Ta odpowiedź cieszy się zainteresowaniem. Jerzzy Opublikowano 11 godzin temu Ta odpowiedź cieszy się zainteresowaniem. Opublikowano 11 godzin temu Podróż na mistrzostwa zaplanowaliśmy na tydzień przed ich oficjalnym rozpoczęciem. Cel - polatać na zboczach, na których odbędą się zawody, aklimatyzacja i adaptacja modeli do nowych miejsc. Pojechaliśmy na dwa samochody (dwa Jurki w jednym i Paweł z żoną w drugim) solidnie załadowane modelami, materiałami do napraw (co nie jest rzadkością w F3F) i prowiantem na przeżycie Do przejechania tylko 2200km... Start w niedzielę o 8.30 zakończył się po północy we Francji. Krótki 5 godz. sen i już o 16 po 800 km dojechaliśmy do zbocza Vittoria. Francja bardzo dba o kierowców, średnio co godzinę przystanek na bramkach autostradowych, aby w marazm wielogodzinnej jazdy bez przystanku nie popaść. Vittoria to latanie na zboczu, a właściwie uskoku skalnym o przewyższeniu do doliny 800m! Stojąc na krawędzi, widać drugą stronę doliny z bliźniaczym uskokiem spowitą w chmurach. Tak, mieliśmy szczęście, że na tej wysokości te chmury nie przemieściły się na nasze zbocze. Latanie tam to nowe życiowe doświadczenie. Stoi się 3m od klifu, gdzie dołu nie widać. Wyobraźnia pracuje na pełnych obrotach i instynktownie pilot przykleja się do sosny, przed którą się stoi podczas lotu. Nie można tam zrobić nieprzemyślanego kroku, ale modelarze to istoty, które szybko się adaptują do nowych warunków. Modele rzuca się często w nic, bo wydmuch zaczyna się parę metrów dalej i nie ma dojścia do samej krawędzi. Chwila strachu na początku, a potem ogień i czysta adrenalina. Latamy na zmianę i adoptujemy się charakterystyki zbocza. Lądowania zawsze z partnerem - droga na lądowisko trochę wyboista i asekuracja jest obowiązkowa. Lądowania od zawietrznej w rotorze i trzeba zmieścić na obszarze ~20m x 20m. Dwa lądowania i już czujemy "bluesa". Kończymy, kiedy natura mówi dość i słońce się chowa. Latarki na następny wyjazd trafią na listę obowiązkową. Drugi dzień to Punta Ballota - niesamowity pionowy klif nad morzem. Laminarny opływ ze składową pionową ok 10m/s. Trenujemy zupełnie inny styl latania niż na naszych górkach. To dwa różne światy i style. Zmiana mind setu. Nowe trymowania i przyzwyczajenie się do widoku, odległości i wysokości n.p.m. Po przelataniu wszystkich modeli natura wyłączyła światło i musieliśmy wracać. Środa to zbocze zachodnie z mniejszym wiatrem również 90 m wypiętrzone n.p.m. Wiatr był mocno po skosie i klif pracował, ładnie go "naprostowując". Tu trzeba uważać, by nie wyjść za daleko w morze - strefa sensownego pionowego wiatru to kilkanaście metrów, potem zaczynają się kłopoty. Dolataliśmy modele na tym zboczu, a kiedy dzień miał się ku końcowi - odwrót na kwaterę, gdzie Ania przygotowała znakomitą rybkę - świeżego dorsza. Ehhh co to za dorsz był... Czwartek to deszczowy dzień na odreagowanie i zbalansowanie emocji. Trzy dni zupełnie innego latania niż to, do którego jesteśmy przyzwyczajeni na kontynencie. Po południu szybko przebiegający "processing" modeli i wieczór w lokalnej restauracji (kraby, krewetki, żeberka i to, co każdy lubi najbardziej). W piątek po porannym deszczu z ogromną chęcią na latanie jedziemy ponownie na zachodnie zbocze. Niestety identycznym pomysłem wykazała się ponad połowa pilotów (34 modele w kolejce do latania) i czas oczekiwania na 3 min lot wyniósł 2 godz. Udało się zrobić po 3 loty (niektórzy mieli szczęście i loty były mierzone - organizator z dobrej woli ustawił aparaturę do pomiaru czasu), a kiedy wiatr osłabł na tyle, że nie warto już ryzykować, Jurki pojęły decyzję - idziemy popływać! Sobota to pierwszy dzień zawodów pre-contest, które odbiły się na klifie Punta Ballota. Już wiedzieliśmy, jak się tam lata, wiec wzmagający się od rana wiatr był nam znany. Kolejka to ok 2 godz. Pechowcy z początku latali w wietrze 10m/s co dawało czasy <40s. Ja, lecąc z rana, zrobiłem 38s i zadowolony czekałem na loty kolegów. Paweł miał już lepszy wiatr i 35s, Jurek jeszcze lepiej i 32s. Wiatr wzmagał się by po 2 godzinach osiągnąć >20m/s. Na zawietrznej w rotorze, gdzie zawodnicy mieli obozowisko wiało ponad 22m/s. W takiej sile wiatru modele same odlatywały, a namioty przestawały istnieć. Wagi modeli z 3,5kg zaczęły rosnąć, 4,1kg kończąc na >4,5kg. W takich warunkach Jurek wykręcił czas 27s, który jest nowym rekordem Polski! Paweł latał w optymalnej trajektorii osiągając 30s i 31s, ja regularnie 32s i 33s. Wszyscy zawodnicy bacznie obserwowali rywali, starając się zbudować optymalną drogę lotu. Wszyscy, którzy cieszyli się super lotami <30s i dobrymi punkami, zostali ustawieni w szeregu, kiedy Lukas Gaubatz ustanowił nowy rekord świata - 23s! W takich warunkach nie obyło się bez kilku dewastacji modeli, kilku połamanymi kadłubami czy skrzydłami, spektakularnym uziemieniem na klifie, gdzie model zmienił stan skupienia w niebyły. Pierwszy raz widziałem również, jak z przeciążenia pęka bagnet w locie, skrzydła zamieniają się w wiatrakowce, a kadłub leciał jeszcze >300m w kukurydzę. Takie małe igrzyska, gdzie po dwóch kolejkach zawodnicy zaczęli się wykruszać. Nasza polska twarda ekipa latała do końca i każdy zrobił swoją życiówkę Drugi dzień to już znane nam zbocze zachodnie z wiatrem mocno zmiennym - początki kolejki (pójdę zagrać w lotto - znowu leciałem na początku dnia) to loty 5x s. z wiatrem ok 5m/s. Następne pół godziny i 7...8m/s pozwalało latać 4x s. Jurek obrał optymalną trajektorię i popisowo poleciał 41s. Po południu wiatr zaczął spadać i ponownie pojawiały się wyniki 5x s. Pre-contest zasłużenie wygrał mistrz świata ze świeżym rekordem 23s. Trudno już sobie wyobrazić, jak można polecieć szybciej. Nasze miejsca to 6 Jurka, 17 Pawła i 22 moje. Wszyscy zrobili swoje rekordy, nikt się nie połamał i z ogromną mobilizacją jutro rozpoczynamy oficjalne Mistrzostwa Świata. Wieczorem odbyło się oficjalne otwarcie zawodów, gdzie wszystkie ekipy zostały przedstawione. Naszą flag-mistrzynią była żona Pawła, która w wolnych chwilach rozpieszcza kulinarnie nasze podniebienia Co więcej potrzeba do szczęścia? Pyszne kolacje od Ani są, życiówki są, świetna atmosfera i wola walki jest - pełnia zadowolenia. Wyjazd dofinansowano ze środków Ministerstwa Sportu i Turystyki 5
Rekomendowane odpowiedzi