Jump to content

Bicie rekordów EG


Recommended Posts

Dzisiaj był piękny dzień na loty termiczne i udało mi się pobić dwa swoje rekordy.

Pierwsze loty zrobiłem około godziny 10. Rosa wyschła ok. 9 więc termika już powoli ruszyła i właśnie w takich warunkach udało mi się wykręcić 19-minutowy lot. Niby nic wielkiego, ale tak długo jeszcze nie latałem. Poniżej obrazek z zaznaczonym czasem lotu:

Dołączona grafika

 

Potem jeszcze trochę polatałem, ale bez spektakularnych sukcesów. Dopiero po obiedzie, była 14:30 w pierwszym locie załapałem się na super termikę. Błękitne niebo ciągnęło na dosyć dużym obszarze całkiem równo. Z pomiaru wychodzi średnio 1,93m/s. Do tej pory najwyżej byłem na pułapie 600m. Teraz pomyślałem sobie że dojdę do 700, góra 800m i będę uciekał, ale tak ładnie było widać model i krążąc praktycznie nad głową miałam nad nim zupełnie przyzwoitą kontrolę że zaryzykowałem dojście do psychologicznej bariery 1km. Według komunikatów wariometru dotarłem do wysokości 1027m po czym zacząłem uciekać. Nie mam zbyt dużej praktyki w tego typu ucieczkach i pierwszym błędem jaki zrobiłem była ucieczka z wiatrem.Komin też podążał z wiatrem i w ten sposób trudniej było mi go opuścić. Dopóki model widzi się pod kątem zbliżonym do 90°, dopóty wiadomo, w którą stronę jest zwrócony.

 

Do 700m schodziło mi się dobrze. W pewnym miejscu pojawił się chyba nawet flatter bo model zaczął mi migać w słońcu, ale zmniejszyłem tempo schodzenia (cały czas ssało do góry nawet kilkaset m dalej). W wyniku flattera częściowo odkleiła się listewka mocująca rurę nośną w jednym ze skrzydeł.

W okolicach 600m zaczęło się robić gorzej, bo zacząłem słabo go widzieć. Duża ilość emocji przykryła rozwagę i pozwoliłem modelowi oddalić się z wiatrem dosyć daleko. Na niższej wysokości kąt zrobił się ostrzejszy i już nie było tak oczywiste, w którą stronę mam lecieć. Najbardziej krytyczny moment był w okolicach 500m, gdzie kręcąc się w kółko traciłem widoczność modelu. O ile na kilometrze patrząc od spodu widziałem go dobrze, to na połowie tego pułapu model znikał mi na kilka sekund, był widoczny tylko w pewnej fazie obrotu. Niestety już przy takim kącie trudno było o stwierdzenie czy wtedy model leci w moją stronę czy się oddala. Wzrokiem śledziłem go do wysokości ok. 100m a potem pobiegłem go szukać.

 

Wylądował w lesie. Na szczęście o tej porze roku podmokła olszynka nie była jeszcze zieloną dżunglą i po jakichś 2-3 godzinach poszukiwań udało się odnaleźć model. Szukałem go na wierzchołkach drzew, bo miałem przyzwoity sygnał z wariometru i sądziłem że musiał wylądować wysoko ale jednak leżał na ziemi i to jeszcze na grzebiecie. Jak na niezniszczalną konstrukcję przystało, dorobił się tylko niewielkiego wgniecenia na krawędzi natarcia skrzydła.

Tak to wyglądało z punktu widzenia SkyAssistanta (bez kompensacji, bo sondę TEK Amba wcięła).

Dołączona grafika

 

A tak wyglądał ostatni lot w 3D zarejestrowany komputerem pokładowym. Kolorem oznaczony jest sygnał wariometru:

Dołączona grafika

 

Tutaj jest log SkyAsistanta z całego dnia.

http://pitlab.pl/logi/slubice_20100425.zip

 

Wnioski:

Takie bicie rekordów wysokości to szaleństwo, ale już Kochanowski wiedział że: "brak zabawy i szaleństw za młodu jest niczym rok bez wiosny".

Teraz jak już mam to za sobą, będę skupiał się na biciu rekordów długości szybowania. Taki komin spokojnie można wykorzystać jako windę, z której wysiada się na 600m i ponownie szuka wolnego miejsca w górę od 400m. W ten sposób można sobie w miarę bezpiecznie nabić licznik godzin a przede wszystkim nabrać doświadczenia.

 

Jest jeszcze jedna rzecz dla której warto było to zrobić. Znalazłem błąd w oprogramowaniu SkyAssistanta. Zamiast powiedzieć "wysokość 1000m" powiedział "wysokość 0m". Tyle czasu już minęło a jeszcze nikt tego nie zgłosił (albo ja przegapiłem).

Link to comment
Share on other sites

Mogę potwierdzić, że dzisiaj termika była niesamowita. Byłem bliski stracenia w kominie 3-metrowego szybowca. Latałem w mniej więcej w godzinach 14-16. Wyglądało to tak, że momentalnie, z dużego kształtu szybowca na niebie zrobiła się ledwo widoczna kreska. Nie mam co prawda wario i nie potrafię obiektywnie stwierdzić na jakiej byłem wysokości, ale myślę, że co najmniej kilometr osiągnąłem. W tym momencie się trochę wystraszyłem i włączyłem maksymalne hamulce (butterfly) ale to nie dało żadnego efektu, szybowiec albo się jeszcze wznosił albo nie tracił znacząco wysokości. Zacząłem się nawet zastanawiać, czy nie pomyliły mi się przełączniki na radio i czy nie włączyłem przypadkiem silnika zamiast hamulca. W końcu po rozpaczliwych próbach zmniejszenia wysokości wprowadziłem model w korkociąg i po dobrych kilku zwitkach udało się zaobserwować znaczne obniżenie lotu. Polecam ten sposób na ratowanie się przed wessaniem przez komin - korkociąg to jest figura, w której nie trzeba machać drążkami wraz z ruchem modelu, wystarczy zaciągnąć wysokość i kierunek a szybowiec opada wirując bez nabierania nadmiernej prędkości. Do wyprowadzenia wystarczy puścić stery, szybowiec przestaje wirować, przechodzi do lotu nurkującego, potem wyrównuje i zmniejsza prędkość.

 

To wszystko działo się w okolicach Warszawy i już zacząłem się zastanawiać, gdzie spadnie model jak mi ucieknie - czy na jakiś zamieszkały teren, czy na pola.

 

W końcu szczęśliwie wylądowałem, ale byłem tak roztrzęsiony, że więcej już nie poleciałem w obawie, że tym razem komin wciągnie model na zawsze.

 

A jeszcze z ciekawostek to chyba krążyłem w tym samym kominie, co prawdziwy szybowiec. W okolicy latał akurat Jantar z Bemowa i biorąc pod uwagę wpływ wiatru to chyba byłem w tym samym kominie.

Link to comment
Share on other sites

włączyłem maksymalne hamulce (butterfly) ale to nie dało żadnego efektu, szybowiec albo się jeszcze wznosił albo nie tracił znacząco wysokości.

Ocena wysokości i prędkości pionowej gdy jesteśmy wysoko nad głową to jest chyba najtrudniejsza rzecz, nawet z wario. W zasadzie wysokość dostaję na tacy w postaci komunikatów o wysokości co kolejne 50m, ale gdy uciekałem z komina wydawało mi się ze delikatnie oddaję drążek a po wykresie widać że o była szybka i ryzykowna ucieczka.

Analogicznie trudna jest ocena położenia i kierunku gdy jesteśmy nisko i daleko. Co gorsze w takiej sytuacji trzeba mieć już niebanalny sprzęt żeby móc zachować kontrolę i wrócić do nogi.

 

W moim przypadku komin był dosyć łagodny, albo po prostu nie wpakowałem się w jego środek. Chyba znacznie burzliwsze są takie kominy, z których tworzą się cumulusy. Żeby utrzymać się w swoim kominie musiałem trochę powalczyć i nie było specjalnie trudno z niego uciec. Gdybym usłyszał że wciąga mnie szybciej niż zwykle ciągnie silnik z pewnością nie odważył bym się zagrzać tam długo miejsca.

Link to comment
Share on other sites

A jeszcze z ciekawostek to chyba krążyłem w tym samym kominie, co prawdziwy szybowiec. W okolicy latał akurat Jantar z Bemowa i biorąc pod uwagę wpływ wiatru to chyba byłem w tym samym kominie.

Coraz niżej mi ręce opadają jak czasem czytam takie rzeczy. Kiedyś spotkasz sie z jakimś szybowcem prawdziwym albo innym latadłem pełnowymiarowym i bedziesz pisał posty zza więziennych krat. Po co tak ryzykujesz? :?

Link to comment
Share on other sites

ja kiedyś wieczorem latałem z Cobrą w kominie, ale był tak słaby, że ledwo na zerko wystarczało, ja miałem jakieś 30m, Cobra pewnie z 20m wyżej, ale to było nisko, blisko bo praktycznie nad głową, komin delikatny i łatwo było określić gdzie jestem ja a gdzie Cobra :)

a jeśli chodzi o wytracanie wysokości to tylko korkociąg. Mnie już dawno się coś takiego nie przytrafiło bo na 400-500m zaczyna mnie kusić i zamieniam wysokość na prędkość i parę ciasnych zakrętów w stylu F3F czy F3B :D

1027m , miazga :twisted: z takiej wysokości to nawet rasowego F3F'a bałbym się pogonić :P

Link to comment
Share on other sites

Coraz niżej mi ręce opadają jak czasem czytam takie rzeczy.

Wiem że to również mnie dotyczy i zdaje sobie sprawę że tak nie wolno robić a mimo to świadomie poszybowałem wyżej niż powinienem chociaż latam na odludziu, w strefie "TMA Warszawa B 1070m" i chyba nie wszedłem w konflikt z prawem, chociaż sporadycznie można nadziać się na samolot znacznie niżej. Miedzy innymi boje się tak latać w Koczargach, gdzie co najwyżej pojadę sobie przetestować jakiś ficzer nie wyżej niż 200m nad ziemią.

 

Jest też takie powiedzenie że specjalista to ten, kto w danej dziedzinie popełnił już wszystkie możliwe błędy.

Po prostu trzeba być świadomym tego co się robi, umieć wyciągać wnioski i przyjąć krytykę - dziękuję za zwrócenie uwagi - ale też nie można potępiać w czambuł każdego zachowania odbiegającego od normy bo życie czasami zmusza do przekroczenia pewnych granic a mając to przećwiczone łatwiej będzie zareagować w krytycznej chwili rzeczywistego zagrożenia.

Link to comment
Share on other sites

Faktycznie wczoraj była bardzo silna termika po zmianie warunków atmosferycznych. Była to w dodatku tzw. termika bezchmurna. W takie dni, gdy powietrze ma mało wilgoci, cumulusy się nie tworzą. Tez wczoraj pobiłem swój rekord wysokości. Było bardzo przejrzyste powietrze i widoczność modelu była doskonała. Ucieczka z komina może się odbywać również troche inaczej. Skoro jest komin, obok powinno być dsuszenie. Nalezy przede wszystkim oddalić sie od miejsca silnego wznoszenia i dopiero stamtąd schodzić w dół. pozdr.

Link to comment
Share on other sites

Ucieczka z komina może się odbywać również troche inaczej. Skoro jest komin, obok powinno być dsuszenie. Nalezy przede wszystkim oddalić sie od miejsca silnego wznoszenia i dopiero stamtąd schodzić w dół. pozdr.

Ja tak właśnie próbowałem i między innymi przez to zgubiłem model. Po prostu kominy bywają dosyć duże i czasami może nie być możliwości ani czasu na to aby odlecieć wystarczająco daleko. Odlecieć dalej często znaczy utracić kontrolę.
Link to comment
Share on other sites

Pitlab ja oczywiście nie mówie, tego w złym tonie. Wiem tylko jak niewiele trzeba bo byłem świadkiem sytuacji, w której mój znajomy właśnie krążąc sobie w kominie wykręcił ok 700 m po czym zorientował się, że dokładnie kilkaset metrów obok niego Eurolotowski ATR robił właśnie 3 zakręt proceduralnego podejścia. Nie chce mówić ile dzieliło dwa "statki powietrzne" ale powiem tylko, że ATR według procedur jak potem sprawdziłem, powinien mieć tam nie wiecej jak 600 metrów. Naprawde zachęcam po stokroć do zapoznawania się z ograniczeniami sąsiednich nam TMA i CTR'ow. 100 razy nas zlekceważą a za 101 jakiś serdeczny mieszkaniec zadzwoni na policje z pytaniem " panie... nad moim domem latajom pasażerskie i zabawkowe na jednej wysokości, to tak ma być? " uwierzcie mi... nikt sie nas nie bedzie pytał o fantazje, zamiłowanie do modelarstwa i pasję...

Link to comment
Share on other sites

Coraz niżej mi ręce opadają jak czasem czytam takie rzeczy. Kiedyś spotkasz sie z jakimś szybowcem prawdziwym albo innym latadłem pełnowymiarowym i bedziesz pisał posty zza więziennych krat. Po co tak ryzykujesz? :?

1. A mi ręce opadają, że nie przeczytałeś całego mojego posta. Przecież napisałem wyraźnie, że starałem się uciec z tego komina wszelkimi możliwymi metodami. I nie było to na takiej zasadzie, że krążyłem razem z tym Jantarem skrzydło w skrzydło. Ja byłem w miejscu x na wysokości 500-1000 m a Jantar był na wysokości 1800 - 2000 dwa kilometry dalej (tak się rozciągają kominy termiczne na wietrze), ale prawdopodobnie w tym samym kominie.

 

2. Latałem w okolicach Białołęki, gdzie akurat wkręcają się prawdziwe szybowce, bo to jest miejsce poza strefami lotniska Okęcie i strefa niekontrolowana rozciąga się do 3000 m z tego co wiem (strefa G chyba się nazywa?), więc nie było ryzyka spotkania z pasażerskim samolotem, naprowadzanym przez różne służby kontrolne, które dbają o odpowiednią separację. Jest to strefa niekontrolowana i każdy pilot statku powietrznego musi sam wypatrywać innych statków powietrznych (w tym modeli) i starać się unikać sytuacji kolizyjnych.

 

3. Sam latam szybowcami w skali 1:1 i wiem że bezpieczeństwo człowieka w szybowcu/samolocie jest najważniejsze.

 

4. Na tej samej zasadzie jak latasz sobie nad swoją łąką/lotniskiem swoim modelem w okolicach tego miejsca może się pojawić jakaś Cessna lecąca na wysokości 300 m i też musi uważać, czy nie lata tam "coś" (twój model albo glajt albo krążący bocian).

Link to comment
Share on other sites

1000m , aż się wierzyć nie chce gdyby nie wykres z wario. To ja będąc na 500m modelem o rozp. 1,9m uciekałem czym prędzej w dół nie widząc modelu na zakręcie prawie już wcale.

Teraz mam ustawiony alarm na 450m i powyżej się nie zapuszczam bojąc się o stratę modelu i jego drogocennej zawartości.

 

Zamierzam pomalować płat od dołu na czerwono lub czarno? Który polecacie kolor ?

 

Wtedy może się odważę przekroczyć 500m. Na razie płat od dołu mam koloru drewna i 500m to mój max.

Termikę mamy już na maxa. Co kilka dni oglądam piękne wykresy z wario i podoba się to co raz bardziej. 8)

 

Co mi się jeszcze nasuwa to to , że najsilniej model ciągnie powyżej 200m i noszenia są zdecydowanie mocniejsze niż na 100 czy 150m. Udało już mi się zabierać z 50m w komin ale to rzadkość.

Link to comment
Share on other sites

Pasów na modelu z 500m nie widać - po prostu jest on czarny i myślę , że właśnie czarny najlepiej widać z oddali. Tylko , że brzydki taki czarny model...

A ja bym powiedział że nie widać pasów powyżej 500m :D Lub bardzo słabo. Sam projektowałem przez jakiś czas , różne pasy - dobierałem kolor, kształt i odległość między pasami. W końcu dobrałem jaskrawą czerwień , ze średnimi odstępami miedzy pasami i ? I g. na wysokościach to porostu czarny obiekt.:/

Link to comment
Share on other sites

Archived

This topic is now archived and is closed to further replies.

  • Recently Browsing   0 members

    • No registered users viewing this page.
×
×
  • Create New...

Important Information

By using this site, you agree to our Terms of Use.