Skocz do zawartości

d9Jacek

Modelarz
  • Postów

    4 833
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    26

Treść opublikowana przez d9Jacek

  1. może to będzie offtop...ale spróbuję.... w swoim dość długim życiu , miałem przyjemność spotkać i poznać znakomitego kierowcę pana Sobiesława Zasadę . Podczas jednej z naszych rozmów, temat zszedł oczywiście na samochody i motoryzację...pojawiło się pojęcie "szybkość bezpieczna "...Po chwili pojawiła się ta "Prędkość Bezpieczna " z dedykacją dla mnie...mówię o książce pana Sobiesława Zasady....I z tejże książki pozwolę sobie zamieścić pewien fragment [......w kolejce linowej na Kasprowy Wierch rozmawia trzech panów. Wszyscy posiadają własne samochody. Pan Tadeusz dopiero wczoraj przyjechał do Zakopanego z Warszawy. Jest pod wrażeniem ciężkich warunków drogowych i własnej wyśmienitej jazdy.Jechał samotnie swoją Zastawą.... W podnieceniu mówi: " Nie wiem , jaki jest rekord trasy, ale mój przejazd będzie napewno jednym z najszybszych . Po drodze brałem paliwo w Krakowie i jechałem łącznie z tym postojem tylko 3 godz i 58 minut..Widać podniecenie na jego twarzy - uśmiecha sie zadowolony, czeka na gratulacje i pochwały ale równocześnie jest gotowy na odparcie każdego ataku, który podważałby prawdziwość podanego czasu.... Pan Karol, też z Warszawy , jeżdzi juz 4 rok, Jest włascicielem Skody 1000 MB ( tak, tak było takie auto ) . Na przyjazd z Warszawy do Zakopanego zużywa prawie 6 h , ale nie przyznaje się do tego. Spogląda na trzeciego w tym towarzystwie , pana Mariana. "Marianku - mówi - ty jesteś specem motoryzacyjnym, oceń czas uzyskany przez Tadeusza, chyba jest fantastyczny ?" Pan Marian z uznaniem kiwa głową : " O tak , ale nie podoba mi sie gwizd wiatru tutaj. Jak pan sądzi, panie Tadeuszu, czy nie będzie za mocno wiało na górze ?"..Pan Marian umiejętnie zmienił temat. Rozmawiano dalej o.....zjazdach z Kasprowego. Czas przejazdu podany przez pana Tadeusza nie dawał spokoju panu Karolowi " Słuchaj Marian- spytał go na drugi dzień,- Jesteś specem samochodowym.Zupełnie cię nie rozumiem. Tadek mówił wczoraj, że przyjechał tutaj w 3 godziny 58 minut. Długo się nad tym zastanawiałem i absolutnie w to nie wierzę. Powiedz mi, czy to może być mozliwe ? Marian uśmiecha się : Nie przejmuj się Karolu, że tego nie potrafisz .Podany czas jest zupełnie absurdalny. Ale po co mu zaprzeczać i udowadniać kłamstwo. Czy to coś pomoże ? Tak juz urządzony jest ten swiat-lubimy imponować bliżnim "...... [..... A swoja drogą Stirling Moss to mądry człowiek....wydaje się , iż gdyby wszystkie opowieści męskie na tematy damskie były prawdą , nie byłoby czasu na pracę i zjedzenie obiadu....Wydaje się też , iż gdyby wszystkie opowieści męskie na tematy samochodowe były prawdą, to ekipa złożona z dowolnych, pierwszych z brzegu, dziesięciu posiadaczy samochodów mogłaby bez kłopotów stanąć w szranki z reprezentacją świata. Na ogół człowiek osiągający sukcesy, autentyczne i zasłużone w jakiejś dziedzinie, nie mówi o nich. Sa to jego własne sprawy , do których doszedł wielkim i długotrwałym wysiłkiem, i czas potrzebny do osiągnięcia wysokiego poziomu eliminuje chęć chwalęnia się... Wszystko , co w tej książce zostało napisane o jeżdzie i sprawach z nią związanych pochodzi z praktyki i doświadczenia. Podkreślam to dlatego, by czytelnicy od razu zrozumieli, że ksiązka nie jest podręcznikiem. Jest tu praktyka. Zgodna z teorią , ale praktyka ......] ksiązka wydana w 1971 roku, więc podane czasy przejazdów odnoszą się do tamtego okresu
  2. hmm..........
  3. d9Jacek

    Silniczek 2.5

    dzięki Zbyszku za ten link.....???.....warto poznać.....to tak w kontekście " ruskiego "? chłamu
  4. d9Jacek

    Silniczek 2.5

    ja to najczęściej z szafki biorę albo i z jakiegoś pudła?....to bardzo proste Piotrze
  5. ???
  6. d9Jacek

    ENYA fanclub

    dla entuzjastów https://www.ebay.co.uk/itm/Enya-VT240-V-twin-outstanding-condition/174059627185?hash=item2886c322b1:g:W9UAAOSw9tFdqGAT
  7. d9Jacek

    powrót

    gratuluję poczucia humoru???
  8. d9Jacek

    powrót

    pewnie, że tak.... to jakiś wybryk natury z tymi silnikami?? ...bo...... za wikipedią Owulacja, jajeczkowanie (łac. ovulatio) – jeden z elementów cyklu miesiączkowego (efektem owulacji jest uwolnienie gamet żeńskich czyli komórek jajowych). U ssaków w trakcie owulacji pęka pęcherzyk Graafa, do jajowodu lub jamy ciała uwalniana jest komórka jajowa oraz następuje wydzielenie hormonu hamującego następną owulację, która u większości kręgowców odbywa się w regularnych cyklach. U kobiet owulacja występuje co ok. 28 dni, mniej więcej między 13. a 15. dniem przed wystąpieniem krwawienia. Niepoprawnym jest stwierdzenie, że jajeczkowanie ma miejsce w połowie cyklu, ponieważ długości jego trwania są zróżnicowane. Najczęściej do owulacji dochodzi na 14 dni przed krwawieniem. Wystąpienie owulacji uwarunkowane jest również czynnikami zewnętrznymi. Owulacja u kobiet jest zależna od tzw. osi podwzgórze-przysadka-jajnik. Podwzgórze z przysadką mózgową łączy specjalny system naczyń krwionośnych, umożliwiający transport hormonów w obu kierunkach. Podwzgórze wydziela neurohormon GnRH. Pod jego wpływem przysadka wydziela do krwi dwie gonadotropiny: FSH i LH, których wyrzut stanowi bezpośredni bodziec do wystąpienia jajeczkowania. Owulacja oznacza gotowość komórki jajowej do zapłodnienia, co u zdecydowanej większości ssaków jest zsynchronizowane z równoczesną, okresową gotowością samicy do kopulacji i jest przez nią sygnalizowane za pomocą odpowiednich sygnałów (ruja). Tylko u nielicznych gatunków, w tym u człowieka, owulacja jest ukryta[1] nie żebym sie czepiał?, ale to powinno byc dziale " posmiejmy sie , zycie .......itd...."
  9. d9Jacek

    Silniczek 2.5

    tak zwany "Pitierskij " lub "czarny ".... KMD pierwszej serii robiony w Leningradzie....bardzo dobry i ceniony silnik....w pózniejszych wersjach wprowadzano uproszczenia technologiczne i te już były gorsze... a co do tej radzieckiej mysli technicznej....i techniki modelarskiej? ???..........to temat do szerszej dyskusji.....popatrz na czym sie lata w F2C??
  10. d9Jacek

    mvvs 8

    no i bravo Ty....Gratulacje...
  11. d9Jacek

    ENYA fanclub

    wiem, wiem.....ale ten maleńki off topic wyniknął z konkretnej sytuacji.....czyli jak zamienić szare na złote a złote na $$$??
  12. d9Jacek

    ENYA fanclub

    a która Webra ???? stara , na panewce to była 1,7 ccm, Speed to 1,6 -> te były żarowe, była jeszcze 1,5 Diesel z taka ładną półokragła głowicą chetnie wymienię nowego Striża 1,5 na dowolną Webrę?
  13. d9Jacek

    ENYA fanclub

    ooooo tak, bardzo bardzo wiele produktów.....ale od jakiegos czasu staram się ich unikać ale Enya 0.9 to bierz bez wahania
  14. podobno życie zaczyna( zacina) sie po czteredziestce
  15. d9Jacek

    powrót

    Powroty są zawsze mile widziane??.......i co dalej z tymi kosiarkami się stało ??/
  16. d9Jacek

    ENYA fanclub

    j od siebie dodam, że dobrze jest ustawic wał korbowy, tak , aby czop wału i stopa korbowodu nie kąpały sie w potencjalnym wypłukanym syfie
  17. w tym dziale bo nie chce mi sie nowego tematu zakładac.....ehhhhhhh trochę nostalgicznie... My, urodzeni w latach ................tych, wszyscy byliśmy wychowywani przez rodziców patologicznych, "Na szczęście nasi starzy nie wiedzieli, że są patologicznymi rodzicami. My nie wiedzieliśmy, że jesteśmy patologicznymi dziećmi. W tej słodkiej niewiedzy przyszło nam spędzić nasz wiek dziecięcy. Wspominamy z nostalgią lata 80. Wszyscy należeliśmy do bandy osiedlowej i mogliśmy bawić się na licznych budowach. Gdy w stopę wbił się gwóźdź, matka go wyciągnęła i odkażała ranę fioletem. Następnego dnia znowu szliśmy się bawić na budowę. Matka nie drżała ze strachu, że się pozabijamy. Wiedziała, że pasek uczy zasad BHZ (Bezpieczeństwo i Higiena Zabawy). Nie chodziliśmy do prywatnego przedszkola. Rodzice nie martwili się, że będziemy opóźnieni w rozwoju. Uznawali, że wystarczy, jeśli zaczniemy się uczyć od zerówki. Nikt nie latał za nami z czapką, szalikiem i nie sprawdzał czy się spociliśmy. Z chorobami sezonowymi walczyła babcia. Do walki z grypą służył czosnek, miód, spirytus i pierzyna. Dzięki temu nie stwierdzano u nas zapalenia płuc czy anginy. Zresztą lekarz u nas nie bywał, zatem nie miał szans nic stwierdzić. Stwierdzała zawsze babcia. Dodam, że nikt nie wsadził babci do wariatkowa za raczenie dzieci spirytusem. Do lasu szliśmy, gdy mieliśmy na to ochotę. Jedliśmy jagody, na które wcześniej nasikały lisy i sarny. Mama nie bała się ze zje nas wilk, zarazimy się wścieklizną albo zginiemy. Skoro zaś tam doszliśmy, to i wrócimy. Oczywiście na czas. Powrót po bajce był nagradzany paskiem. Gdy sąsiad złapał nas na kradzieży jabłek, sam wymierzał nam karę. Sąsiad nie obrażał się o skradzione jabłka, a ojciec o zastąpienie go w obowiązkach wychowawczych. Ojciec z sąsiadem wypijali wieczorem piwo – jak zwykle. Nikt nie pomagał nam odrabiać lekcji, gdy już znaleźliśmy się w podstawówce. Rodzice stwierdzali, że skoro skończyli już szkołę, to nie muszą już do niej wracać. Latem jeździliśmy rowerami nad rzekę, nie pilnowali nas dorośli. Nikt nie utonął. Każdy potrafił pływać i nikt nie potrzebował specjalnych lekcji aby się tej sztuki nauczyć. Zimą któryś ojciec urządzał nam kulig starym fiatem, zawsze przyspieszał na zakrętach. Czasami sanki zahaczyły o drzewo lub płot. Wtedy spadaliśmy. Nikt nie płakał, chociaż wszyscy trochę się baliśmy. Dorośli nie wiedzieli, do czego służą kaski i ochraniacze. Siniaki i zadrapania były normalnym zjawiskiem. Szkolny pedagog nie wysyłał nas z tego powodu do psychologa rodzinnego. Nikt nas nie poinformował jak wybrać numer na policję (wtedy MO), żeby zakablować rodziców. Oczywiście, chętnie skorzystalibyśmy z tej wiedzy. Niestety, pasek był wtedy pomocą dydaktyczną, a Milicja zajmowała się sprawami dorosłych. Swoje sprawy załatwialiśmy regularną bijatyką w lasku. Rodzice trzymali się od tego z daleka. Nikt z tego powodu, nie trafiał do poprawczaka. W sobotę wieczorem zostawaliśmy sami w domu, rodzice szli do kina. Nie potrzebowano opiekunki. Po całym dniu spędzonym na dworze i tak szliśmy grzecznie spać. Pies łaził z nami – bez smyczy i kagańca. Srał gdzie chciał, nikt nie zwracał nam uwagi. Raz uwiązaliśmy psa na sznurku i poszliśmy z nim na spacer, udając szanowne państwo z pudelkiem. Ojciec powiązał nas później na sznurkach i też wyprowadził na spacer. Zwróciliśmy wolność psu, na zawsze. Mogliśmy dotykać inne zwierzęta. Nikt nie wiedział, co to są choroby odzwierzęce. Sikaliśmy na dworze. Zimą trzeba było sikać tyłem do wiatru, żeby się nie obsikać lub „tam” nie zaziębić. Każdy dzieciak to wiedział. Oczywiście nikt nie mył po tej czynności rąk. Stara sąsiadka, którą nazywaliśmy wiedźmą, goniła nas z laską. Ciągle chodziła na nas skarżyć. Rodzice nadal kazali się jej kłaniać, mówić Dzień Dobry i nosić za nią zakupy. Wszystkim starym wiedźmom musieliśmy mówić Dzień Dobry. A każdy dorosły miał prawo na nas to Dzień Dobry wymusić. Dziadek pozwalał nam zaciągnąć się swoją fajką. Potem się głośno śmiał, gdy powykrzywiały się nam gęby. Trzymaliśmy się z daleka od fajki dziadka. Za to potem robił nam bańki mydlane z dymem fajki w środku. Fajnie się dym później rozchodził po podłodze jak bańka pękła. Skakaliśmy z balkonu na odległość. Łomot spuścił nam sąsiad. Ojciec postawił mu piwo. Do szkoły chodziliśmy półtora kilometra piechotą. Ojciec twierdził, że mieszkamy zbyt blisko szkoły, on chodził pięć kilometrów. Musieliśmy znać tabliczkę mnożenia, pisać bezbłędnie (za 3 błędy nie zdawało się matury z polaka). Nikt nie znał pojęcia dysleksji, dysgrafii, dyskalkulii i kto wie jakiej tam jeszcze dys… Nikt nas nie odprowadzał. Każdy wiedział, że należy iść lewą stroną ulicy i nie wpaść pod samochód, bo będzie łomot. Współczuliśmy koledze z naprzeciwka, on codziennie musiał chodzić na lekcje pianina. Miał pięć lat. Rodzice byli oburzeni maltretowaniem dziecka w tym wieku. My również. Gotowaliśmy sobie obiady z deszczówki, piasku, trawy i sarnich bobków. Czasami próbowaliśmy to jeść. Jedliśmy też koks, szare mydło, Akron z apteki, gumy Donaldy, chleb masłem i solą, chleb ze śmietaną i cukrem, oranżadę do rozpuszczania oczywiście bez rozpuszczania, kredę, trawę, dziki rabarbar, mlecze, mszyce, gotowany bob, smażone kanie z lasu i pieczarki z łąki, podpłomyki, kartofle z parnika, surowe jajka, plastry słoniny, kwasiory/szczaw, kogel-mogel, lizaliśmy kwiatki od środka. Jak kogoś użarła przy tym pszczoła to pił 2 szklanki mleka i przykładał sobie zimną patelnię. Ojciec za pomocą gwoździa pokazał, co to jest prąd w gniazdku. To nam wystarczyło na całe życie. Czasami mogliśmy jeździć w bagażniku starego fiata, zwłaszcza gdy byliśmy zbyt umorusani, by siedzieć wewnątrz. Jak się ktoś skaleczył, to ranę polizał i przykładał liść babki. Jedliśmy niemyte owoce prosto z drzewa i piliśmy wodę ze strugi, ciepłe mleko prosto od krowy, kranówkę, czasami syropy na alkoholu za śmietnikiem żeby mama nie widziała, lizaliśmy zaparowane szyby w autobusie i poręcze w bloku. Nikt się nie brzydził, nikt się nie rozchorował, nikt nie umarł. Żarliśmy placek drożdżowy babci do nieprzytomności. Nikt nam nie liczył kalorii. Nikt nam nie mówił, że jesteśmy ślicznymi aniołkami. Dorośli wiedzieli, że dla nas, to wstyd. Nikt się nie bawił z babcią, opiekunką lub mamą. Od zabawy mieliśmy siebie nawzajem. Bawiliśmy się w klasy, podchody, chowanego, w dwa ognie, graliśmy w wojnę, w noża (oj krew się lała ), skakaliśmy z balkonu na kupę piachu, graliśmy w nogę, dziewczyny skakały w gumę, chłopaki też jak nikt nie widział. Oparzenia po opalaniu smarowaliśmy kefirem. Jak się głęboko skaleczyło to mama odkażała jodyną albo wodą utlenioną, szorowała ranę szczoteczką do zębów i przyklejała plaster. I tyle. Nikt nie umarł. W wannie kąpało się całe rodzeństwo na raz, później tata w tej samej wodzie. Też nikt nie umarł. Podręczniki szanowaliśmy i wpisywaliśmy na ostatniej stronie imię, nazwisko i rocznik. Im starsza książka tym lepiej. Jak się poskarżyłeś mamie na nauczyciela to jeszcze w łeb dostałeś. Jedyny czas przed telewizorem to dobranocka. Mieliśmy tylko kilka zasad do zapamiętania. Wszyscy takie same. Poza nimi, wolność była naszą własnością. Wychowywali nas sąsiedzi, stare wiedźmy, przypadkowi przechodnie, koledzy ze starszej klasy, pani na świetlicy albo woźna jak już świetlica była zamknięta. Nasze mamy rodziły nasze rodzeństwo normalnie, a po powrotcie ze szpitala nie przeżywały szoku poporodowego – codzienne obowiązki im na to nie pozwalały. Wszyscy przeżyliśmy, nikt nie trafił do więzienia. Nie wszyscy skończyli studia, ale każdy z nas zdobył zawód. Niektórzy pozakładali rodziny i wychowują swoje dzieci według zaleceń psychologów. Nie odważyli się zostać patologicznymi rodzicami. Dziś jesteśmy o wiele bardziej ucywilizowani. My, dzieci z naszego podwórka, kochamy rodziców za to, że wtedy jeszcze nie wiedzieli jak nas należy „dobrze” wychować. To dzięki nim spędziliśmy dzieciństwo bez ADHD, bakterii, psychologów, znudzonych opiekunek, żłobków, zamkniętych placów zabaw i lekcji baletu. A nam się wydawało, że wszystkiego nam zabraniają!" znalezione w sieci ps. a od siebie dodam....miałem to szczęście , że mieszkałem około 3 km od Lotniska Gocław...więc każdy wolny czas spędzałem wraz z moimi kolegami na tymże lotnisku...a działo się tam wiele i nikt nas, gówniarzy, z tego lotniska nie wywalał... na Gocławiu działało rownież Lotnicze Pogotowie Ratunkowe zatrudniajace pilotów, których nie chciały ( nie mogły) zatrudnić PLL "LOT" , a panom pilotom zbierało się czasem na wspomnienia , których słuchalismy z wypiekami na policzkach.....lotnictwo i to małe i to duże.....piekna sprawa mały update...na temat wspomnianego juz Lotniczego Pogotowia Ratunkowego Bogdan Act napisał ksiązkę opartą na faktach pt. Pomoc musi nadejść
  18. Darek, nie spinaj się, większośc poparła taką zmianę Regulaminu, zdecydowanie poparł ją Kuba i tyle na ten temat,, Forum ma żyć swoistą wymianą doświadczeń, równiez pogladów czy zainteresowań a nie darmowa giełdą KUPIĘ- Sprzedam....bo nie taka jest idea ... a cwaniakowanie kończy się tym o czym napisał Rafał... ps.A czy irytujace sa posty o niczym ??? czasami tak czasami nie, ?....jezeli to robi ktoś w celu nabicia minimalnej ilości postów to tak, w innym przypadku nie.. .Czy irytuje Cię post Robertusa majacego ponad 10k postów, post wyrażający podziw ,zachwyt cudzym modelem ?? Bo mnie nie. moim zdaniem temat do zamknięcia , bo za moment znowu bedzie gównoburza
  19. pewnie, każdy by miał??....bo jak do tej pory to takie "przeloty" vs obloty miedzy działami?.....lataj dalej , powodzenia zyczę
  20. ciepło
  21. dokładnie tak nie pręży , nie odbija , jest stabilny...imadło 50 kg też zamocujesz......no i kowadło
  22. napiszę jeszcze raz a co potwierdził Kol Roman - płyta OSB # 25 x 2 , im cięższy blat , tym stabilniejszy stół taki długi arkusz znalazleś czy go łąćzyłeś ?
  23. ok,pomysł dobry... problem tylko w równomiernym docisnięciu tej blachy do płyty OSB bo jednak powierzchnia słuszna ja mam blat warsztatowy zrobiony ze starego blatu kuchennego # 40 mm, bez blachy.... a inne z laminowanej płyty wiórowej ,starcza
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.