Jump to content
robert.pilot

Pasja modelarska.

Recommended Posts

Aż mnie smutek ogarnął gdy to obejrzałem.....zdolny chłopiec ale brak perspektyw i możliwości.

Pewnie i tak będzie żył w biedzie jak jego rodzina. 

A bogaci narzekają  bo ciągle im mało......w dziwnym świecie żyjemy choć z drugiej strony chyba zawsze tak było.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Arek, jestes w stanie zdefiniowac pojecia biedy i bogactwa? Bo ja szczerze mowiac nie wiem, gdzie lezy granica pomiedzy jednym i drugim.

Co do filmiku, moim zdaniem chlopak jest bogaty. Bogaty duchem. A to jest wieksze bogactwo, anizeli posiadanie dobr materialnych.

  • Upvote 1
  • Dzięki 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

A mnie przypominają się moje (i pewnie wielu kolegów) początki, kiedy to do Składnicy Harcerskiej (w której niewiele zresztą było, a jak już, to niedostępne ceną spacer.png ) to była cała wyprawa...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Szczęśliwcy 😀 - u mnie nawet w okolicy nie było Składnicy Harcerskiej w zasięgu marszu 😀.

Share this post


Link to post
Share on other sites
13 godzin temu, grzegor napisał:

u mnie nawet w okolicy nie było Składnicy Harcerskiej w zasięgu marszu 😀.

U mnie była - w oddalonym o 45km mieście wówczas wojewódzkim, dlatego napisałem, że w czasach panowania pks-owskich SANÓW H100 była to cała wyprawa... spacer.png

Share this post


Link to post
Share on other sites

No, u mnie bylo wrecz przeciwnie. Mieszkalismy w Olsztynie, na starym miescie. Skladnica Harcerska takze znajdowala sie na starym miescie, w odleglosci 200-300 metrow od naszego miejsca zamieszkania. Niewielka, bo niewielka, ale byla! Jak Robert juz napisal - niemal kazdego dnia przyslowiowy nos przy szybie wystawowej. Ta ostatnia byla obligatoryjnie upackana paluchami, byc moze nawet resztkami sliny i uplywow z nosow  przyklejajacych sie do niej dzieciakow. Nikt tego nie czyscil, bo i po co?

 

Wiesci o dostawach towaru rozchodzily sie z predkoscia blyskawicy. A to dlatego, ze dostawy odbywaly sie w godzinach otwarcia - wowczas zamykano dany dzial, a sprzedawcy na oczach tloczacej sie klienteli wynosili z zaplecza kartony ze swiezo dostarczonymi "skarbami" i wystawiali je na polkach. Zaplecze bylo niewielkie, dostawy skromne, wiec wszystko odbywalo sie na oczach kientow. Nikt nie zawracal sobie glowy tym, by robic to po godzinach otwarcia - wtedy jeszcze pracownicy handlu szanowali ich wolny czas, ze tak powiem. Od czasu do czasu lada sklepowa ulegala przesunieciu pod naporem zniecierpliwionej klienteli, co od razu bylo kwitowane opryskliwymi uwagami ekspedientow: "usun sie pan do ch..ery, bo nic panu nie sprzedam", albo: "gdzie wlazisz, smarkaczu, nie widzisz ze tu lancuch wisi?".

  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

No i jeszcze to "obchodzenie" wszystkich kioskow w miescie w nadziei zdobycia ostatniego numeru Malego Modelarza .

Nawet chyba RUCH nie wiedzial , gdzie ma wszystkie kioski , a my wiedzielismy  😂

Nie bylo wtedy  hulajnog elektrycznych , wiec to wszystko wychodzilo TYLKO na zdrowie 😉

Share this post


Link to post
Share on other sites

  • Recently Browsing   0 members

    No registered users viewing this page.

×
×
  • Create New...

Important Information

By using this site, you agree to our Terms of Use.