Jump to content
mr.jaro

Nasze Pedałowanie ...

Recommended Posts

Wylot do Bosni planowo , a ladowanie nawet przed czasem . Lotnisko w Tuzli nic sie nie zmienilo i dalej przypomina opuszczony 15 lat temu magazyn obuwia . Szybka i sprawna kontrola ( sprawdzali certyfikat ! ) , jeszcze szybsze zlozenie rowerka i trzeba bylo znalezc miejsce na zmiane ciuchow. Zrobilem to na pobliskim parkingu (sucha laka przy jakiejs smrodce ) . Przebieralem sie tylem do minaretu , zeby nie urazic bosniackiego boga . To co pozostalo do zalatwienia to wymiana kasy i zatankowanie czegos do bidonow. Kase wymieniali w punkcie pocztowym , a sklep byl obok.
Woda wlana , Radler ugasil pierwsze pragnienie ( bylo 35 stopni ! ) i czas w droge. Pierwsze 20 km jechalem przez male wioseczki , droga wewnetrzna ( kiepski beton i zwirki ) . Co chwile "jadowite" podjazdy ( moze niewysokie , ale mialy czesto ponad 15 - 25% ). Upal potworny , pot zalewa okulary , a trzeba grzac , bo mam 125 km do granicy z Chorwacja , (a godzina juz 12.30 ) . Plyny znikaja w takim tempie , ze staje na "tankowania " w co trzeciej wsi. Czasami jest Radlerek ( zeby sie do wody za bardzo nie przyzwyczaic ) 😉 .  Widoki klasyczne , czyli wypalone sloncem lasy i drogi ktore nie widzialy deszczu od dobrych miesiecy. Muezini wzywaja do modlitwy ( wszak to piatek , czyli muzulmanska

niedziela ) , a pod wsiowymi meczetami parkingi pelne samochodow. Po okolo 35-40 km wskakuje na asfali i podjazdy robia sie przynajmniej bardziej “ludzkie” , niz te wioskowo-wewnetrzne. Musialem ten dzien “zaprojektowac” w ten sposob (czyli wiekszosc asfalty ) , bo bym do granicy chorwackiej inaczej NIE dojechal. Kawalek drogi ze sporym ruchem , ale niebawem odbijam w lewo i sie bardzo ( ruch ) uspakaja . Mijam dosyc zaniedbane bosniackie wsie , tankuje kolejne litry plynow i odliczam kilometry do konca. Jade tez przez dwia "ciut" wieksze miasteczka ( Srebrenik i Gradacac ) i za tym drugim , wjezdzam do Rebubliki Serbskiej ( ktora jest czescia skladowa Bosni ) . “Jakosc” zycia sie natychmiast poprawila , domy duzo ladniejsze , ploty pomalowane i ogolnie to DUZO czysciej . Nasi bracia muzulmanie nie sa jednak “porzadkowym” narodem i roznice

( nawet gdyby nie bylo tablicy ) , ze wjezdzemy do Serbow , zauwazylby nawet slepy ( bylo ja tez CZUC 😉)  . Pozostaje mi moze ze 25 km  plaskimi drogami . Dookola pola uprawne i laki , teren sie mocno “wyplaszczyl” i predkosc natychmiast wzrosla (do tego lekki wiaterek w plecy ) . Wjezdzam w koncu do celu etapu , czyli do miasteczka Samac  ( czyta sie Szamac) . Spokojne , troche senne miasteczko , znajduje szybko centrum i “wywalam” duszkiem w knajpce dwa piwa . Maly objazd i udaje sie do motelu , ktory lezy 3 km za miastem ( przy samym przejscu z Chorwacja ). Szybka prycha , zmiana ciuchow i w "cywilkach " pedaluje z powrotem do miasta na kolacje . Zjadam co zamowilem , wypijam jeszcze 2 piwa i wracam (juz na lampkach ) do lozka .
P.S. Caly dzien przejechalem TYLKO na szwedzkim jeszcze sniadaniu i jednym rogaliku ze zdjecia. Nie moglem NIC w siebie wcisnac ( poza plynami oczywiscie ).

P.S. W Bosni , najlatwiej jest po PIWIE rozpoznac , w JAKIEJ czesci kraju sie wlasnie  znajdujemy. Jesli sa to piwa bosniackie lub chorwackie ( Sarajewsko , Tuzlanski Pilsner , PAN ) , to bedzie to na 100% czesc muzulmanska , jak serbskie ( Lav , Jelen , Nektar ) , to na 100% czesc serbska 😉

 

Ponizej kilka fotek :

IMG_6177.JPG

IMG_6185.JPG

IMG_6192.JPG

IMG_6193.JPG

IMG_6195.JPG

IMG_6202.JPG

IMG_6190.PNG

IMG_6197.JPG

Share this post


Link to post
Share on other sites

Rozumiem, że w tym pudle na pierwszym zdjęciu przewiozłeś rower tam i z powrotem. Zastanawiam się tylko jak to pudło wiozłeś cały czas ze sobą na rowerze ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jak dla mnie wątek z piwami bardzo wartościowy. Dzięki za fajne zdjęcia nektarów.

Share this post


Link to post
Share on other sites
W dniu 10.10.2021 o 20:06, young napisał:

Jak dla mnie wątek z piwami bardzo wartościowy. Dzięki za fajne zdjęcia nektarów.

 

Jesli jestes piwoszem i Cie to NAPRAWDE interesuje , to chetnie zamieszcze fotki WSZYSTKICH gatunkow jakie wypilem podczas moich wypraw 😉

W dniu 10.10.2021 o 19:22, dariuszj napisał:

Rozumiem, że w tym pudle na pierwszym zdjęciu przewiozłeś rower tam i z powrotem. Zastanawiam się tylko jak to pudło wiozłeś cały czas ze sobą na rowerze ;)

 

Pudlo wywalilem w Tuzli na lotnisku ( oczywiscie w smietniku , bo na lotnisku MAJA smietnik ) , a w Budapeszcie znalazlem sobie sklep rowerowy . Kolarz kolarzowi bratem jak to mowia  😉 .

Opisze to dokladnie w kolejnych "odcinkach".

 

P.S. Lecac w jedno miejsce ( wylot i powrot ) zostawiam torbe ( MTB ) lub karton ( gravel ) , jak najblizej lotniska (najczesciej w jakims  w hotelu , w ktorym czasem ( ale niekoniecznie ) sie zatrzymuje ( tak bylo w Rumunii w ktorej bylem 5 tyg. temu ) .

Raczej NIE ma problemow , tylko trzeba milo z paniami z recepcji pogadac 😉 

Lecac w jedno , a wracajac z innego wymaga juz troche planowania.

IMG_6472.JPG

IMG_6469.JPG

 

 

Dzien DRUGI

 

  Tak jak pisalem wczesniej , spalem prawie na samym przejsciu miedzy Bosnia a Chorwacja . Nowy motel przy stacji benzynowej , warunki jak w domu 😉 . Sniadan niestety nie mieli , wiec wzialem kawe do pokoju , bo na dole w kafejce stacyjnej , TIRowcy tak zadymili , ze sie nie dalo siedziec. Tam dalej mozna palic na stacjach benzynowych ( nie mowiac o tym , ze tez we wszystkich knajpach )😂
Czlowiek sie troche od tego odzwyczail. Panowie byli rano troche zli , bo placilem karta , a cash em chcieli sie pewnie podzielic pod stolem 😉

Trzy razy pytal , czy nie mam gotowki ( mialem w sumie EURO , ale wolalem karta ). Robie fotke na moscie na Savie

IMG_6208
 

i wjezdzam do Unii ( ale nie do Schengen ). Kontrola dokumentow , zadnych covidowych certfikatow widziec NIE chcieli. Zatrzymuje sie w pierwszym miasteczku i wymieniam ( w spozywczym ) EURO na KUNY. Jade dalej i zatrzymuje sie w piekarni , gdzie kupuje jakies drozdzowki i mleko czekoladowe , znajduje park i zjadam sniadanie 

 

IMG_6213
 

.
Potem dosyc nudnymi drogami ( ciezko bylo w tej czesci Chorwacji znalezc jakies sensowne terenowe alternatywy ) ruszam na polnoc. Dzien zaplanowalem tak , ze odbijam w lewo , aby zdobyc chociaz jakis jeden “szczyt” . Gdybym jechal prosto w gore , byloby caly czas plasko. Pedaluje dalej i obserwuje dosyc nieciekawa czesc Chorwacji. Raczej rowniny z malymi pagorkami , w kazdej wsi okolo 25% opuszczonych gospodarstw.
Pod sklepami znajome twarze wiejskich zulikow ( te twarze sa jednakowe na caly swiecie ) . Widac , ze Slawonia do najbogtszych czesci kraju NIE nalezy. Staje w knajpie na pierwszego Radlerka , a w TV leci wlasnie waterpolo SERBIA-CHORWACJA. Wysoki stan podniecenia wsrod ogladajacych 😉

 

IMG_6215
 

.
Wypijam , wskakuje na rower i w droge . Ma byc ( i byl ) to najdluzszy dzien w siodle , okolo 155 km , wiec przerwy robie dosyc krotkie . Kolejny Radlerek

 

IMG_6216
 

 i zbliza sie czas lunchu. Staje w jakiejs pizzeri , zamawiam Cole i pizze , potem jeszcze jedna Cole , chwilke odpoczywam i w droge. Jestem na 200 mnpm , a mam przed soba “wspinaczke” na 620 m. Droga pnie sie leniwie w gore , ale nie ma wiecej jak 6-8 %. W lesie panuje cien , wiec jakos idzie , tylko pizza siedzi mi dosyc “ciezko” na zoladku. W koncu wjezdzam na przelecz , popijam i w dol ! Na dole zaczyna sie plasko i nudno , wiec  wypijam kilka Radlerkow

 

IMG_6219
 

 

IMG_6220
 

 

IMG_6221
 

i dojezdzam do celu , czyli miasteczka Donij Mihaljowac . Zjadam loda  i zastanawiam sie czy spac tutaj , czy jechac dalej . To miasteczko bylo tak depresyjne , ze na sama mysl , ze mam tu zostac robilo mi sie slabo. Za granica na Wegrzech ( 12 km ) byla miejscowosc Harkany , z goracymi zrodlami i kompleksem basenow , wiec nie zastanawiajac sie wiele , opuszczam nudna ( w tej czesci ) Chorwacje. Przejezdzam Drave , kontrola paszportow i wjezdzam do Magyarorszag !
Po drodze mijam bananowe “gaje” ( sa przy co trzecim domu i ladnie im tu rosna !!! )

IMG_6232
 

i szybko dojezdzam do Harkany.
Lekko spompowany udaje sie do milej knajpki z pensjonatem ( nie mieli wolnych miejsc ) i zamawiam kolarskie jedzonko

 

IMG_6249
 

 

IMG_6234
 


Dostaje gigantyczna porcje carbonary i dwa miejscowe ( Harkanskie ) piwa. Obsluguje mnie mloda , ale za to z gigantycznym oddechem

Wegerka 😉 

Po jedzeniu popatrzylem jeszcze na jej “gorzysta” okolice (choc Harkany leza raczej na rowninie 😂 ) i czas bylo zaczac szukac hotelu. Okazalo sie , ze 100 m dalej byl duzy ( pensjonaty byly WSZYSTKJIE zajete ) hotel z wlasnymi basenami i cieplym zrodlem. Zainstalowalem sie w hotelu , szybki  prysznic i ruszylem na “miasto”. Tlumy "wakacjowiczow" i knajpy tetniace zyciem . Nie zalowalem juz wcale , ze zrobilem te dodatkowe kilometry , aby tutaj dojechac. Poszedlem do knajpki , gdzie pan Wegier lal szprycery i zamowilem klasycznego Hosszu Lepes

 

IMG_6259
 

 

IMG_6255
 


Kultura picia szprycerow na Wegrzech , to osobny temat i naprawde warto pogrzebac i sobie o tym poczytac. Dodam tylko , ze syfon wynalazl Wegier , wiec nie jest dziwne , ze oni zaczeli mieszac ja z winem. Moj szprycer ( Hosszu Lepes ) ktory od zawsze lezy mi najbardziej , znaczy po madziarsku DLUGI KROK i jest mieszany w proporcjach 1 dl wina i 2 dl wody gazowanej ( sposobow mieszan i jednoczesnie nazw jest kilkanascie ). Wszystko zimne i doskonale gazi pragnienie , nie sponiewierajac za bardzo. Wypilem chyba ze trzy + jedno piwo i czas bylo isc do lozka .

  • Upvote 4

Share this post


Link to post
Share on other sites
1 godzinę temu, jarek996 napisał:

czas bylo isc do......

pisz dalej, dobrze się  czyta i ogląda👌

Share this post


Link to post
Share on other sites
10 godzin temu, d9Jacek napisał:

pisz dalej, dobrze się  czyta i ogląda👌

 

Prosze bardzo ! 🙂 Milo ze Ci sie podoba 

 

Budze sie o 8.00 , ide na przepyszne sniadanko i czas “potaplac sie” w basenie z goracym zrodlem. Potem klasyczny basen , prysznic i czas sie przebierac w stroj "roboczy". Ruszam z Harkany o 9.00, zegnajac sie z sympatycznym miasteczkiem

IMG_6270
 

a przede mna , planowane 115 km do miejscowosci Kaposvar.

 

Tankuje wode w miejscowym sklepiku

 

IMG_6268
 


i zaczyna sie asfaltami ( takimi najgorszymi ) .Po chwili wbijam sie w drogi gruntowe prowadzace glownie miedzy polami slonecznika

 

 

IMG_6272
 

 

Sucho jak na Saharze , kurzy sie potwornie , a wszystko to przylepia sie do spoconego ciala. Tankuje wode w kolejnych wioskach i tak na zmiane ; troche kiepskich asfaltow i gruntowki. Jestem moze 5 -7 km od miasta Pecs , gdy wjezdzam w podmiejskie winnice

 

IMG_6273
 

 

IMG_6274
 

Czesc winorosli wyglada juz na jadalne ( pewnie jakies wczesne odmiany ) , wiec nie zastanawiajac sie dlugo , gasze nimi pragnienie. Zjadam dwie kiscie nie bojac sie ze przytyje , bo kradzione przeciez nie tuczy  😉 . Sa  takie  "za piec dwunsta" , ale juz slodkie i jadalne ! Pozniej zjazd w dol do Pecs i postanawiam zatrzymac sie troche w centrum , bo ponoc to ladne miasto . Faktycznie piekna starowka ( taka klasyczna austro - wegierska  , wiec zatrzymuje sie na piwko

 

IMG_6277
 

 

IMG_6278
 

 

IMG_6280
 

 

Poniewaz jest dosyc goraco , wiec biore jeszcze szprycerka i powoli szykuje sie do dalszego pedalowania

 

IMG_6281
 


Wyjazd z Pecs to niesamowite gorki (niestety PODJAZDY ) , a pozniej dluzsza  wspinaczka ( sciezka rowerowa ) na polnoc. Gdy dojezdzam na “przelecz” , zaczyna sie potworna ulewa z piorunami . W 30 sek jestem zupelnie mokry i zaczynam zjazd. Woda plynie strumieniami , zjazd trwa dlatego troszke dluzej niz powinien. Gdy zaczelo sie juz wyplaszczac , przestaje padac i przy okazji staje przy malej wloskiej knajpce zamawiajac lekki lunch

 

 

IMG_6284
 

 

IMG_6289
 

 

Tym razem do picia TYLKO Cola , chwila oddechu , kawa i w droge. Jade dookola jakiegos jeziorka. Masa ludzi w domkach i pod namiotami , widac ze wakacje w pelni . Odjezdzam od jeziora i w zagrodzie na wsi spotykam moje ulubione zwierzeta !

 

IMG_6292
 

 

IMG_6297
 


Pogadalismy chwile , ale zrozumialy , ze musze jechac dalej. Za wsia skrecam w las i zaczynaja sie krotkie , ale jadowite podjazdy

( takie po 20-25 % ) . Przeciskam ostatkiem sil , wjezdzam na maly “plaskowyz” i pedaluje dalej niby drogami ,  niby lakami

IMG_6300
 

 

Jade tak z 10 km i nagle dojezdzam do nowego , pieknego ogrodzenia , ktore ciagnie sie jak okiem siegnac. Okazalo sie , ze moj szlak zostal ZAMKNIETY tym ogrodzeniem ( byla to jakas olbrzymia farma z krowami ). Ogrodzenia nie jestem w stanie sforsofac , wiec postanawiam je objechac. Okazuje sie jednak , ze odjezdzam z 6 km od mojego szlaku i dalej nie moge na niego wjechac. Szukam wiec drogi alternatywnej , ale musze walic z buta przez las , aby dojsc do niebieskiego szlaku , ktory doprowadzi mnie w koncu do jakiejs drogi. Tym szlakiem dojezdzam w koncu do jakiejs wiochy ( a bylo to kilkanascie , dodatkowych lesnych km ) i niestety musze skorygowac pozostala czesc dojazdu do Kaposvar . Na szczescie jade nowo wybudowana sciezka rowerowa , obok dosc ruchliwej drogi. Czesc sciezki wyasfaltowana , czesc z gotowym juz , ubitym pod asfalt zwirowym podkladem. Po kilkunastu kilometrach skret na Kaposvar i zjazd do miasta . Znajduje wzglednie tani ( ale fajny ) hotel i instaluje sie w miasteczku. Prysznic , zmiana ciuchow i czas na kolacje , ktora zjadam w knajpce polozonej na glownym rynku miasta

 

IMG_6310
 


Zamawiam klasyczna gulaszowa i oczywiscie szprycera ( kilka szprycerow 😉 )

IMG_6315
 

 

Potem jakies ciacho na deser

 

IMG_6321
 

i jeszcze jeden szprycer

 

IMG_6313 
 

 

i w tym momencie wchodzi do restauracji Georg Bush !!!

 

IMG_6318
 

 

Gadamy chwile o polityce swiatowej , problemach z dostawami pradu w Teksasie , ale rozumiem ze jest tutaj incognito , wiec zostawiam go w spokoju ze swoja mloda partnerka ( nie byla to na 100% Barbara Bush ) 😂
Udaje sie  do hotelu na zasluzony odpoczynek.

  • Upvote 2
  • Haha 1
  • Dzięki 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jesli o mnie chodzi, chetnie poczytam wiecej. Ale przy okazji powiedz, Jarek, gdzie Ty zostawiasz rower na noc?

Share this post


Link to post
Share on other sites
14 minut temu, mr.jaro napisał:

Jesli o mnie chodzi, chetnie poczytam wiecej. Ale przy okazji powiedz, Jarek, gdzie Ty zostawiasz rower na noc?

 

Jesli spie w malych rodzinnych pensjonatach to zawszemaja jakis zamykany garaz lub komorke. W hotelach nie wiedza za bardzo CO ze mna zrobic , a ja "goraco" tlumacze , ze mam "walizke" na stale przypieta do siodelka i MUSZE wziac rower do pokoju 😂  Powiem szczerze , ze chyba tylko raz zaproponowali swoje zamykane pomieszczenia , ale zazwyczaj mowia cos w stylu : no do pokoju to nie mozna , ale OK , ja w razie czego NIC nie widzialam ( widzialem ) 😉

Z racji tego , ze rzadkie sa w hotelach pokoje - jedynki , wiec zazwyczaj jest w dwojeczce miejsce i dla mnie i dla mojego rumaka. 

 

 

Dzien TRZECI :

 

 

Budze sie o 8.00 w Kaposvar , wysmienite , typowo wegierskie , srednio kolarskie sniadanko

IMG_6327

 

, ktore na koniec poprawiam wielokrotnie arbuzem i melonem , bo zapowiada sie goracy dzien
 
IMG_6330
 


Przebieram sie w wyprane recznie ciuchy i schodze na dol swiezutki i pachnacy. Szybki wyjazd z Kaposvar ! Na poczatek asfalt i co kilka

( kilkanascie ) km zjezdzam na coraz gorsza droge. W koncu dojezdzam do jakiegos gospodarstwa i droga sie niestety konczy. Komputer pokazuje prosto , ale prosto sa tylko pastwiska . Trudno , jade tym pastwiskiem aby znalezc szlak za nim , mijam "mieszkancow" pastwiska , pozniej pol kilometra z buta swiezo zaoranym polem , a na koniec pol godziny starym lasem w metrowych pokrzywach.

 

 

IMG_6332
 

 

 

IMG_6333
 

Po pokonaniu w/w trudnosci , wskakuje w koncu na fajne szutry

 

IMG_6335
 

 

i nimi ( na zmiane z kiepskimi asfaltami ) dojezdzam do Balatonu !

 

IMG_6344
 

 

Teraz postanawiam troche zwolnic i zajac sie soba . Zaczynam od piwa , a za chwile znajduje “stacje” z winami i szprycerami ,wiec zamawiam dwa ostatnie wymienione , mieszane  z roznymi winami.

 

IMG_6347
 

 

 

IMG_6350
 

 

IMG_6351
 

 

Stacja nazywa sie BOR TOUR , a BOR to o wegiersku WINO 😉  ( piwo to SÖR )
Teraz sciezka ciagnie sie miedzy domkami , wzdluz brzegu i tak bedzie prawie do konca. Staje w koncu na jakies jedzonko . Zamawiam gulaszowa i langosa . Langosa lubie zjesc raz na 5 lat , ale nie czesciej

 

IMG_6356
 

Do tego oczywiscie szprycerek !
Po dosyc ciezkim obiadku ciezko sie tez jedzie , ale nigdzie mi sie dzisiaj nie spieszy , wiec gdy w koncu dojezdzam do Keszthely , staje w pieknym miejscu nad woda i schladzam sie szprycerkiem

 

 

IMG_6364
 

Siedzacy obok mnie Polacy zamawiaja NIESTETY po Carlsbergu 😬

 

IMG_6366
Wsiadam na rower i nastepny moj stop , to lody !   Tak , tak ; lody BEZ szprycerka 😂
Kilometry mijaja i postanawiam znalezc bankomat , bo zaczynaja mi sie powoli koncza forinty. Zamiast bankomatu znajduje TAKIE cos !!!
 
IMG_6369
 

 

 

IMG_6370
 

 

IMG_6371
 

 

IMG_6372
 

 

Pan dziadek z Pania babcia , zorganizowali przy domu mala rozlewnie win ( przychodzili ludzie z wlasnymi pustymi butelkami ) , ale lali tez te wina na miejscu , rowniez w formie moich ukochanych szprycerkow !
Zamowilem dwa ( dwa rozne rodzaje wina ) i pojechalem dalej . Powoli zaczalem rozgladac sie noclegiem , ale na bookingu w okolicy byla totalna pustka ! W takim ukladzie zaczalem klasyczne pukanie do drzwi , az doszedlem do wspanialej knajpy na pagorku. Byla to piwnica winna z karczma i rozlewnia win . Na poczatek zamowilem tylko szprycerka ( zmeczylem sie troche tym szukaniem 😉) , ale wiedzialem ze do niej wroce !!!

IMG_6382
 

Po wypiciu , doslownie 100 m dalej znalazlem wolny pokoj ! Prysznic , zmiana ciuchow i migiem do knajpy ! Zjadlem kolacje popita winem ( tym razem BEZ wody ) , posiedzialem , popatrzylem na ludzi i udalem sie spac . Zrobilem 125 km , a miejscowosc do ktorej dojechalem nazywala sie Badacsony.

  • Upvote 2

Share this post


Link to post
Share on other sites
47 minut temu, jarek996 napisał:

Badacsony

hmmmm....a znane jest ze  wspaniałego Pinot gris czyli👌👌  Badacsony Szurkebarat.....

Czytam  tę Twoją relację z olbrzymią przyjemnością bo.... uruchomiła  moje bardzo przyjemne wspomnienia związane z Węgrami a równiez i z Balatonem

  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
7 godzin temu, d9Jacek napisał:

Badacsony Szurkebarat

 

Ci ktorzy nie lizneli wegierskiego , niech zapamietaja , ze nazwe powyzej czyta sie prawidlowo ; Badaczszony Surkebarat . 

Ichnie c , i s czyta sie jak cz i sz , a sz i cz , jak s i c . Dlatego nie mowimy BUDAPEST ( a tak sie pisze ) tylko BUDAPESZT .

 

Dzien CZWARTY

 

Wstalem o 8.00 , ale poniewaz wlascicielka gdzies pojechala , musialem na nia poczekac aby jej zaplacic za nocleg, bo wieczorem niestety nie zdazylem. Przyjechala po 30 min , rozliczylismy sie i ruszylem w strone Szekesfehervar . W pierwszym napotkanym spozywczaku zakupilem dwa jogurty i 4 "rohliki" ( maja takie same jak Czesi i Slowacy ) , ktore spozylem na lawce przed sklepem . Zatankowalem wode do bidonow i w droge !

IMG_6388
 


Odjezdzam troszke od Balatonu , dokola mnie ciagna sie winnice na okolicznych wzgorzach , droga ciagle gora dol , ale to zadne Alpy  , wiec predkosc osculuje okolo 27-33 km/h

 

IMG_6389
 


Po 30 km zaczynam zjazd w strone Balatonu i trafiam na mala kawiarenke , gdzie spozywam spozniona poranna kawe , jakies ciacho i lody . Sloneczko pieknie przygrzewa i zapowiada sie kolejny wspanialy dzien w siodle !

 

IMG_6390
 

Jade moze 15 km i musze dopompowac przednie kolo. Wiem ze mam cos z detka , bo powietrze schodzi mi bardzo powoli ( od kilku dni ) , ale nie mam ochoty na grzebanie i wole dwa razy dziennie dopompowac. Tym razem robie to na “stacji” rowerowej , ktora jest tez kawiarenka , wypozyczalnia i serwisem . Poniewaz slonce juz w gorze , wiec zamawiam pierwsze piwo

 

IMG_6393
 

Koles dopompowal mi chyba do 5 atm , bo jadac asfaltem miedzy domkami letniskowymi , smiga mi sie jak na mojej szosowce !!!

Kilometry mijaja dosc szybko , godzina jest w okolicach 12.00 , wiec czas na maly lunch.  Zatrzymuje sie u starszych panstwa ktorzy prowadza knajpke dla rowerzystow , zamawiam pasztecika z jakims sosem ( nie wiem jeszcze z czym ten pasztecik ) i pierwszego dzisiaj szprycerka   😉Pasztecik okazuje sie REWELACYJNY !!!

 

IMG_6411
 

 

IMG_6413
 

W srodku ma farsz skladajacy sie z wegierskiej kielbasy , papryki , cukinii i cebuli ktory zostal przygotowany na patelni PRZED zawinieciem w ciasto . Zamawiam jeszcze jednego ( + jakies ciacho ) , zjadam , odpoczywam 15 minut zeby sie to wszystko w zoladku ulozylo i wsiadam na rower . Droga w 90% to asfalt (dokladnie jest to sciezka rowerowa wokkl jeziora ) raz ciagnaca sie przy jeziorze , a czasem od niego troszke “odjezdzajaca” . Ruch dosyc spory i trzeba przyznac , ze Wegrzy sa niezle “zroweryzowani” . Widac , ze jezdzenie rowerem dookola Balatonu musi byc popularne ! Stad tez pewnie tyle rowerowych “stacji” ( serwis z wypozyczalnia i knajpa ) i samych malych knajpek. Sa one nastawione w 95% na rowerzystow , bo wiele lezy w takim miejscu , ze odwiedzi je dziennie moze jeden pieszy ( samochodem czesto nie ma nawet jak ) .
Oto dwa takie miejsca :

 

IMG_6414
 

 

IMG_6395
 

Dojezdzam do cypelka na ktorym lezy miejscowos Tihany i postanawiam zjechac tam , aby “dorobic” troche kilometrow , bo idzie troszke za szybko. Z Tichany jest mniej jak 2 km do drugiego brzegu i jest to najwezsze miejsce na calym Balatonie. Odchodza stad statki turystyczne na druga strone , ale gdybym mial czas to walnalbym to raczej wplaw 😂

 

IMG_6402
 

Postanawiam zjesc gotowana kukurydze ( i popic oczywiscie szprycerkiem ) , a pozniej znalezc jakies miejsce do kapieli. Udaje mi sie juz po 3 km ! Zrzucam ciuchy kolarskie , zarzucam slipy i wskakuje do Balatonu !

 

IMG_6407
 

 

IMG_6410
 

Woda klasyczna Balatonska , czyli ciepla , dosyc czysta , ale gliniasta ( takie jest tam dno ) .

 

IMG_6401
 

 

Po kapieli 15 minut wakacji ! Leze i nic nie robie  😉 Wysycham juz po 10 minutach , przebieram sie i jak nowonarodzony wsiadam na rowerek ! Mijam Balatonfured i kieruje sie na Balatonmadi ( ostatnie wieksze miasto przy Balatonie na mojej trasie ) . Staje tam tez na ostatniego balatonskiego Radlerka

 

IMG_6417
 

Zaczynaja sie moje ostatnie kilometry wzdluz Balatonu i widze go coraz rzadziej , wiec postanawiam to uwiecznic na zdjeciu

 

IMG_6419
 

Odbijam w Balatonfuzo na wschod , wspinam sie z 50 m w pionie i wjezdzam w koncu w jakis "teren"

 

IMG_6420
 

 

Takimi drogami jade okolo 20-25 km . Mijam jakies stare gospodarstwa i dziwne zaniedbane wsie , czesto z hinduska - rzymska wiekszoscia 😉

W lesie za  wsia lapie pierwszego kapcia , a wsiowe psy biegna na mnie calym stadem ujadajac niemilosiernie. Nie dobiegajac do mnie zawracaja nagle i rowniez ujadajac wracaja do wsi !!! Faktycznie bylo to JEDYNE spotkanie z psami “na wolnosci” !
Co najdziwniejsze , to nigdy faktycznie nie zostalem nawet obszczekany , pomimo , ze ludnosc hindusko - rzymska zazwyczaj NIE ma pozamykanych bram na swoich posesjach , a ich psy nie sa uwiazane. Dojezdzam w koncu do wiekszej wsi i kupuje Radlerka

 

IMG_6421
 

 

Mam stad okolo 10-15 km do Szekesfehervar i do tego kupe czasu , gdyz poszlo dzisiaj jakos nadspodziewanie szybko ( mimo tak wielu przerw ). Wjezdam powoli na przedmiescia , a ciagna sie one chyba z 10 km. Dojezdzam w koncu do starowki i staje w malej winiarni , aby uraczyc sie zasluzonym szprycerkiem

 

IMG_6423
 

Racze sie dwoma i przy okazji okazuje sie , ze moj hotel lezy 50 m od winiarni ! Prysznic , przebieram ciuchy i ide polazic po calkiem przyjemnym miescie , jakim okazuje sie Szekesfehervar . Znajduje pozniej knajpke na wysepce miejskiego jeziorka , zjadam kolacje , wypijam jeszcze piwko i udaje sie do hotelu na zasluzony odpoczynek.

  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
Godzinę temu, jarek996 napisał:

dokola mnie ciagna sie winnice na okolicznych wzgorzach

czy wiesz , że są to wzgórza pochodzenia wulkanicznego i to dzieki  tej glebie i mikroklimatowi  Węgrzy  maja  najwspanialsze wina ? Odmiana  "harslevelu"  dała

węgrzyna  czyli  vinum regum , rex vinorum ....

No i jeszcze coś....Węgrzy w ramach poprawności  nie dali sobie wcisnąc  ( do butelek) sztucznego korka;)...i chwała im za to👏 i za  bográcsgulyásleves   też👌

pisz dalej

Share this post


Link to post
Share on other sites
36 minut temu, d9Jacek napisał:

pisz dalej

 

Czy raczej PIJ dalej ?  😂

Share this post


Link to post
Share on other sites
15 minut temu, jarek996 napisał:

raczej PIJ dalej

to też....nawet napiszę ...zazdraszczam  tego pobytu .....i tych szprycerków

Share this post


Link to post
Share on other sites
5 godzin temu, jarek996 napisał:

 

Czy raczej PIJ dalej ?  😂

Tak z ciekawości,ile płynu wychodzi Ci na 100km.?

Share this post


Link to post
Share on other sites
7 godzin temu, tytan12 napisał:

Tak z ciekawości,ile płynu wychodzi Ci na 100km.?

 

Jesli pytasz powaznie to odpowiem na przykladzie ; jechalem w tym roku ze Swinoujscia do Lagowa Lubuskiego ( wyszlo 298 km ) . Bylo to piatek  18 czerwca , temperatura dochodzila do 36 stopni. Wypilem po drodze 15 szt.  poltoralitrowych butelek wody plus pewnie z 5-6  butelek z jakimis innymi napojami !!! 

Na moich normalnych treningach ( NIE w upalne lato ) wystarczaja mi dwa bidony ( 0,66 l ) na okolo 110 -120 km , a jak jade szybkie 50 km to nieraz nawet  lyka nie popije . 

 Moje turystyczne wyjazdy traktuje bardziej "wakacyjnie" , wiec jak jest  jakis fajny dzien , to walne z 7-10 piw w czasie dnia ( ale to sie NIE zdarza codziennie )  😂 

 Tyle ze wtedy nie ma zadnej napinki ( chodzi mi o wyczyn , czy jakies szalone tempo ma wspinaczkach ) , tylko bardziej tempo turystyczne . Pije tez oczywiscie duza ilosc INNYCH plynow po drodze , wiec to sie troszke "rozciencza" 😉 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites
2 godziny temu, jarek996 napisał:

Wypilem po drodze 15 szt.  poltoralitrowych butelek wody plus pewnie z 5-6  butelek

no to wychodzi Ci  '" spalanie " jakies 10 l/ 100km...niezle👍

Share this post


Link to post
Share on other sites
3 godziny temu, jarek996 napisał:

 Moje turystyczne wyjazdy traktuje bardziej "wakacyjnie" , wiec jak jest  jakis fajny dzien , to walne z 7-10 piw w czasie dnia ( ale to sie NIE zdarza codziennie )  😂 

 

Mierzyłeś kiedyś zawartość alkoholu we krwi? Nie przekraczasz dopuszczalnych norm i nie obawiasz się, że w razie jakiegoś wypadku możesz mieć problemy? 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Czasami o tym sobie myslalem , ale w sumie mam to w d.....e ( a normy pewnie czasem przekraczam ) 😉

Jezdzac samochodem nie pije nawet LYKA piwa ( nie mowiac o  innych alkoholach ) .

P.S. 6  z tych dziesieciu , to pije jak juz SKONCZE jezdzic . Po ciezkim dniu ( juz po jezdzie ) potrafie wchlonac niesamowite ilosci plynow. Na noc stawiam sobie ZAWSZE 1,5 litrowa butelke wody i bidon ( 0,6 l ) i czasem to wszystko wypije ! Rano jak siusiam , to widze po kolorze czy jestem odpowiednio nawodniony . Jak siusiu jest jasniutkie , to jest OK.

 Lepiej wypic wiecej wody i sie tego pozbyc w toalecie , jak sie odwodnic. Na glodnego mozna jeszcze pojechac , ale jak sie odwodnisz to jest straszna "bomba" . Z tymi piwami , to nie mysl , ze jest tak zawsze 😂.  Mam wyjazdy ( wiekszosc ) , gdzie walne jedno do lunchu , a reszta wieczorkiem (  czasem juz NIC ). To wszystko zalezy od okolicznosci. 

 

 

3 godziny temu, d9Jacek napisał:

no to wychodzi Ci  '" spalanie " jakies 10 l/ 100km...niezle👍

 

To byly jednak wyjatkowe temperatury i szedl niezly "ogien" + 75 % teren odkryty .

Kiedys bylem w Bosni ( 5 lat  temu ) i wtedy bylo ponad 40 stopni , a jakos pilem mniej ( wody oczywiscie ).

Moze wtedy jezdzilem troszke wolniej ( MTB ) ?

  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

  • Recently Browsing   0 members

    No registered users viewing this page.

×
×
  • Create New...

Important Information

By using this site, you agree to our Terms of Use.