-
Postów
1 536 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
48
Treść opublikowana przez zbjanik
-
PZL P11c z depronu - plus plany
zbjanik odpowiedział(a) na robertus temat w Modele średniej wielkości
Da się oczywiście latać. Nawet należy, żeby nie utracić ważności uprawnień. Ja już mam w tym roku sześć lotów zaliczonych, a pierwszy w Sylwestra. Wczoraj było -6 st., słaby wiatr i opad śniegu. Ogólnie fajnie, zimno w ręce i bardzo wyraźnie skróciły się bowdeny (kierunek i wysokość)- trymerów nie starczało- bardziej uciążliwa była ta wysokość, musiałem latać z stale lekko zaciągniętym sterem. Moje latanie w takich i innych podobnych warunkach wzmaga u żony zrozumienie, choć może bardziej politowanie- muszę ją wypytać bardziej szczegółowo... -
Irku- no, skoro tak piszesz, to muszę wiedzę jakoś uzupełnić. Niestety z tym typem się nie zetknąłem. Może dla tego, że po początkowym okresie, jak już należałem do aeroklubowej modelarni, to b. rzadko bywałem w CSH (o tej składnicy piszesz?). Ale tu mam pytanie za znasz taki zestaw z CSH Ćwik? z czego był wykonany?
-
Jeden obraz-1000 słów. Zrób jakąś fotkę planu, czy skan- i w ogóle- co to za Perkoz? Czyli trzeba więcej danych, żeby coś powiedzieć>
-
To i ja się przyłączam do ogólnych życzeń. No i dzisiaj już otworzyłem sezon lotny! Stary zamknąłem wczoraj (2 loty po 10 min.). Dzisiaj strasznie rzucało- ale mój Spoko-1 dał radę, choć jest depro-styropianowcem. Lot przypominał to co się wyrabia z samolotem w Jeleniej Górze w dolocie do rotora. Zresztą rotory były na pewno, bo raczej nie termika- takie pionowe ruchy w górę po 5-8 metrów w pół sekundy. Ale warto było!
-
Szybowiec?- wyszedł Ci samolot! Jeśli ma latać, szkoda, że statecznika poziomego chociaż, nie zrobiłeś lżej- konstrukcyjnie, ogon będzie ciężki i ołów z przodu... Ale nostalgiczny kształt fajny. Aha, skrzydła osobiście też bym zrobił mocowane (gumka, kołeczki)- to się na prawdę przydaje- nio chyba ze jest bardzo mały.
-
Nie prawda. Szybowce (w tym i szkolne) tak czasem mają ze względu na położenie środka ciężkości. Najlepiej, żeby drugi pilot był w SC, wtedy nie trzeba żadnych dodatkowych zabiegów związanych z doważaniem w locie solo. Skos w tył ustatecznia, skos w przód działa odwrotnie.
-
Robertus- to podaj na priv adres do wysyłki (pocztowy), bo to jest plan na papierze. Ale rozważ jeszcze nowsza wersję z 1915 roku- zrobiłem sobie swój plan, pod depron i może styropian. Bardziej rasowo wygląda.
-
Robertusie- modelu nie mam, ale mam plan z MFI z makietą na jakiś szczotkowy motorek, bo to już ma parę lat. Ale nie wiem, czy Cię zainteresuje, bo zawartość depronu- Zero, sama balsa.
-
Chyba trzeba mu w takim razie paru A, bo te mili jak widać go nie biorą. Spróbuj- wiele nie tracisz.
-
Uzupełnienie do mojego poprzedniego postu- taki zabieg rozładowania trzeba powtórzyć kilka czasem razy. W praktyce wygląda to tak, że jak po nawet całej dobie z tą żarówką proces ładowania trwa 3, czy 5 minut- oznacza że jeszcze się nie udało i trzeba rozładowanie powtórzyć. Jeśli po kolejnej próbie zauważysz, że coś ta ładowarka długo ładuje i ładuje- wygrałeś i odzyskałeś pakiet.
-
Kolego- ja zrobiłem tak- rozładowałem taki pakiet dosłownie do zera (no, prawie), przy pomocy żarówki samochodowej, a potem ładowanie- dość brutalne, prądem 1,5 A. Pakiet ożył i miałem go w tym sezonie jako rezerwowy, do drugiego lotu. Bo latam na NiMh i chwalę sobie. Ktoś gdzieś, w innym wątku napisał,że ładowanie 17 godzin. Mam pakiet Shark 1000, ładuję normalnie prądem 1 A, ładowarka Imax 6, a trwa to 54 minuty, ok 870 jednostek. Latam latem, zimą (przedwczoraj) i jest OK.
-
No tak, ale bardziej efekt towarzyszący przyjętym założeniom przez konstruktora- bo ważniejsze jest jaki miał być ten obiekt latający, jakie miał mieć cechy użytkowe. Przy okazji krótkiego startu i lądowania, będzie też bezpieczniejszy w locie z małą prędkością. Samą odporność na wejście w korkociąg, czy szerzej przeciągnięcie, można zrealizować np. doborem profilu, zwichrzeniem płata, nawet gładkością powierzchni, czy innymi zabiegami. Zachęcam przy tej okazji do poczytania o RWD-9- tam jest o własnościach STOL dużo ciekawego, może mniej akurat o korkociągu, ale na pewno się przyda.
-
Nie, masz rację! Idzie tu tylko o skalę tych mas, bezwładności itd. Po to Reynolds zadał sobie właśnie trud, żeby to ogarnąć. Mamy tu taki sam problem, jak zdwulatkiem, który przewraca się dziennie 20 razy i nic mu nie jest, a dorosły raz na dwadzieścia lat i kończy się gipsem. Ale ja szanuję nawet ten pogląd, że są dwie aerodynamiki- duża i mała, modelarska, bo wiem, że każdy ma prawo do swoich obserwacji, wniosków- to jest przecież twórcze, wymagało czasu, konsekwencji i nawet pasji- to jest cenne, nawet jeśli gość twierdzi, że korkociąg, to nie korkociąg, jak na początku wątku. Tyle, że mam inne zdanie, poparte wiedzą, jakąś praktyką i tym, że lepiej widzieć szerzej- tak się staram przynajmniej. Ale z tym "węziej"- też się da- nawet latać- co koledzy udowadniają- przecież im te samoloty jakoś latają, nawet jak hasło "zwichrzenie aerodynamiczne", czy inne., nic nie mówi.
-
Niestety- sloty (skrzela) są dla małych prędkości i dużych kątów natarcia- do lądowania, wyrwanego startu itd. Generalnie, to psują opływ, ograniczają prędkość. Dlatego Wilga, Gawron- mają stałe sloty, bo dużych prędkości nikt nie oczekiwał, ale małej minimalnej, stromego schodzenia i wznoszenia na dużym kącie natarcia- już tak. Dlatego też takie RWD 9 miało "i tak, i tak"- czyli sloty zamykane, na okoliczność szybszego lotu. Tak ma też Antek, choć do demonów szybkości nie należy- no, ale chociaż konstruktor próbował. Czasem stosuje się krótkie sloty przed lotkami- tylko dla zachowania sterowności na przykrytycznych kątach natarcia (Kania). Ale co ja tu ciągle o tych dużych samolotach- przecież jak parę stron wcześniej koledzy zawyrokowali, że aerodynamika, czyli prawa fizyki modeli są całkowicie inne. Zamiast wziąć jaką książkę z teorii lotu, trza chyba będzie wszystko zbadać i napisać od nowa...Tak na serio- wszystko już było wynalezione, opisane, trzeba tyko czytać.
-
Koledzy- jak to? Drąg w korku od siebie- no nie- przecież "modele lataj całkiem inaczej"! Wiem, wiem, miałem się już nie odzywać...
-
Faktycznie, strasznie ta poczta droga coś. Może w takim razie odbiór osobisty? Ale mimo to, nie jest drogo, rozważam zakup.
-
W czasopiśmie niemieckim FMT parę lat temu gość prezentował Lublina z pływakami, napęd spalinowy (może to i gdzieś mam- jak znajdę to ujawnię). Fajny model, pamiętam, że był srebrny, średniej wielkości. Wątek kartonówek- pierwszy był Mały Modelarz, wersja w kamuflażu, lądowa.
-
Morane Saulnier typ N skala 1:5
zbjanik odpowiedział(a) na obsydian1000 temat w Konwersje spalin na elektryki i elektryczne "giganty"
Kolego- moja analiza zjawiska tego jakby wchodzenia w odwróconą pętlę jest taka: następuje wędrówka środka parcia wzdłuż cięciwy, w kierunku krawędzi spływu (efekt podobny częsty w samolotach przy otwarciu klap)- spowodowana warunkami opływu w danym momencie. Sam piszesz, że to się działo przy schodzeniu do lądowania, czy ogólnie przy zniżaniu, czyli w jakichś określonych i powtarzalnych warunkach. Może trzeba tu pójść w kierunku statecznika poziomego nośnego- tak jak jest w Bleriocie. Taki układ pozwala przesunąć środek ciężkości do tyłu. To wszystko działa podobnie do profilu samostatecznego- teraz wygląda na to, że skrzydło a tych krytycznych momentach zacienia opływ statecznika poziomego, wklęsły profil powoduje właśnie tor lotu jak przy odwróconej pętli- Samolot zachowuje się jak żle pomyślane latające skrzydło, bez skosu, który by je ustatecznił i jeszcze z wklęsłym, niesamostatecznym profilem. Coś o tm wiem, bo robiłem kiedyś bezogonowce F1C- bywały nawet zawody w tej kategorii w Gliwicach. Też chodzi za mną Bleriot w podobnej wielkości (1500 mm), oparty na podobnych założeniach, jak Twoje. Będzie wierny w proporcjach, ale nie będzie szczegółów, żeby był lekki- obmyślam koła ze szprychami, najlepiej takie, żeby nic nie ważyły. -
Pewnikiem noszenie, turbulencja- może termika, albo innego pochodzenia. W każdym razie na to wygląda. W przyszłości spróbuj wrócić w to samo miejsce, jeśli będzie znowu jakieś zakłócenie, "kopnięcie" w dowolnym kierunku- trafiłeś w obszar ruchów pionowych powietrza, a przynajmniej wir. Lecąc szybowcem, trzeba skręcić w kierunku podnoszonego skrzydła, żeby próbować wycentrować tą okazję.
-
RCmodelity.pl - WYPRZEDAŻE I PROMOCJE PRAWIE W KAŻDYM DZIALE !!!
zbjanik odpowiedział(a) na 1glider temat w Twój sklep - reklama za free
Link nie działa- jakiś błąd. -
J3 Piper Cub z silnikiem .61 - problem ze startem
zbjanik odpowiedział(a) na lisartur temat w Modele spalinowe
bziku-Radek ma rację- to jest ten sposób widzenia modeli, jaki i mnie się podoba- modele to takie same samoloty jak te duże, tylko że mniejsze. Ten Piper z twojego linka ma chyba o połowę mniejsze obciążenie powierzchni- jest jak wielki depronowiec, a może i jeszcze się dołożył czołowy wiatr- ogólnie bliżej balonu, niż samolotu (choć też pięknie...) -
Pewnie skończył zawodówkę dla didżeji- oni obowiązkowo w wełnianych czapkach.
-
Kapitalne- fajna historyjka! Przypomniało mi się przy tym, choć to może raczej do działu "Aparatury", jak w zamierzchłych czasach, w latach siedemdziesiątych byłem na obozie instruktorskim w Krośnie. Był tam kolega z szybowcem RC (kierunek i wysokość). Sterowanie aparatura bodajże Piłot, w każdym razie 27,12 Mhz. Do tego mieliśmy walkie-talkie - radio, też na tym paśmie. Dało się głosowo sterować tym modelem w ten sposób, że na komendę przez to radyjko "w lewo" model skręcał, był to całkiem skuteczne i przewidywalne. Tyle, że na komendę " w prawo"- też skręcał- w lewo, no ale nie wymagajmy perfekcji we wszystkim!
-
Kiedyś było po prostu inaczej- te pierwsze kroki to może i było nieco łatwiej zrobić. Ale pamiętajmy o poważnej barierze materiałowej. Teraz płacisz i masz, kiedyś trza było kombinować, kupienie jako metoda wejścia w posiadanie było tylko jedną z metod...Poważniejsze modelarstwo było już bardziej elitarne niż powszechne. Sam mam za sobą taką drogę- od amatora- chłopaka z podstawówki, przez potem modelarnię, wyczyn, zostałem też czynnym instruktorem. Takie aparatury, czy lepsze silniki były z APRL-owskiego czy LOK-owskiego rozdzielnika, dla nielicznych. Ale też- kto miał wyniki- sprzęt miał- choć nie wszyscy, a wielu tylko marzyło. Tu uwaga z tym CSH- sprzęt bywał bardziej niż był- chyba tak jest ściślej. Teraz zwycięża modelarstwo "kupowane": "...kto ma już nowego Iziflaja od ...-czy warto go kupić- wasze opinie? Kiedyś trzeba było go samemu wyrzeźbić. Czy to dobrze- czy źle? Odpowiedź moim zdaniem jest ani dobrze ani źle- tylko właśnie inaczej! Są zastępy modelarzy, którzy już nie znają zapachu cellonu, eteru, nie mają poprzecinanych palcow przez Rytmy, czy inne Jeny. Niczego nie polerują, szlifują, a co najwyżej kleją cjanopanem i zamawiają kurierem zapasowe skrzydła po kraksie. Niektórzy tez budują, ba projektują konstrukcje nie bardzo mając pojęcie o zasadach aerodynamiki (faktycznie- czasem się da i bez tego), niektórzy piszą YAK, zamiast JAK, ale niech tam- chyba jednak jest rozkwit tej choroby nieuleczalnej, ale przyjemnej- modelarstwa. A więc taka dostępność wszystkich gotowców i elektroniki, także wolny rynek, ma dobre strony: jest dużo zainteresowanych- latają, pasjonują się. W tamtych czasach byli by w gronie niewtajemniczonych. A teraz jednak stanowimy razem wielkie koło "kolegów po fachu", z rożnymi tylko odcieniami i barwami.
-
Fajnie- wreszcie jest czego szukam. Nie wiem czy Dave- ojciec tej konstrukcji wie o tym, ale tak, czy tak, przybywa mu więcej chwały za swoje dzieło.
