przeczytaj i przetrzyj oczęta zamglone......
"
SPRAGNIONYCH NAPOIĆ - ZA KAUCJĄ. Przy sklepach stanęły butelkomaty! Młodzi fotografowali się przy nich i klaskali po wrzuceniu opakowania do dziury. Oto postęp z ludzką, uśmiechniętą twarzą!
Starsi, wspominali czasy szklanych butelek na mleko i piwo. Najstarsi pamiętają, że flaszka po „czystej z czerwoną kartką” też miała swoją wartość (plus 1 zł na odbudowę stolicy). Zatem nic nowego. System kaucyjny był, jest i będzie. Czy na pewno?
W czasach słusznie minionych kaucję pobierano, by huty szkła mogły nadążyć z produkcją opakowań dla mleczarń i browarów. Czasami butelek było więcej niż zawartości, a klient kupował co było i nie marudził. Obecnie każde działanie można uzasadnić troską o planetę. Co gorsza, w czasach nadprodukcji, klienta należy czymś zająć, bo towarów nie brakuje. Może wizją recyklingu?
Powstały zatem przeróżne spółki, które na sztandarach mają wypisane dobro płonącej planety, a w kasie nasze weksle paragonowe, które otrzymujemy, gdy kupujemy napój w butelce lub puszcze. Firmy te radzą zacisnąć zęby (nasze) by ratować planetę (dla nich).
Butelkomaty zaczęły żyć własnym życiem. Stały się wybredne i nie przyjmują byle czego. Wgniecenie, wolny ruch ręki lub zbyt głębokie wsunięcie dłoni w otwór, powodują bunt maszyn. Czyżby zły dotyk? Od widzimisię skanera i magicznego rozpoznania kodu zależy też, czy naliczona kaucja będzie wynosiła 10 czy 50 groszy. Kto się nie zgadza, może zabrać swoje plastiki i odejść precz.
Klientów awanturujących się automaty nie obsługują. Dochodzi do jawnego rasizmu, gdyż dwie identyczne butelki mogą być potraktowane różnorako. Mamy zatem segregację odpadów z elementami segregacji rasowej a nawet etnicznej (kwadratowe flaszki po angielskiej whisky cierpią z powodu wykluczenia).
Czy katarynki recyklingu są tak czułe na dotyk, czy przeciwnie, mało wydajne jak ruski komputer? A może prywatnym firmom, „operatorom systemu kaucyjnego” nie zależy na tym, by było czysto i ekologicznie?
Butelkomat to urządzenie niezbyt skomplikowane. Taśma transmisyjna, zgniatarka, skaner i drukarenka karteczek zajmują około 20% powierzchni pomnika postępu. Reszta to miejsce na plastikowe worki zawieszone na koszach. Co jakiś czas, gdy technologia się zacina, przychodzi pani sklepowa, targa wózek z pełnym miechem, plombuje go, wkłada kolejny, a ten oznakowany kładzie pod ścianą. Potem robi identyfikatorem magiczne „pip” i system zaczyna działać do kolejnej usterki. Łatwiej jest pchać, ciągnąć i przekładać z pomocą koleżanki lub ochroniarza, ale klienci chcieliby skorzystać ze sklepu, a nie tylko z recyklomatu.
Za to firmy, które zawiadują zgniataniem, przewożeniem i utylizacją nie muszą się martwić przepełnionym workiem i wózkami na skrzypiących kółkach. Gdy kupujemy napój, operator systemu otrzymuje 50 gr. Jeśli oddamy butelkę, zwróci nam pieniądze. Jeśli nie oddamy, kasa jest jego. Oto pierwszy, najprostszy powód, dla którego eko – grandziarzom opłaca się, by butelkomaty działały jak najgorzej. Gdyby nikt nie upominał się o zwrot haraczu, producenci napojów, którzy są jednocześnie firmami zbierającymi odpadki, zarabialiby podwójnie.
Nie jest tajemnicą, że pozyskane z kaucji pieniądze „pozostają w systemie”. Oznacza to, że mogą być przeznaczone na zakup kolejnych (równie zawodnych) maszynek, na premię dla zarządu spółki lub na reklamę firmy i ekologii.
Polska Federacja Producentów Żywności oświadcza, że wszystkie przychody, jakie osiągają z nieodebranej kaucji, opłat od wprowadzających, czy zebranych surowców - mają iść na koszty funkcjonowania i rozbudowę systemu. Brawo! Czyli bawimy się w budowę jeszcze większego molocha, który służy sobie samemu. Zgodnie z prawem, w każdej gminie musi się znaleźć przynajmniej jeden punkt skupu opakować. O tym, w jakich godzinach będzie czynny i kto będzie kręcił korbą recyklomatu, prawo nie wspomina.
Płacimy (czego nikt nie ukrywa) za logistykę, czyli za to, by spółka sprawnie działała. Sytuacja kontrowersyjna, bo okazuje się, że celem spółki nie jest zysk, a rozwój i działanie, za które pracownicy spółek są wynagradzani pieniędzmi z różnych źródeł. Oprócz przeróżnych dotacji, subwencji i grantów ekologicznych zaistniała możliwość zarobienia na systemie kaucyjnym.
Podmioty, których przybywa (i które mają obowiązek współpracować ze sobą m. in. pod kątem systemów informatycznych i wymiany danych) nie mają nic wspólnego z ekologią. Czy ekonomia przegrała z eko-szaleństwem, czy raczej ekologia stała się narzędziem do ekonomicznych poczynań cwaniaków, którzy czerpią zysk z tego, że społeczeństwo segreguje, a pani sklepowa robi „pip” i pcha wózek?
Woda mineralna nie potaniała. Przeciwnie, jeśli człowiek chce się nawodnić, musi mieć w zapasie 50 gr. na haracz dla operatora. W dodatku wszyscy ciskają gromy, i słychać głosy trąb, wieszczące upadek planety i rychły koniec ludzkości. Jeżeli społeczeństwo będzie miało kompleksy i traumy, bo zbyt mało się stara przy recyklingu, można mu będzie wmówić konieczność kaucji w wysokości 5 zł.
Oczywiście dla szczęśliwców przewidziane są nagrody. Kto wymyśli slogan reklamowy dla recyklomatów lub weźmie udział w konkursie fotograficznym „Uciekaj butelko do dziury” ma szansę wylosować wakacje na Teneryfie. Szef spółki „operującej systemem” już tam jest.