydełkami i nabiera ksztaltu Pasowanie powerboxa I maseczka zalaminowana Podwozie i zastrzały już jakoś wyglądają Atrapa silnika I w całości na ta chwile Całość wazy 982g z pakietem 3s 2200mah, myśle ze w 1100g rtf napewno się zmieści zostalo kilka drobiazgów: kolpak, karabiny które będą pełniły funkcje mocowania powerboxa, chłodnica, dokończyć kokpit i pilot Zapomniałem na początku dodać ze 11stke buduje moj Tata i mega mu to wychodzi zreszta sami widzicie
  18. 10 points
    Czołgiem Panowie Udało mi się dziś oblatać coś takiego: Czujne oko, obeznane z rynkiem szybowcowym rozpozna raczej od razu - jest to produkcja ArtHobby. Jednak, tym razem jest z pewną znaczącą różnicą, którą najlepiej widać na rysunku: Czyli jest to pierwszy model od ArtHobby zaprojektowany przeze mnie I nie powiem - jestem z tego układu zadowolony, bo jak bardzo bym nie lubił projektować wyczynowych modeli, to jednak grono ich odbiorców jest mocno ograniczone. A ArtHobby zasięgi ma zdecydowanie większe, bo i półka cenowa jest, jak i modele prostsze w obyciu. Sam zaś model powstał jako odpowiedź na to co mnie dręczyło w większości modeli z ArtHobby. Tzn. Pan Jasiński lubował się w konstrukcjach powolnych, majestatycznych itp. Ja tego podejścia nie uznaje - każdy szybowiec, czy to termiczny, czy zboczowy, czy all-arounder ma mieć zakres prędkości, choćby po to, żeby dolecieć do termiki. I stąd wynika konstrukcja tego modelu - pełna mechanizacja płata, profil przystosowany pod aktywną pracę klapami (czyli współpracuję z kompletem miksów), szeroki użyteczny zakres klap i profil który bez wychylonych klap jest w ustawieniu prędkościowym (zresztą - na rysunku macie nastawy klap) Celem było stworzenie modelu który jest i szybki na przelocie i powolny w krążeniu. I na tę chwilę wiele wskazuje, że założenia udało się wykonać. Tzn. odkąd prototyp powstał to najbardziej lotna pogoda była dziś. Więc oblot odbył się wietrze rzędu 12m/s z porywami do 18m/s. Innymi słowy wrony już chodzą piechotą, a tym modelem spokojnie mogłem polatać sobie podstawową akrobację szybowcową i nawet wykręcić jedną termikę. I to mimo niskiej wagi (coś koło 600g do lotu) I to wszystko z ŚC wyznaczonym na zasadzie "wrzuć pakiet w kadłub i rzuć model w zboże " . Przyznam się szczerze, że dawno mi żaden fornirzak tyle frajdy nie sprawił i nie mogę się doczekać na pogodę która pozwoli na porządną regulację i porządne wlatanie się model. I na tym póki co współpraca z AH mi się nie kończy, mam dalej sięgające plany. Nasz następny wspólny projekcik, to będzie model dedykowany do F5J. I tam planuje więcej pozmieniać niż skrzydła i aerodynamika. F5Jtka powinna mieć sporo zmian już na poziomie technologicznym, z nowym bardziej smukłym kadłubem, inną technologią wykonywania stateczników, czy inną belką ogonową. Oczywiście - cena wciąż jest ważna, więc skrzydła pozostaną jako styro-fornir. Ale na zawody będzie się już nadawać
  19. 10 points
  20. 10 points
    Ten dzień można już zapisać do historii. Wodowanie i pierwsze pływanie na szerokiej wodzie. Sprzęt przed rozpakowaniem. W trakcie przygotowania do pływania, baterie podłączone. Jeszcze Szyper do sterówki.... Jeszcze w skrzyni.... Stanowisko przed wodowaniem.... Szelki się spisały wzorowo. Zarówno przy wodowaniu jak i wyciąganiu z wody. Dzięki wężykom silikonowym, szelki bez problemu toną. Jednak czuć wagę modelu. Jest... i już na wodzie...... Klapy na maszynowni zdjąłem, gdyż nie są jeszcze przyklejone i miałem obawy czy wiatr ich nie zwieje. Jednak trochę wiało. Teraz aparatura w ręce i można pływać.... Kilka ciekawszych zdjęć. Pływanie na pierwszym biegu, manetka wychylona na 80 procent. Takie obroty dają właściwe zachowanie modelu, no i widać, że płynie jak prawdziwy holownik. Czyli obroty prawdopodobnie około 1000-1200.... Budowniczy w akcji.... Udało się wypłynąć.... Maksymalnie na pierwszym biegu czyli obroty 1400 .... Teraz szaleństwo na drugim biegu i obroty max 4000.... trochę obrazu ruchomego... Moje refleksje. Żadnych zniszczeń i nic nie odpadło - tego się obawiałem najbardziej. Blisko dwie godziny pływania na podwójnym pakiecie Li-Po 7.4V. Maksymalna zanotowana temperatura silnika to 48°C. Raz uderzenie w nabrzeże uratował odbijacz dziobowy, a drugim razem kolega zdążył wyhamować Atlasa ręką - ufff - było groźnie. Woda nie dostała się do kadłuba - też duży sukces. Nic nie wplątało się w śrubą, a pontonu nie miałem. Ilość prób rozłożenia balastu okazała się jednak nie wystarczająca. Kontynuacja następnym razem. Jednak trzeba zarezerwować dobre pół dnia na zabawę i wybrać trochę cieplejszy dzień.
  21. 10 points
    Dziś praktycznie skończyłem malować i nie mogłem sobie odmówić żeby zobaczyć końcowy efekt w dziennym świetle. Teraz już dużymi krokami do przodu i może w czerwcu uda się go wypróbować w powietrzu.
  22. 10 points
    Można już nacieszyć się widokiem.... Jeszcze muszę zrobić hak holowniczy i zamocować węże na burcie. Wesołych i zdrowych Świąt Wielkanocnych.
  23. 10 points
    Może tak trochę obok tematu głównego, myślę że inni mi wybaczą tę wypowiedź. Powiem tak, nie ważne czy Michaś jest klaunem klasowym, dla mnie ( jako ojca nastolatka ) fajnym jest, że Michaś wybiega poza gry komputerowe i smartfona w "ręcach". Michaś jeśli jesteś tu tylko z nudów, to mam nadzieję, że jednak zabawisz na dłużej i coś stąd wyniesiesz. Nie musi to być od razu zbudowany i latający model, wystarczy że nabędziesz trochę innej wiedzy, trochę innych problemów, wybiegających poza "gry i smarfona". To już będzie dużo. Czytaj "chłopie", jak najwięcej czytaj, pytaj, buduj i nie zrażaj się. Bądź sobą i nie pędź za "stadem baranów" wpatrzonych w ekrany telefonów. Jeśli stwierdzisz, że jednak modelarstwo nie jest dla Ciebie, zacznij zbierać znaczki, budować domki z zapałek, może zajmij się programowaniem robotów, grą w szachy, ale nie pędź za "stadem baranów". Sam fakt, że masz jakieś zainteresowania to już jest bardzo dużo.Nie poddawaj się , nie zrażaj, szukaj swojej drogi wbrew innym. I pamiętaj , że naprawdę "fajne laski" szukają "fajnych facetów", a nie "baranów". Trzymam za Ciebie kciuki chłopie.
  24. 10 points
    My będziemy mieć jedne z najbardziej liberalnych przepisów w UE. Jestem po spotkaniu w ULC i prace legislacyjne dobiegają końca. Pokrótce napiszę co i jak. 1. Od lipca b.r. rozpoczyna się obowiązywanie nowych przepisów - rozpoczyna się bo okres przejściowy będzie trwał 1 rok - do lipca 2021. 2. My modelarze zostaliśmy potraktowanie całkowicie wyjątkowo - otrzymaliśmy możliwość uzyskania szczególnych warunków dostępu do przestrzeni powietrznej. Będziemy mogli latać w zasięgu wzroku bez ustalonych limitów wysokości czy odległości. Nie będzie nas obowiązywać ograniczenie klasy open C3 i C4. 3. Przestrzeń powietrzna zostanie podzielona na 4 strefy, które będzie można zidentyfikować np. aplikacji PansaUTM (zbliżonej do DroneRadar). Będą to następujące rodzaje.: G - przestrzeń ogólnie wykonywanych lotów Przestrzeń typu Prohibited - wymagana zgoda zarządzającego Przestrzeń typu Limited - ograniczone warunki korzystania, nie trzeba zgody zarządzajacego Przestrzeń typu Informacyjnego - należy zapoznać się z informacją o warunkach korzystania z przestrzeni 4. Jedynym sposobem, żeby być potraktowanym jako modelarz jest członkostwo w klubie lub stowarzyszeniu modelarskim, które to stowarzyszenie (STO) zgłosi się do ULC o wydanie takich szczególnych warunków. 5. Co ciekawe nie będzie to zgłoszenie zawierające info n/t miejsca wykonywania lotów a jedynie informację o stowarzyszeniu(STO) 6. To STO gwarantuje niejako że jego członkowie są przeszkoleni i stosują się do zasad bezpieczeństwa. Szkolenia w STO muszą być wykonywane cyklicznie a dokumentacja z tych szkoleń przechowywana przez STO. 7. Tutaj też zakończy się odpowiedzialność STO za modelarza - STO zapewnia szkolenia 8. Modelarz - członek STO - jest przeszkolonym użytkownikiem przestrzeni powietrznej który bierze osobistą odpowiedzialność za swoje czyny. 9. Każdy operator statku powietrznego musi posiadać numer identyfikacyjny nadawany przez ULC po odbyciu szkolenia on-line lub po zgłoszeniu przez STO jako grupę użytkowników. Numery prawdopodobnie będą indywidualne lub charakterystyczne dla grupy reprezentowanej przez STO. 10. Prawdopodobny jest również obowiązek umieszczania tego numeru na każdym statku powietrznym 11. Każdy operator musi posiadać ubezpieczenie OC - tutaj ważne ULC czeka na propozycję jakie ubezpieczenia będą minimalne - Trzeba zgłosić w ramach konsultacji propozycję minimalnego wymaganego ubezpieczenia OC (wielkość S.D.R) - jeśli macie polisy to piszcie - czasu jest mało 12. Każdy członek STO otrzyma identyfikator - jego wielkość będzie zależeć od STO a i informacje na nimj zawarte ULC określi. Będą one podobne do ogólnych potwierdzeń odbycia szkolenia online które wyda w pdf ULC każdemu kto to szkolenie odbędzie z tą różnicą, że będzie zwierać numer zezwolenia ULC dla STO. Organy kontrolujące będą odsyłane do ULC w celu weryfikacji tego numeru. 13. Zezwolenia dla STO będą wydawane bezterminowo. 14. W STO nie będzie limitu wieku 14 lat tak jak w klasie open (tam jest ze względów prawnych 14 lat) - będzie to regulował statut 15. Pytaliśmy też o pierwszeństwo w użytkowaniu przestrzeni powietrznej dla General Aviations i zostaliśmy zapewnieni, że jesteśmy pełnoprawnym użytkownikiem przestrzeni powietrznej i np. w sprawie sąsiadującego z nami lądowiska,okazało się, że należy najlepiej porozumieć się aby np. wykonując loty u nas grzecznościowo zgłosić to na wieży u "sąsiadów". Lądowiska nie będą miały możliwości zarządzania przestrzenią wokół swojej lokalizacji i tym samy nie będzie można ... zabronić nam lotów. 16. Rodzaj stowarzyszenia akceptowany przez ULC : stowarzyszenie zwykłe (do potwierdzenia), klub sportowy, lub stowarzyszenie rejestrowe (KRS) 17. W przepisach został uwzględniony główny postulat modelarzy - otóż modelarze nie powodują zagrożeń (np. dla ruchu lotniczego, przez dziesiątki lat byli grupą "uświadomionych użytkowników przestrzeni powietrznej" i nie ma powodu, żeby ich "wylewać z kąpielą" - O ile pamiętam to na tym opierał się cały front obrony EMFU i EASA to uwzględniła dając narodowym urzędom możliwość tworzenia warunków modelarskich. Celem weryfikacji "who is who" istnieje konieczność stowarzyszania się. 19. Dla czujących niechęć do stowarzyszania się ULC przygotował klasę open z limitami a dla dzieci kupujących drony pozostałe klasy. Nie ma specjalnego sensu tego poruszać ale większość informacji jest tu https://www.ulc.gov.pl/pl/drony/wdrazanie-przepisow-ue/4718-informacje-ogolne 20. Rakiety nie są objęte tymi przepisami
  25. 10 points
    "1 Czy stroma ścieżka podejścia kłóci się z ustabilizowanym podejściem - raczej nie. " To się zasadniczo kłóci ze stabilizacją podejścia, bo zawęża margines bezpieczeństwa. Im większa prędkość w poziomie i w pionie, tym mniej czasu na reakcję, ziemia zbliża się szybciej, pilotaż staje się bardziej nerwowy, jak wszystko co robimy pod presją czasu. Idealne warunki do nerwowego kontrowania i grubszego błędu. "...w lotnictwie (...) lepiej zbliżać się do ziemi z mniejszą prędkością opadania samolotem komunikacyjnym, w sytuacjach krytycznych daje to więcej czasu na reakcję. (...) w modelu (...) przy stromej ścieżce podejścia przez całą drogę będziemy wyżej a tym samym damy sobie większe szansę na naprawienie błędu , wyprowadzenie z przeciągnięcia itd." Czyli początkujący modelarz zdany tylko na wzrokową ocenę wysokości powinien schodzić bardziej stromo (z wielokrotnie większą prędkością niż prawdziwy samolot zbliżając się do ziemi), a pilot mający czułe instrumenty w tym własny tyłek i brzuch powinien schodzić wolno, bo jego maszyna ma wyższą doskonałość? Oczywiście mechanizacji skrzydła, pomagającej wytracić prędkość, owa doskonałość (dająca większa skuteczność) nie dotyczy, bo po co. "2 (...) Duże warbirdy pilotuje się znacznie łatwiej, są znacznie bardziej przewidywalne i mogą podchodzić do lądowania (z uwzględnieniem skali) znacznie wolniej od mniejszego modelu. Ogólnie czym większy model tym lepiej lata." Samolot komunikacyjny jest jeszcze większy od "dużego warbirda" i jeszcze lepiej lata, a i tak schodzi zazwyczaj powoli i po długiej ścieżce. Za to mały model, gorzej latający, mniej odporny na błędy i prowadzony niezawodną ręką początkującego modelarza powinien schodzić stromo. Ja pitolę. Niestety powyżej mamy kolejne przykłady dziwnych stwierdzeń i błędnego poskładania w całość niemałej wiedzy, napędzanych próżnością, parciem na szkło i totalną impregnacją na krytykę. =================================================================================================================================== Drogi początkujący modelarzu! W trosce o Ciebie, Twój model, kasę Twoją lub Twoich rodziców, bezpieczeństwo osób postronnych i ich mienia oraz szczęśliwą przyszłość Twojego hobby, pozwolę sobie zasugerować kilka rzeczy przed pierwszy startem i lądowaniem, mających ścisły związek z wyborem ścieżki podejścia - jej długości i nachylenia, z naciskiem (moim:) ), by była ona, ogólnie mówiąc, raczej dłuższa niż krótsza i bardziej płaska niż bardziej stroma. Wszystko, co poniżej, nie jest przepisem na ciasto, które nie wyjdzie przy jakimkolwiek odstępstwie. Przepis przemyśl i dopasuj do możliwości i potrzeb. Kieruj się też własnymi odczuciami lub korzystaj z podpowiedzi doświadczonego kolegi na miejscu. Przy starcie stań tam gdzie Ci wygodnie obserwować model. Jeśli staniesz za modelem, dobrze by było, aby po starcie ktoś pomógł Ci się wycofać z pasa, na którym zaraz będziesz lądował. Wycofaj się na pozycję, z której wygodnie Ci obserwować model, gdy po pierwszym kółku będzie dolatywał do pasa. Przed pierwszym lądowaniem, na podejściu do niego (najlepiej tuż po wytrymowaniu) zrób podejście (podejścia) do niskiego przelotu nad pasem. Bez prób lądowania. Podejście zacznij w odległości od pasa i na wysokości, które dadzą Ci komfort obserwowania modelu i poczucie kontroli. Im dalej tym model mniejszy, ale więcej czasu na ustabilizowanie podejścia. Ty decydujesz. Jak nie wyjdzie - powtórz. Jeśli dobrze Ci idzie, wypoziomuj lot na prostej jak najwcześniej potrafisz i dolatując do progu pasa stopniowo zmniejszaj prędkość, tylko na tyle, by uzyskać łagodne opadanie w dolocie do pasa i nad nim. Każda próba podejścia jest przerywana (w wybranym momencie i miejscu nad pasem) zatrzymaniem opadania przez płynne dodanie gazu (z ew. lekkim zaciągnięciem drążka). Ilość podejść (prób) powinna być wynikiem Twoich odczuć oraz, niestety, zapasem energii w baterii Jeśli idzie Ci dobrze, kolejne podejście/a rozpocznij wcześniej/na mniejszej wysokości. Możesz też zacząć na dotychczasowej wysokości i delikatnie oddać drążek przyspieszając opadanie - wybierz tą procedurę, która daje Ci większą pewność i kontrolę. Staraj się zrobić tak, by model przeleciał nad progiem pasa niżej niż dotychczas, tak jakbyś kontynuując to opadanie chciał dotknąć pasa powiedzmy nie dalej niż w połowie jego długości. Lądowanie wykonaj, gdy opadający na podejściu model będzie celował "w pas". Trudno określić do końca co to oznacza. Możesz zdać się na wyczucie. Gdybym miał to określić, próbowałbym zakończyć lądowaniem to podejście z opadaniem, podczas którego model zmierza w odcinek pasa bezpiecznie za progiem, a przed połową jego długości. Jeśli chcesz przy pierwszym lądowaniu skorzystać z klap, sugeruję wykonanie jednego przelotu nad pasem na bezpiecznej wysokości w próbnym wypuszczeniem klap dla sprawdzenia jak model reaguje. Przy podejściu z użyciem klap sugerowałbym je wypuścić na prostej do pasa, po ustabilizowaniu lotu poziomego, przed ujęciem gazu. Samo przyziemienie może odbywać się na różne sposoby. Ja tu bardziej chciałem pokazać, jak można ćwiczyć podejście z zachowaniem sporych marginesów bezpieczeństwa, z łagodnym schodzeniem po odpowiednio długiej ścieżce, dającej komfort nie piszącemu, ale modelarzowi. I jeszcze parę uwag (wszystkie opcjonalnie, wg potrzeb i możliwości): Poćwicz na symulatorze. Zaproś do asysty doświadczonego kolegę. Nie zabieraj "zainteresowanych życzliwych kibiców". Może next time. Wybierz bezwietrzną pogodę i odpowiednią ilość czasu. Unikaj pośpiechu. Wybierz lotnisko z jak najdłuższym i jak najszerszym pasem, bez przeszkód na podejściu. Podkreślam szerokość, bo łatwo się skupić tylko na długości a wąski pas potrafi zestresować. Czasem warto zrobić 50-100km by dojechać na fajne lotnisko ze wsparciem modelarzy i mieć spokojną głowę, niż rozp....ć model na łące za domem. Jeśli odbywają się loty, daj sobie chwilę na obserwację innych na podejściu. Poproś kogoś, czy może wykonać swoim modelem start i podejście z lądowaniem. To Ci da obraz i świadomość przestrzeni w danym miejscu. Jeśli nie ma takiej możliwości, wyobraź sobie w locie trasę modelu. Ogólnie polecam ćwiczenie latania w wyobraźni - wizualizacja jest niedoceniana a daje świetne efekty. Przejdź się po pasie, sprawdź jego stan. Wybierz i najlepiej zaznacz połowę długości pasa lub miejsce, w którym chciałbyś przyziemić (kartka papieru na poboczu, rozsypana na pasie mąka). Zaznacz próg pasa, najlepiej na środku jego szerokości. Staraj się przelatywać nad nim, czyli w osi pasa. Zadbaj o swój komfort i bezpieczeństwo - jeśli obserwatorzy (gapie) rozpraszają Cię uwagami, gadaniem - zwróć uwagę. Szczególnie w momencie startu i lądowania. Zrób przynajmniej 1-2 próbne podejścia, daj sobie czas (pamiętając o wydajności baterii/ilości paliwa; warto zainstalować buzzer - sygnalizator spadku napięcia) Im lżejszy będzie Twój model, tym lepiej.
  26. 9 points
    Witajcie. Chciałbym przedstawić mój najnowszy model jakim jest PZL TS-8 Bies. Dawno nie budowałem żadnej polskiej konstrukcji, a Bies chodził za mną od dawna stąd ten wybór. Na początek powstał model i wizualizacja 3D. Model wyciąłem z EPP. Rozpiętość około 95cm. Silnik 180W, 1400KV Profil skrzydła zastosowałem oryginalny czyli NACA 23012. Nie mam zdjęć z budowy, ale zapraszam na film, w którym przedstawiłem model i opowiedziałem nieco o historii Biesa. Modelu jeszcze nie oblatałem, pewnie wybiorę się go sprawdzić w najbliższych dniach. Relacją z lotów oczywiście też się podzielę. Pozdrawiam.
  27. 9 points
    Dla tych co przegapili: https://vod.tvp.pl/video/bylo-nie-minelo,26102020-1650,50196184
  28. 9 points
    Witam serdecznie wszystkich modelarsko zakręconych ! Wprawdzie zupełnie nie nadaję się do elektronicznego sposobu komunikowania, ale - obiecałem Markowi Rokowskiemu, że podzielę się sposobem mojej interpretacji jego modelu PZL 130 Orlik. Mam cichą nadzieję, że zaakceptujecie moją ponowną obecność na Forum, a w relacji z budowy tego wspaniałego modelu ktoś znajdzie inspirację do swoich rozwiązań. Pozdrawiam - Jurek
  29. 9 points
    V Pomorskie Zawody Makiet Szybowców - dzień pierwszy widziany okiem mojego aparatu.
  30. 9 points
    Najmłodsze "dziecko" z Krakowskiej wytwórni płatowców RH czyli Iryda I-22 żywica 1:48 Lukgraph taki ekspresowy projekt 5-cio dniowy
  31. 9 points
    Zanim koledzy zaczną wieszać na mnie psy za "Antywarsztat" proszę zrozumieć, ze ta metoda przeznaczona jest dla tych co z różnych powodów nie decydują się na zbudowanie ramki i innych takich gadżetów do obkurczania PET. Zrobiłem taki foto poradnik jak ja wykonuję owiewki z butelki PET, metodą "chałupniczą". Metoda w założeniu miała być prosta i nie angażująca niepotrzebnych zasobów. Można tak uzyskać całkiem znośne lub dobre owiewki do samolotów. Oczywiście jak wykonujemy makietę to trzeba wybrać lepszą metodę, ta wystarczy do prostych modeli. w pierwszej kolejności wykonujemy model kabiny z warstw pianki. Oszlifowany model pokrywamy włóknem szklanym i żywicą. Minimum dwie warstwy. Szlifujemy do uzyskania pożądanej gładkości. Robert, proponuje jeszcze szpachel samochodowy w celu uzyskania gładzi. Jestem za. Jak zrobisz model z balsy będzie łatwiej. Laminat jest po to aby się pianka nie zapadła w wyniku działania ciepła. Model wkładamy w butelkę i dociskamy jakąś deską. Ważne żeby butelka owinęła się wokół modelu. Całość włożona "na wcisk". Deskę mocujemy ściskami do stołu. Ten pilnik jest tam do naciągania materiału w czasie kurczenia. Wiem, można zastosować coś innego ale ja miałem pilnik Sorki. Opalarką nagrzewamy butelkę. Trzymamy ją ok 2-5cm z dala od butelki. Ogrzewamy dość szybko unikając długiego trzymania w jednym miejscu. Jest to ważne żeby nie zagrzać modelu pod spodem bo się zapadnie. Mimo to jak zauważycie, można zagrzać butelkę PET wystarczająco mocno aby wygładziły się złamania i zagięcia materiału. Starami się obkurczać równomiernie z każdej strony. Obkurczamy całą butelkę na modelu i desce. Markerem niezmywalnym zaznaczamy krawędź końca modelu. Czyli dolną linię owiewki. Teraz wystarczy wyciągnąć deskę i odciąć model. Gotowe. Reszta na modelu.
  32. 9 points
    Kolejne 2 połówki sekcji nr 8 wydrukowane i sklejone. Proces wygląda na powtarzalny i dający zadowalający efekt. Turbina przyszła (jeszcze nie zrobiłem unboxingu). Pakiety są. Serwa hs85 od Leszka tez juz w drodze. Wczoraj przyszedł węgiel 1,5mm. I dla zobrazowania jak duży będzie model poprosiłem syna aby zrobił fotkę ( to dopiero połowa kadłuba, a mi się trochę zarosło przez całe to siedzenie w domu).
  33. 9 points
    Witajcie. Wywołano mnie , a raczej Jarek mnie wywołał, a Bogdan wspominał telefonicznie. Więc. Fakt mało się udzielam od dwóch, prawie trzech lat - jakieś tam problemy zdrowotne, które mocno wpłynęły na moje życie modelarskie, które ostatnio ograniczone jest do latania halowego, budowania czołgów 1:35 i ...... pisania na nowo od podstaw swojej strony. Ale powoli powracam, na nowo przemeblowałem, przerobiłem modelarnie i mam zamiar wrócić do "ukochanego zielonego paskudztwa", oraz rozpoczętych onegdaj projektów. Mam nadzieje, że za jakiś czas wskoczę tu "na nowo" Pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie.
  34. 9 points
    Ech Kamyś (tak Kamyś, nie obchodzi mnie ile jesteś starszy, na uszko mógłbym Ci wyszeptać jeszcze czulej), Ty dalej rzucasz te swoje przepełnione ignorancją brednie... Zamiast zastanowić się co się dzieje i z czego to wynika, to znalazłeś sobie najprostszego kozła ofiarnego. Żadnych niuansów, żadnych niejasności, dla Ciebie sprawa jest oczywista, bo najwyraźniej kiedyś było lepiej. A prawda jak zwykle jest bardziej złożona niż jedno zdanie. Zacznijmy od podstaw - jest bardzo mało prawdopodobne , że obecne zmiany w przepisach mają wynikać z problemu bezpieczeństwa. Tak naprawdę szukałbym tu lobbingu korporacyjnego (Amazon i DHL, głównie). Kolejną kwestią jest to, że obecnie informację rozchodzą się dużo, dużo szybciej. A gwarantuje Ci, że to bardzo łatwy temat, bo ludzie robiący głupie rzeczy sami jeszcze dostarczą materiału video. Gdyby za "moich czasów" (czyli przełom lat 90tych i 00) ktoś kręcił wyczyny moje i kolegów z modelarni, to była by to dużo lepsza pożywka niż filmy z dronami. A czy mi dziś głupio z powodu tych wyczynów, pokroju używania bloku mieszkalnego jako zbocza? Pewnie, że głupio, ale jak ma się wczesne naście lat to świat wygląda inaczej. No i incydentów z bezpilotowcami jest mniej niż z małym lotnictwem, tego też chcesz zakazać Kolejną rzeczą której nie zauważasz, to to, że teraz latanie czymkolwiek jest daleko bardziej popularne, niż kiedykolwiek indziej. Stało się tanie, łatwo dostępne i przede wszystkim atrakcyjne. Tak naprawdę nie słyszy się o wyczynach ludzi z modelami FPV własnej produkcji, quadami freestyle'owymi itp. Słyszy się jedynie o rzeczach kupowanych na gotowo. I to jest powód dla którego tyle się o tym nie mówi na forach FPV, jak ktoś już na forum FPV wszedł, to wie co jest głupie i zwyczajnie zachowuje się rozsądniej. I tu pojawia się pytanie co zrobić z kupowaniem zabawek które mogą latać. Moim zdaniem na pewno nie zakazywać. Należy EDUKOWAĆ, powszechnie. I teraz Kamysiu zauważ jedną rzecz. Jak zakażesz FPV, to nie spowoduje to, że ludzie przestaną się tym zajmować, bo nie tak działają ludzie. Spowodujesz jedynie, że wiedza o tym co jest bezpieczne, a co nie jest bezpieczne zostanie głęboko zakopana jako nielegalna, gdzieś obok przepisów na amfetaminę. Tyle, że amfetaminę dalej się robi, zakazanie nie pomogło... Kolejna rzecz, wcale nie trzeba: Bo gdybym miał ochotę zawieźć coś w jakieś miejsce, to spokojnie wystarczyłaby mi telemetria Graupnera i antena kierunkowa do WIFi. Tego też będziesz zakazywać? A to, że Ty nie wiesz jak, to już Twój problem, wystarczy znać się lepiej. Analogicznie wygląda kwestia zakazywania waypointowania po GPSie. To jest coś co zmontuje w domu każdy kto potrafi trzymać lutownicę. Zakazanie nic pomoże. No i na koniec perełka. F3F też należy zakazać po ostatnim wypadku śmiertelnym? A może mamy zakazać samochodów? Od tego dopiero ludzie giną, jakby jeździli rowerami to byłoby bezpieczniej. Zmierzam generalnie do tego, że znalazłeś sobie prostackiego kozła ofiarnego. Nie poświeciłeś 5min myślenia nad zjawiskiem, czy problemem, Ty już od razu wiesz co jest złe, bo się na tym nie znasz i nie rozumiesz. Pod tym względem nie różnisz się od innych starych dziadów, którzy jedyne co robią to narzekają jak to kiedyś było lepiej. Takie pełne kółko, jak dziecko co nie chce, bo nie lubi. A prawda jest taka jak zawsze. Nie powinno Cię obchodzić Cię czy ktoś lata FPV, czy lata F3F, czy lata F3F za pomocą FPV (latałem, fajna zabawa. Polecam, może zrozumiesz co ludzie w tym widzą), tak jak nie powinno Cię obchodzić czy osoba latająca jest różowa, niewierząca i arsseksualna. Powinno Cię obchodzić czy robi to bezpiecznie i z poszanowaniem dla innych. Tak długo jak latamy bezpiecznie, tak długo jesteśmy jednym frontem których łączy wspólna pasja i który razem powinien pomagać sobie w odnalezieniu się w nowej sytuacji prawnej w której się niedługo znajdziemy. A jeśli dalej będziesz pozbawionym empatii, szowinistą tak dalej będę Cię nazywał Kamysiem. Chcesz szacunku ode mnie, to szanuj innych (i nie mów, ze nie chcesz, inaczej Kamyś by Ci nie przeszkadzał). A co do wypowiedzi Latacza... To samo, znalzłeś sobie kozła ofiarnego. Ale najzabawniejsze jest to, że pamiętam jeszcze dyskusje na temat elektryków, które wyglądały dokładnie tak samo. Jeszcze na preclu ludzi się żarli o to jak nic nie trzeba umieć, żeby latać elektrykami i jakie to stanowi zagrożenie.
  35. 9 points
    O zachowaniu PA-23 masz tu: https://www.aviationconsumer.com/aircraftreviews/piper-pa-23-apache-aztec/ - konkretnie: "One idiosyncrasy that will present itself to the transitioning pilot is the tendency of pre-1976 models to pitch up strenuously when flaps are lowered. In 1966,". I np. tu: https://www.aopa.org/go-fly/aircraft-and-ownership/aircraft-fact-sheets/piper-aztec - "The last Aztec, the F, was built from 1976 through 1981 and sported squared-off wing tips and a rectangular stabilator. An automatic flaps-to- stabilator-trim interconnect was added to counteract the airplane's only bad habit — its characteristic pitch-up as flaps are deployed. Pilots didn't like the new stabilator, though, and Piper returned to the traditional one in 1980." Z kolei fajnym opracowaniem o zmianach stabilności podłużnej płatowca w związku z działaniem klap jest to: https://repository.lib.fit.edu/bitstream/handle/11141/873/Bernard%2C Tiziano%2C Flight test ....pdf?sequence=1&isAllowed=y Jest to dosyć długa i szczegółowa praca naukowa, ale polecałbym zapoznać się chociaż z jej końcowym rozdziałem: "Consequences of Wing Downwash on Horizontal Tail ." zaczynającym się na str. 120. (będzie to istotne w dalszej części mojego przydługawego wywodu). Czytałem kiedyś fajny artykuł o całej rodzinie PA-23, gdzie szczegółowo było omówione poszczególne modele, łącznie z ich rzutami, omówieniem różnic w konstrukcji i tego jak one wpływały na zachowanie samolotu podczas lotu, stąd właśnie zapamiętałem, że Aztec zadzierał na klapach, ale w tym momencie ni du du nie potrafię go znaleźć, ani w sieci, ani u siebie na półce, być może jeszcze się uda, to wtedy wrzucę tu skany. Teraz powiem coś co być może Cię zaskoczy: Co prawda wskazałem przykłady konstrukcji, które przeczą zasadzie "każdy dolnopłat opuszcza nos na klapach" (a do głowy przychodzą mi jeszcze inne - DC-8 np.), ale w przypadku "dużego lotnictwa" są one rzadsze niż okapi. I jedynie rzetelność wstrzymuje przed takim generalizowaniem i nakazuje pisać "zasadniczo każdy", "większość" itd. Zupełnie inaczej rzecz ma się jednak w przypadku modelarstwa lotniczego. Bo popatrz: z tym wątkiem zapoznało się - ile? - kilkadziesiąt - maksimum kilkuset osób, a jednak pojawiły dwa przypadki modeli dolnopłatów zadzierających na klapach. Zanim wyjaśnię dlaczego tak jest, najpierw małe zastrzeżenie: Rzeczy, które teraz będę pisał są w gruncie rzeczy dosyć oczywiste i według mnie powinny być doskonale znane każdemu, kto zajmuje się modelarstwem lotniczym dłużej niż rok - dwa. I cóż, nieco głupio się czuję wypisując takie oczywistości, niemniej jednak uważam, że żeby zakończyć tę dyskusję, po prostu należy to zrobić. Dlatego też uprzejmie uprasza się o to, by pochopie nie zaliczać piszącego do szacownego grona gospodyń wiejskich No to teraz jedziemy: W aerodynamice występuje "efekt skali". W ogromnym uproszczeniu polega on na tym, że dany profil lotniczy ma najlepsze właściwości dla ściśle określonego zakresu liczb Reynoldsa. Oznacza to, że profil, który ma dobre właściwości dla dużych liczb Re (duże lotnictwo, duża cięciwa profilu, duże prędkości opływu), nie będzie się nimi charakteryzował dla liczb Reynolds o rzędy wielkości niższych ( modelarstwo lotnicze, mała cięciwa profilu, małe prędkości opływu). (Znacznie więcej o liczbie Re znajdziesz tu: https://pfmrc.eu/topic/59972-tajemnica-liczby-reynoldsa-przepływ-laminarny-przepływ-turbulentny/ a w dodatku świetnie, przystępnie opisane). W konsekwencji - jeśli ktoś by wziął i pomniejszył takiego Spitfire ośmiokrotnie - to najprawdopodobniej otrzymałby nielota, lub też, gdyby zgodnie z zasadą: "i drzwi od stodoły polecą, jeśli da się mocny silnik", dał tam bardzo mocny napęd - otrzymałby model ekstremalnie trudny w pilotażu. Musisz zdawać sobie sprawę z tego, że mimo, iż Twój model wygląda na pierwszy rzut oka, jak miniaturowy Spit, to jednak, co do aerodynamiki - został zaprojektowany od zera. Wzięto ogólny schemat (dolnopłat, skrzydło z obrysem eliptycznym, spory wznios), a potem dobrano profil, ustalono wielkość i położenie stateczników, kształt i wielkość powierzchni sterowych, kąty itd. itd. itd. A każda z tych wielu decyzji ma swoje konsekwencje w tym, jak się model będzie zachowywał w locie. I teraz coś zaskakującego: w większości przypadków priorytetem projektanta nie jest bynajmniej wierne odtworzenie właściwości pilotażowych maszyny, której model projektuje. Raczej zależy mu na tym, by model był przyjazny; sprawiał radość z latania i był łatwy w pilotażu. Sporo wysiłku się wkłada to, żeby usunąć "wredne" cechy oryginału. Szczególnie znani z takiego "dosładzania" modeli są producenci "gotowców". No i ma to sens z biznesowego punktu widzenia, bo kto kupi kolejny model producenta, po tym, jak poprzedni rozbił się po przeciągnięciu w prostym zakręcie? Faktycznie jest grupa modeli, gdzie liczy się to, czy model lata tak sam jako oryginał - czyli makiety i półmakiety. Ale, szczerze powiedziawszy, to żaden z twoich modeli (łącznie z Fantomem), nawet obok półmakiety nie stał... Zanim zaczniesz protestować, wejdź na stronę FAI i sprawdź, jaki jest regulamin kategorii F4H i jakie są zasady oceny modeli. A potem zobacz, jaki w Twoich modelach jest stosunek mocy napędu do wagi, jakie masz sześcienne obciążenie powierzchni nośnych i jak dobrze modele "leżą" w planach - i zapewne solidnie się zdziwisz. Przy okazji, gdy już będziesz wiedział, czym twoje różnią się od oryginałów, to powiem Ci, że na podstawie tych różnic często można wywnioskować, jak model będzie się zachowywał podczas lotu i jakie były intencje projektanta. Z tym, że, niestety, wymaga to znacznie większej wiedzy, niż ta, jaką można uzyskać na "uniwersytecie jutub", trzeba po prostu solidnie przysiąść nad teorią. I znowu - zachęcam do zapoznania się na początek z poradnikami w dziale "Aerodynamika". No dobra, a jak się ma to, co teraz napisałem do tego nieszczęsnego momentu od klap? Cofnijmy się do tego opracowania, które podlinkowałem na początku. A konkretnie końcowego rozdziału" Consequences of Wing Downwash on Horizontal Tail". Jest tam podane równanie opisujące stateczność podłużną. Zwróć uwagę, jakie czynniki na nią wpływają. Możliwa (i zapewne częsta) jest sytuacja, gdy projektant modelu stosuje profil skrzydła o innym niż w oryginale momencie pochylającym, może również zmienił jego średnią cięciwę aerodynamiczna, być może zmienił ponadto profil statecznika, jego powierzchnię i usytuowanie względem skrzydła, zmieni l kształt i powierzchnię samych klap. A to wszystko w sumie może spowodować taką, a nie inną reakcję na klapy. Czy oznacza to, że model jest "błędnym odwzorowaniem oryginału"? - według mnie absolutnie nie, o ile lata dobrze. Bo raczej nie był projektowany jako makieta. Z kolei jakie znaczenie ma fakt, że właściwie każdy model różni się od innych, dla pilota tych modeli? Według mnie niewielki. I tak przed zakupem lub budową raczej szuka się opinii innych modelarzy o danej konstrukcji. A później po prostu powoli poznaje się model, a po dobrym "wlataniu" wiadomo dokładnie czego się po nim spodziewać, co robić, czego unikać, na co model pozwoli a za co ukarze. Zupełnie inaczej ma się jednak sytuacja jeśli chodzi o ogólne "poradniki". Bo moim zdaniem są one całkowicie bezsensowne. To, że jakiś konkretny model zachowuje się w dany sposób i pozwala na jakieś zachowania pilota, nie oznacza, że inny model (nawet wzorowany na tej samej maszynie), będzie miał te same cechy. A jedyna sensowna i uniwersalna rada, jak mi przychodzi do głowy, to: "Poznaj swój model i naucz się nim latać". I teraz to już chyba faktycznie wszystko co chciałem powiedzieć w tym wątku. PS. Straszliwie długa kolubryna mi wyszła. Szczere gratulacje dla każdego, kto dobrnął do jej końca
  36. 9 points
    Po kilkuletniej przerwie wracam na Forum. Problemy zdrowotne załatwione. Mm nadzieję być z Wami jeszcze kilka lat ? Sklep wyprowadzony na zewnątrz, modelarnia się właśnie odzyskuje. Wiele w tym roku nie zrobię, ale przynajmniej odkurzę modele, naprawię DIMa i coś polatam. Witajcie.
  37. 8 points
    Projekt jest już ukończony - i był prowadzony tutaj: po prostu nie skleiłem swojego, a Piotr kończy drukować swój.
  38. 8 points
    Żeby nie tracić kontaktu z lataniem zmajstrowałem Szymkowi rękawiczki z obciętymi końcówkami palców z jakiejś starej pary i póki nie będzie -10 lub śnieg zawali dojazd na lotnisko to postaramy się chociaż raz na 10 dni polatać. Wracając do tematu. Poniżej prezentujemy postępy prac. Powstało 20 żeberek podstawowych a potem wzorniki pozbyły się części materiału tak aby powstały nowe wzorniki żeberek centralnych tam gdzie na planie jest pełne krycie skrzydła balsą. W ten sposób powstało kolejnych 6 żeberek. Powstają też boki kadłuba. Szymek zrobił szablony wypełnień w przedniej części kadłuba przez naklejenia ksera tego fragmentu planu na karton i wycięcie szablonu. Powstałe tak wypełnienie oczywiście wymaga drobnych poprawek o grubość linii aby idealnie pasowało pomiędzy rozpórki na planie. Szymek nauczył się rozpoznawać z planów kierunki włókien na balsie i już zaczyna powoli łapać o co w tym chodzi(na podstawie małych eksperymentów jaki robiliśmy z niszczeniem analogicznych pod względem kształtu fragmentów z różnie ułożonymi słojami). Udało mi się przy okazji pilnowania Szymka trochę dłubnąć przy moim Mustangu i postaram się dziś wrzucić jakieś nowe zdjęcia.
  39. 8 points
    Szymon nie tylko klei modele , ale i bardzo dobrze lata . Dziś miałem okazje nagrać lot Szymona i na pamiątkę przesyłam filmik . Widać pełne skupienie a lądowanie miodzio . Masz ode mnie na pamiątkę . start.mp4 mLody.mp4
  40. 8 points
    Zaczęło się od projektu Potem puzzle: Zabawa z wykończeniem modelu Trochę stresu przed oblotem
  41. 8 points
    Dzięki Panowie za uznanie. Co do celownika, to faktycznie obracał się jak w oryginale, ale że był bardzo niesforny, to go potraktowałem cyjanoakrylem Dalsze prace nad modelem. Tym razem na warsztat poszedł obrotnik SS-32 z mechanizmem kompensacyjnym ruchu poziomego. Zdjęcia się trochę rozjechały i nie utrzymują kolejności zapisu, ale to chyba szczegół.
  42. 8 points
    Noker, no widzisz jak mnie zawstydziłeś… na trzy lata : ] Ad rem, temat „Łosia” był z mojej strony niezakończony. Finałem prac 3D może być – w moim subiektywnym odczuciu – albo animacja albo fizyczny, rzeczywisty model. Covid, a właściwie plany elit te już wdrażane pod pretekstem walki z epidemią i te przewidziane na przyszłość niedaleką, spowodowały że uznałam iż do listopada b.r. powinnam uporać się z zaległymi pracami (bo nie wiemy co nas czeka). Zaległymi pracami, czyli animacja PZL.37 oraz dokończenie modelu Lockheed L-14 Super Electra. Załączam zwiastun animacji PZL 37. Rendery do finalnej postaci animacji jeszcze będą się z tydzień robić. Gotowych jest 4 500 renderów, finalnie przewiduję około 7 000. Potem poprawki i montaż i udźwiękowienie -- całość powinna być gotowa przed wrześniem (tego roku : )
  43. 8 points
    u kolegów Mariusza i Pawła temat ruszył jednak ostatnimi czasy i u mnie się trochę działo. pierwszą sprawą jest to że Paweł wziął się za porządną dziedzinę modelarstwa a mianowicie wyścigi na wodzie poza tym parę ważnych tematów silnikowych jaki i łódkowych poruszyliśmy w naszych rozmowach i wniosek jest jeden ich jest dwóch a ja jeden jednak robota idzie nam tak samo wolno więc nie mam się co martwić tempem prac nad felgieblem z ciekawszych rzeczy to może dla większości osób zaglądających tutaj pewnie to nic wielkiego ale dla mnie wydarzenie bardzo ważne i utwierdzające w tym że to co robię to właściwy kierunek a więc do rzeczy odwiedził mnie wraz z małżonką Pan JAN SEWERNIAK w moim warsztacie. dla czego to dla mnie takie ważne? a dla tego że dzięki Panu Jankowi nauczyłem się wielu tajników modelarstwa lotniczego i jak by nie patrzeć to przez niego poszedłem w stronę wyścigów na wodzie i nie żałuję tego mimo licznych przeciwności. podsumowując wizytę wszystko jak najbardziej na plus a w szczególności to co do tej pory zostało zrobione przy silniku oraz technologię wytwarzania części jakimi dysponuję. co do samego silnika bo to pewnie wielu z was interesuje w międzyczasie gdy toczylem tulejki z brązu frezarka wykonała serię korbowodów do zawodniczego silnika novarossi o pojemności 3,5ccm. korbowód pasuje również do innych silników tej pojemności rozstaw osi 29,5mm średnica na swożeń tłokowy 4mm średnica pod czop wału 5mm. na chwilę obecną seria mała bo 20 szt jednak już są chętni na nie. przy felgieblu w końcu udało mi się wykończyć pierwsze 20 szt karterów do silnika 7,5ccm jednak czasu to pochłania co niemiara aby wszystko było wykonana zgodnie z rysunkami oraz utrzymane tolerancje każdej części. efekty prac możecie podziwiać na fotkach P.S. oczywiście korby są na sprzedaż a na warsztacie aktualnie są kartery do pojemności 4ccm oraz korbowody do nich pozdro Kamil
  44. 8 points
    Facet zdaje sie wykazywac symptomy typowe dla cierpiacych na kompleks nizszosci. Moze ma spaprane zycie, albo jakis inny handicap... Predzej wspolczuc trzeba, zamiast sie tym irytowac. Moim zdaniem szkoda czasu, by sobie takimi typkami glowe zawracac. Ignorowac go, nie zagladac na jego strone, byc moze kiedy sam zauwazy, ze te bzdury nikogo nie interesuja. Natomiast wszelka opozycja i prezentacja jakichkolwiej kontraargumentow to jedynie pokarm dla jego skrzywionego ego.
  45. 8 points
    Ale brednie piszesz porównując i analizując lądowanie swoją lekką i małą pianką z obiektami kilkukrotnie większymi i grubo ponad tysiąc razy cięższymi!!! Nie rozumiesz pojęcia relacji wielkości obiektu i jego wagi do środowiska w którym sie porusza. Pisząc tak, nie rozumiesz jaki wpływ na model ma głupi krzaczek czy drzewo rosnące kilka czy kilkadziesiąt metrów od miejsca gdzie sie chce lądować. Pisząc tak, nie rozumiesz tego jak zmiany w powietrzu wpływają na model, a jak nie wpływają na coś znacznie większego i cięższego. Lądowanie tak małym modelem nigdy nie będą powtarzalne i przewidywalne. Czyli na koniec - analizuj sobie do bólu, ale to i tak nic nie da. Bo jest duża szansa, że przy kolejnym wyjściu na latanko, środowisko w którym leci twój modelik, zaskoczy swoją nieprzewidywalnością modelik jak i operatora modeliku. I wszystkie teorie i rozmyślania idą się walić. Tylko instynktowna i szybka reakcja może ochronić tak coś małego i lekkiego. Może, ale nie musi. Znam o wiele lepszych lataczy niż Ty i wiele skromniejszych, którzy zostali zaskoczeni. Zaklęli pod nosem, walnęli się w głowę na znak dezaprobaty i poszli dalej, nie zawracając sobie głowy czymś czego i tak nie są w stanie przeskoczyć.
  46. 8 points
    Nie dacie wiary co się dzisiaj stało. Zabrałem Magica na pole i miał odbyć swój pierwszy lot. Wyciągnąłem go z samochodu, rozłożyłem na stole, przykręciłem centropłat, statecznik poziomy, założyłem końcówki skrzydeł, zakleiłem taśmą, uruchomiłem aparaturę, podpiąłem akumulator, tak pokrowce zdjąłem wcześniej. Sprawdzam czy ster wysokości i lotki działają oraz reszta powierzchni ruchomych. No działa wszystko i o dziwo prawidłowo. Nawet śmigiełko w dobrą stronę się kręci. No to cóż… Biorę go w rękę, ustawiam się pod wiatr (wiatr… 3m/s i zaraz wiatr), chwila koncentracji, zamach ręką i… Sam nie mogłem w to uwierzyć, a nogi to mi się trzęsą jeszcze teraz. Normalnie aż niemożliwe. Szok i niedowierzanie, że prawa fizyki potrafią tak bezwzględnie, jednoznacznie i bezkompromisowo „zadziałać” wszystkie na raz w jednym ułamku sekundy. . No poleciał jak po sznurku. Po upływie 1 – 2 sekund załączyłem silnik, a on dalej jak po sznurku. Jestem bardzo mocno i pozytywnie zaskoczony tym jak ten model lata, a robi to inaczej jak jego poprzednik Themisto. Oczywiście muszę włączyć na regulatorze hamulec i doregulowania wymaga mix wysokości przy wychylonych klapach, to samo w butterfly’u i pobawianie się z SC. Wojtku z tym modelem to chyba jakiś okropny, nieprzewidywalny pech może Cię zrzucić z mistrzowskiego pudła, gdziekolwiek ono by nie stało. Czego szczerze Ci życzę Co jo godom, co jo godom… Przecież sam wiesz i to lepiej ode mnie, co Magic potrafi. Ta nazwa, to chyba nie przypadek czy kaprys chwili. Faktycznie model lata magicznie START LĄDOWANIE
  47. 8 points
    Wielkimi krokami nadchodzą duże zmiany w przepisach regulujących nasze hobby (i nie tylko hobby). Niestety na naszym forum większość tematów temu poświęconych została rozmydlona dyskusjami, w większości niestety niemerytorycznymi i w ostateczności zamknięta przez moderatorów. W efekcie ciężko znaleźć najważniejsze informacje w wielostronicowych wątkach. Moim zdaniem sprawa jest poważna, bo od lat nie było tak dużych zmian przepisów i uważam, że nasze forum powinno stanąć na wysokości zadania i rzetelnie o tym informować. Stąd moja prośba do moderatorów i adminów o rozważenie pomysłu wydzielenia specjalnego wątku, poświęconego wyłącznie na konkretne, sprawdzone informacje. Parę dni temu Urząd Lotnictwa Cywilnego otworzył stronę, poświęconą modelarzom i to jest dobry moment żeby zrobić z tym tematem porządek. Link do strony z informacjami dla modelarzy: https://ulc.gov.pl/pl/drony/wdrazanie-przepisow-ue/4983-modelarstwo-lotnicze
  48. 8 points
    Kilka tygodni temu byłem na zakupach w Carrefour. Stoję sobie spokojnie w kolejce do kasy. Stoję sobie ... stoję ... Nagle zauważam przy drugiej kasie, wpatrzoną we mnie i uśmiechającą się DO MNIE blondynę. Ale jaką blondynę ?! Mówię Wam - Karaiby, słońce, plaża, Bacardi ...! Ostatnio ładne dziewczyny się do mnie tak uśmiechały, gdy przytaszczyłem do akademika, na drugi dzień po imprezie, skrzynkę zimnego piwa. Ale to było 25 lat temu ... Ta jednak uśmiechała sie do mnie przyjaźnie nawet bez piwa. Jakaś taka znajoma mi sie przez chwile wydała ale nie mogłem sobie przypomnieć skąd ... Pewnie podobna do jakiejś aktorki ... Powoli budził się we mnie głęboko uśpiony instynkt łowcy. Mieszanka adrenaliny i testosteronu wypełniały mój organizm. To one kazały mi bez zastanowienia zapytać: - Przepraszam, czy my się skądś nie znamy? Wypadło nawet nieźle. Lala połknęła haczyk. Jej reakcja była szybka, uśmiech bez zmian: - Nie jestem pewna, ale chyba jest pan ojcem jednego z moich dzieci ... Mówi się, że ludzki umysł potrafi w sytuacjach ekstremalnych pracować nie gorzej od komputera. Mój był w tej sekundzie w stanie konkurować z najlepszymi. Po chwili miałem wydruk. Zawsze używam gumek. Zdrada małżeńska jest już sama w sobie wydarzeniem szargającym nerwy szanującego się mężczyzny. Po co ją jeszcze dodatkowo komplikować? Mój komputer pokładowy przypomniał mi tylko trzy przypadki, które były odstępstwem od tej zasady. Koleżanka z pracy, na szczęście tak brzydka, tak że sama jej twarz była najlepszym zabezpieczeniem. Koleżanka żony z pracy, na szczęście po takim alkoholu, że mi nie do końca ... ten ... tego... Pozostała tylko jedna możliwość, kiedy mogłem sobie strzelić dzidziucha na boku. Nie omieszkałem podzielić się tą radosną nowiną z matką mojego nieślubnego dziecka i setką kupujących przy okazji: - Już wiem ! Pani musi być tą striptizerką, którą moi koledzy zamówili na mój wieczór kawalerski przed 8-ma laty. Pamiętam, że za niewielką dodatkową opłatą zgodziła się pani wtedy robić TO ze mną na stole w jadalni na oczach moich klaszczących kolegów i tak sie pani przy tym rozochociła, że na koniec za darmo zrobiła im pani wszystkim po lodziku!!! Zaległa całkowita cisza. Nawet kasjerki przestały pracować. Wszyscy wpatrywali się na przemian we mnie i w czerwieniącą się coraz bardziej ślicznotkę. Kiedy osiągnęła kolor znany w kręgach muzycznych jako Deep Purple wysyczała przez śliczne usteczka: - Pan się myli!! ... Karaiby zastąpiła Arktyka. - Jestem wychowawczynią pana syna w 8b ...
  49. 8 points
    A mnie sie wydaje, ze glownym powodem kraksy bylo to, ze pilot mial dresy.
  50. 8 points
    Obiecane wykresy do Twojego materiału filmowego min 5:44 oraz stwierdzenia "Nie ma znaczenia czy drewniany czy piankowy, " Nie umiem za bardzo korzystać z tego nowego edytora Forum - nie wiem jak dodać rysunki aby obrazowały opis. Ale; Jedyną prawdą w Twoim filmie w tym momencie jest to, że w takim układzie przeciągnięcie następuje od końcówki, ale nie tylko w takim. Obserwuje się to rownież przy skrzydle prostym o dużej zbieżności. - wykresy. Pokazałem na wykresie co daje zwichrzenie - wystarczy geometryczne. Odnośnie stwierdzenia "Nie ma znaczenia czy drewniany czy piankowy, " zamieszczam wykresy dla profilu typowego dla warbirdów, dla Re 200k - to takie dla MAC Twojego modelu i prędkości lądowania. NCrit 9 - powierzchnia bardzo gładka, np. laminatowa; NCrit 5 - powierzchnia typowego piankowca nieszpachlowanego. Zrobiłem też analizę dla NCrit 5 z turbulatorem na górnej powierzchni. Twój model to NCrit 5 z turbulatorem na górnej powierzchni - tak robią firmy, aby ludzie kupowali ich modele i nie rozbijali ich za wcześnie nawet jeśli latają nie za dobrze. Popatrz na wykres warstwy przyściennej dla kąta natarcia np. 2 stopnie. NCrit 5 z turbulatorem na górnej powierzchni - profil "klei się powietrza" Jest to w dość dużym zakresie kątów natarcia - zamieszczam wykres dla AOA 7 st. - dlatego Twój model toleruje stromą ścieżkę podejścia. Ot cała tajemnica. Wiele osób udowodniło, że Twoje poradniki są nazwijmy to niezbyt dobre. Jeszcze raz przestrzegam niedoświadczonych do bezmyślnego stosowania się do nich - mogą przynieść sporo rozczarowań. Praca w lotnictwie wymaga odpowiedzialności - modelarstwo lotnicze również, od każdego: - od konstruktora modeli (nie wystarczy zaprojektować model w CAD, trzeba go jeszcze zaprojektować aerodynamicznie) - od wykonawcy; - od instruktorów latania; - od pilota Przecież błąd w dowolnym etapie może narazić osoby postronne na szkody. Piszesz o czynniku ludzkim. W szkoleniu z tego tematu omawia się model sera szwajcarskiego - Ty jesteś największą dziurą w plastrze sera z tymi Twoimi poradnikami. Tak dostałeś łomot (nie tylko ode mnie), ale się o niego prosiłeś. Kreujesz się na mentora - a wyszedł mendor. EDIT: na jednym z rysunków jest opis: "rejon potencjalnego przeciągnięcia LOTKI.." nie chodzi bynajmniej o przeciągnięcie lotki
×
×
  • Create New...

Important Information

By using this site, you agree to our Terms of Use.