-
Postów
3 066 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
32
Treść opublikowana przez Viper
-
i znowu sie nie zgodzę, w warunkach gdy ABS się uruchamia i pozwala zahamować, samochód bez się ślizga, więc trudno mówić o hamowaniu. Przejeżdżam średnio od 120 000 do 190 000 i nigdy nie remontowałem silnika, w samochodach, którymi jeździłem nie wzrastało jakoś zużycie oleju (no chyba że było to pierwsze dziadostwo jakim jeździłem wieki temu, czyli maluch, ten pił olej od nowości). Powiem więcej od wielu już lat nie uzupełniam samodzielnie oleju, bo nie ma takiej potrzeby (oczywiście mam monitoring, ale pokazuje, że pomiędzy przeglądami nie ma takiej potrzeby), uzupełnia mój mechanik przy przeglądach w miarę potrzeby. Jedyny płyn jaki zdarzyło mi się uzupełniać poza paliwem przez ostatnie kilkanascie lat to płyn do chłodnicy przy wyprawie do Grecji, było ekstremalnie gorąco, samochód załadowany i raczej nie oszczędzany. Nie jeżdżę japończykami lub koreańczykami, więc gwarancję miałem najwyżej 3 letnią i jakoś przez pozostały okres użytkowania te samochody nadal były w dobrej formie, jakoś się nie rozpadały. Proponuję więc pozostać przy swoich racjach, ja będe kupował nowe, a pozostali rozmówcy niech kupują używane, ale skoro one takie słabe i sie rozpadają to jaki jest sens je kupować (jakiś błąd logiczny) ?
-
Jak zwykle każdy kij ma dwa końce;) Ale za to klejenie do drogi zwłaszcza w zakrętach nie ma porównania z wyżej zawieszonymi. Pierwsza generacja Volvo S60 była ekstremalnie nisko zawieszona, miało się wrażenie jakby siedziało się na jezdni, za to tak jak ten samochód brał ostre zakręty, to żaden inny nie był w stanie. Kolejną generację już podnieśli i coś tam porąbali z rozkładem środka ciężkości bo już tego efektu klejenia do drogi nie było. Tak czytam (wybiórczo co prawda) ten wątek i jakbym jakieś bajki czytał. Stare używane samochody takie doskonałe, a nowe sam szmelc, tylko elektronika i nic więcej. Ponieważ nie jestem jakimś zajadłym fanem motoryzacji, zaczynam się interesować w momencie wymiany, nie dłubię w samochodach, bo po pierwsze się na tym nie znam, a przede wszystkim oszczędzam ręce, bo to moje źródło zarobkowania, więc kupuję samochody nowe, albo tzwn. demówki. Jeżdżę nimi średnio po około 5 lat i nie zauważyłem aby kiedyś były jakieś specjalnie niezawodne, a teraz wyjątkowo zawodne. Im samochód starszy, a przede wszystkim im ma większy przebieg tym szansa na awarie większa, oczywiście są marki gdzie to prawdopodobieństwo jest większe lub mniejsze i tyle. Nie mówiąc o komforcie prowadzenia i bezpieczeństwie jazdy. Pamiętam jak będąc dzieckiem wyprawa w góry zimą to był de facto dzień jazdy i nie chodziło tylko o brak autostrad, ale właśnie o te własności jezdne, uczucie zmęczenia jakie się pojawiało w trakcie jazdy ówczesnymi tworami motoryzacji. Teraz w ciągu jednego dnia (co prawda latem) trasa 1600 km nie stanowi problemu, bo te wszystkie systemy (ta cała elektronika) powodują, że jadę efektywniej, szybciej, bezpieczniej i mniej się męczę. Ta dyskusja przypomina mi trochę czasy gdy zaczął się pojawiać ABS w pierwszych samochodach, za który trzeba było słono dopłacić, bo w standardzie nikt go nie oferował i co niektórzy użytkownicy, którzy go nie kupili głosili tezy, że na lodzie, to ABS wręcz wydłuża drogę hamowania, a bez hamuje się krócej!?!?!?!? Sam byłem świadkiem takich "merytorycznych" dyskusji. Nikt chyba dzisiaj nie powtarzałby takich bredni.
-
Nie chce mi się czytać całego wątku od początku, bo jak zwykle zimą jest pyskówka. Ale podam swieży przykład, bo akurat ktoś kogo dobrze znam dosłownie tydzień temu chciał kupic samochód i zastanawiał się pomiędzy plug inem, a pełnym elektrykiem. Najpierw było podejście do plug-inu, a jako że osoba ta nie jest fanem motoryzacji więc uległa reklamom, że firma na T, która mieni się liderem hybryd wypuściła nowy model suva właśnie, już nie tylko hybrydowego, ale hybrydowego plug-in. Jazda próbna się odbyła i jakoś model nie powalił, a zwłaszcza jego wnętrze, które wyraźnie jest z segmentu niższego, mam na myśli materiały użyte (a zauważyła to osoba, dla której liczy sie wielkośc samochodu i jego bezawaryjność, a nie gadżety, więc chyba coś jest na rzeczy), za to cena jest z segmentu premium. Ale oczywiście jeśli mowa o pieniądzach, to wszystko jest względne i zależy od zasobnosci portfela, więc nie komentuję. No to skoro plug in okazał się koszmarnie drogi, staneło, że może poszukać elektyka, zwłaszcza iż osoba ta posiada na dachu panele i na działce (niestety jazda przez pół Polski) równiez panele posiada. A do tego głównie służyłby ten samochód, czyli jazda po miejscu zamieszkania (więc w sumie za free), kilka razy w roku dojazd na działkę i z powrotem i kręcenie się w okolicy działki (też za free). No i znalazł się mały vanik, o mniej wiecęj 1/4 tańszy od plug in, ale jak na wyposażenie i wielkość to chyba nadal za drogi. Według danych jego zasię to 280 km, czyli nie dałoby sie dojechac na działkę, czyli trzeba by raz ładować (tak się przynajmniej wydawało). Szybkie poszukiwanie w sieci i okazało się, ze po drodze kilka stacji ładowania by sie znalazło, ale znów nie aż tak wiele, gdyby się miało pecha, to trzeba by czekać, zwłaszcza, że znalezione stacje to pojedyńcze stanowiska, a nie tak jak ze stacjami benzynowymi punkty z kilkoma dystrybutorami. Dalsze poszukiwania w sieci - opinie różnych portali samochodowych i różne fora, gdzie użytkownicy elektryków opisują swoje doświadczenia zaowocowały znaleziskiem, że jadąc równym tempem z prędkością zbliżoną do poruszania sie po drogach szybkiego ruchu, bez specjalnego hamowania/przyspieszania, mając włączone radio (a trudno w XXI w jeździć bez muzyki) z włączoną klimatyzacją (podobnie jak z muzyką, jak się od parunastu lat jeździ z klimą, to trudno nagle się przestawić i jeździć latem bez, zwłaszcza samochodem za niemałe pieniądze) realny zasięg spada do około 150km, czyli prawie o połowę, a wtedy to już trzeba by ładować przynajmniej dwa razy, a może i trzy, co na trasie, która nadmiarem ładowarek po drodze nie grzeszy może być problemem. I przechodząc do konkluzji. Osoba o której piszę, na razie odłożyła myśl o nowym samochodzie (zwłaszcza że stary wciąż na chodzie), a już na pewno wchodzenie w nowe technologie. Niby tańsza marka, a za swojego wcale nie jakoś rewelacyjnego plug ina żądają kokosów, a elektryk z realnym zasięgiem na trasie wręcz żałosnym. Dla kogo jest więc elektryk w obecnych czasach? Dla kogoś kto jeździ po mieście zamieszkania lub okolicy lub niewiele dojeżdża do pracy, zwłaszcza gdy ma panele. Wtedy jest to super rozwiązanie, pod warunkiem, że posiada się zasobny portfel (wersje paliwowe tych samych samochodów są znacznie tańsze, nawet o 1/3 plus koszt instalacji paneli). Ale jakiekolwiek regularne dłuższe podróże z prędkościami zbliżonymi do prędkości uzyskiwanych po drogach szybkiego ruchu lub autostradach, z włączonymi dodatkami (radio, klima, nawigacja) powoduje że elektyki nie mają sensu, ich zasięg jest po prostu makabrycznie mały. No chyba żeby kupić elektryka do jazdy po mieście zamieszkania i okolicy (posiadając panele), a mieć spalinówkę do jazdy w trasie, ale znowu koszty. Jeśli ktoś nie ma paneli, to też mam wątpliwości, czy korzystając z płatnego prądu zniweluje się róznicę ceny pomiedzy wersją elektryczną, a spalinową. A opisałem to ja, czyli fan elektryfikacji Na szczęście w najbliższym roku nie muszę wymieniać samochodu, a co będzie w przyszłości zobaczymy, ale w chwili obecnej skłaniałbym się ku hybrydzie plug in, a nie elektrykowi, tylko znowu koszty.
-
to jest pomalutku? Podziwiam tempo i jak zwykle śledzę i podziwiam. Ale postanowiłem brać przykład i nawet jeśli budowanie idzie mi dużo wolniej, to jednak codziennie nawet coś małego dłubię
-
Nie pamietam jaką masz aparaturę, ale np. Spektrum robi wersje odbiorników do modeli węglowych. Nie wiem, czy czymś się róznią w sensie elektroniki od zwykłych, ale mają zdecydowanie dłuższe antenki, które należy wystawić poza model.Pomysł z paroma odbiornikami/satelitami z antenkami wystającymi z różnych stron pewnie też dobry.
-
Ostatnio "rzucił mię sie na uszy" Richard Ashcroft sam jak i w nieistniejącym już, świetnym zespole The Verve. Z ich chyba najlepszej płyty "Urban Hymns" - "Lucky Man"
-
I doczekamy
-
Ogarnę, zobaczysz, jeszcze będziesz miał mnie w nadmiarze na lotnisku
-
Rozumiem, że to pytanie o postęp? Niewielki jest, może w końcu skończę w tym sezonie i w końcu zacznę latać tyle co kiedyś, bo ostatnie dwa sezony pod względem i latania i dłubania były fatalne.
-
Gratuluję modelu, fajny zestaw, będzie Pan zadowolony jako i ja jestem ze swojego Nie odpowiem na wszystkie pytania, ale przynajmniej na część. Nigdy nie lubiłem oklejania modelu folią i w sumie nadal nie lubię, ale po odkryciu opalarki, zdecydowanie czynność ta przestała mnie aż tak irytować, a efekty od razu okazały się lepsze. Ale do rzeczy, szlifuję balsę, często nawet nie szpachluję, tylko starannie oklejam i szlifuję, przyklejam folię żelazkiem, a potem opalarka w ruch. Co do wyginania balsy (bo widzę na fotkach obciążniki), polecam płyn do szyb lub spryskiwacz, namoczyć nim balsę (ja robię to pędzelkiem i już w trakcie zaczyna się wyginać, następnie zaczynam rozkładać na wręgach i nadal moczę, utrzymując kształt gumkami, pinezkami, po wyschnięciu jest prawie idealnie wpasowana w krzywizny, wystarczy posmarowac klejem i praktycznie bez żadnego wysiłku przykleić (na wszelki wypadek używam gumek i pinezek). Nawet tak skomplikowane elementy wyginane w kilku płaszczyznach jak przedstawiony na zdjęciu dopasowywałem w ten sposób. Co do rodzaju folii, ja inwestuję w folie maksymalnie lekkie, bo na każdym elemencie staram się zbijać wagę, więc zdecydowanie nie no name. Co do alternatyw to oklejanie cienką materią szklną na żywicę lub Eze Kote (to drugie świetne, ale tylko do najcieńszych materii szklanych, przy cięższych wynik średni, słabo penetruje i słabo laminuje), tylko to raczej do większych modeli, przy małych dodaje ciężaru, więc ja preferuję folię.
-
Z jednego szkoda, z całości da różnicę.
-
Ja to nawet nie śmiem się odzywać. Chłonę i podziwiam. Piękna historia i piękne modele.
-
Nie tylko może, ale się udaje. To był mój pierwszy edf i byłem nim zachwycony
-
Nie wiem jak inne, ale ten którego link zamieściłem w wersji na 3s nie jest ani ciężkawy, ani nadmiernie szybki. Bezproblemowo startuje z ręki, ma duży zakres prędkosci, pięknie szybuje i bezproblemowo, przewidywalnie ląduje (z wyłączonym silnikiem jest w stanie przeszybować całkiem sporą łąkę). Warunek model lata na zalecanym setupie 3s 1600, jakakolwiek cięższa bateria skraca czas lotu, utrudnia start z ręki, ogranicza własności lotne, praktycznie uniemozliwia, albo ogranicza szybowanie i utrudnia lądowanie.
-
Ten wyżej wygląda na jakąś inną wersję tego: https://www.motionrc.eu/products/freewing-stinger-red-64mm-edf-jet-pnp-fj10411p A ten jest w dwóch wersjach na 3s i na 4s. Latałem jako pierwszym edf-em tą wersją na 3s (tylko baterie 1600mAh nie większe/cięższe) i to bardzo fajny, bardzo przyjemnie latający, łatwo startujący z ręki i przyjemnie lądujący model, polecam.
-
Opowieść o lotnictwie i sekcji modelarskiej z dawnych lat
Viper odpowiedział(a) na mjs temat w Filmy modelarskie
Nie taki zły?!?! Podniósł?!?!? Czy Szanowni miłośnicy komuny historii się nie uczyli. A skoro jesteśmy przy tematach lotniczych, niejaki Skalski, powinien być znany, spędził 8 lat w więzieniu z wyrokiem śmierci, bo raczył walczyć w polskim lotnictwie na zachodzie, a potem nieopatrznie wrócił do tego wspaniałego systemu, w końcu go łaskawie wypuszczono z nadszarpnietym zdrowiem. Wielu innych nie miało takiego szczęścia. Pewnie zaraz usłyszę, ale to były lata 50-te, potem była odwilż. No to proszę zabójstwa polityczne strajkujących w Poznaniu, potem stoczniowców, górników, praktycznie równo co dekadę, inne zabójstwa polityczne, aby tylko bardziej znane nazwiska przedstawić - Przemyk, Pyjas, Popiełuszko. Kto chce poszuka (wystarczy wpisać w przegladarce zamordowani przez komunistów) i znajdzie całe listy pobitych, internowanych, zamordowanych, pozbawionych pracy i srodków do życia. O zniewoleniu całego narodu nie wspomnę, niemożnosci wyjechania do zwykłych demoludów, niemożności posiadania paszportu w domu, o wyjazdach na zachód nie wspominając. O brakach w sklepach, w niektórych okresach wręcz podstawowych produktów typu papier toaletowy, środki higieny, podstawowe środki żywnościowe, o przewożeniu (jak ktoś miał rodzinę na wsi) tuszy świniaków w bagażnikach by mieć mięso (które można było stracić podczas kontroli drogowej przez odpowiednie służby typu milicja obywatelska, zomo) nawet nie wspomnę. Więc gdzie ten rozwój i co podniósł? Chyba tylko umiejętności przeżycia w tak niesprzyjających warunkach i umiejętność kombinowania. Więc zanim znowu ktoś napisze podobne brednie, to proponuję najpierw nieco poszerzyć swoją wiedzę, bo to po prostu wstyd głosić takie tezy. A z tym modelarstwem to też nie jest prawda, bo za modelarstwo RC ja, ale jak wynika z poprzednich wpisów nie tylko ja, zabrałem się jako dorosły człowiek (bo w komunie było to niemożliwe, z powodu braku dostępu do materiałów, środków, sprzętu, czy modelarni), żyjący w nowej rzeczywistości i żadna modelarnia ani mi nie pomogła, ani nie przeszkodziła by rozwijać pasje z dzieciństwa. A tak przez wielu krytykowana szeroko pojęta informatyzacja jest obecnie takim narzędziem umozliwiającym dostep do w zasadzie większości informacji, zastępującym czy materiały publikowane kiedyś, czy właśnie kontakt z instruktorem. Wystarczy być z tą technologią za pan brat i znać języki, w czym często młodzi ludzie są lepsi od naszego pokolenia, by wygodnie, szybko znaleźć interesującą wiadomość, trik, sposób postępowania i robić to samemu, czy zadać pytanie na forum jednym, czy drugim i otrzymac odpowiedź od bardziej doświadczonych. Więc bez sensu jest to narzekanie na brak modelarni, gdy takiego dostepu do wiedzy jak obecnie nie było nigdy, wystarczy jedynie zmienić przyzwyczajenia i przestać narzekac. A że nie wszyscy będą modelarzami? I co z tego, kto powiedział że modelarstwo jest najlepszą aktywnością? -
Ja w grudniu przez święta przerobiłem jakąś infekcję, Tak mnie sieknęło, ze całe bieganie i jazda na rowerze i wiosło poszło się bujać. W pierwszym tygodniu stycznia byłem na nartach/desce i totalnie nia miałem siły, dodatkowo miałem problem (pierwszy raz w życiu) z adaptacją do wysokości, więc każdy zjazd rozkładałem na 4-5 odcinków. Śmiałem się, że po ponad 40 latach jeżdżenia na nartach/desce to nawet jak sie zwoziłem wyglądało, że pewnie i bezwysiłkowo śmigam. Na razie powolutku zaczynam odbudowywać forme zaczynając od dłuższych spacerów z psem, czasem marszobiegów, wróciłem do roweru, ale na razie to takie spokojne ne za długie traski i pewnie nie za długo wrócę do biegania. Zamieszczaj relacje, to będziesz mnie mobilizował
-
Zgadzam się z Irkiem, to nie akrobat 3d. Ja zawsze najpierw buduję, ważę i wtedy zaczynam symulować wyposażenie i jak już mniej więcej mam wagę do lotu, wtedy siadam do ecalcu i zaczyna sie poszukiwanie optymalnego napędu, a jak go znajdę, to jeszcze raz ocena wagi do lotu i ponowne potwierdzenie w ecalcu. Nadmiarowy zespół napędowy to nic innego jak balast, nawet jeśli nazwiemy go inaczej. Dla Lipoli długo długo jest plateau, a dopiero przy końcu napięcie gwałtownie spada. Trzymam kciuki za budowę, nawet jeśli nie komentuję to śledzę i podziwiam
-
Opowieść o lotnictwie i sekcji modelarskiej z dawnych lat
Viper odpowiedział(a) na mjs temat w Filmy modelarskie
Wolność jest pojęciem niezależnym od wieku (nie mieliśmy okazji sie poznać, więc skąd takie rozeznanie w moim wieku, gdybym był kobietą to może ucieszyłbym sie z tego ciągłego odmładzania), ale parafrazując Kolegę Federowicza ze słynnych wtedy dialogów z kolegą kierownikiem, widocznie pochodzimy od zupełnie różnych małp. -
Opowieść o lotnictwie i sekcji modelarskiej z dawnych lat
Viper odpowiedział(a) na mjs temat w Filmy modelarskie
Dzięki Irek, przywracasz moją wiarę w Ludzi -
Opowieść o lotnictwie i sekcji modelarskiej z dawnych lat
Viper odpowiedział(a) na mjs temat w Filmy modelarskie
Czyli stan wojenny i po to był niby okres prosperity i wolności ?!?!? Gratuluję optyki. Wspomnienie z tamtych lat, mój dobry Kolega mieszkał blok obok, razem chodziliśmy do szkoły do jednej klasy, pamiętam jak mi się kiedyś przyznał, że od tygodnia masła nie jadł, bo były problemy żeby dostac głupie masło, o kartkach, sklepach z pustymi półkami nie wspomnę. Już nie mówiąc jak dostałem od zomowca pałką, bo mieliśmy czelność z kolegami po wyjściu z kina sie uśmiechać. Więc tak BĘDĘ PISAŁ TO CO NAPISAŁEM, ŻE BYŁ TO DZIADOWSKI USTRÓJ POZBAWIAJĄCY LUDZI NADZIEI RADOŚCI I WOLNOŚCI I TAK W SKLEPACH W ZASADZIE NIC NIE BYŁO, no chyba że było sie uprzywilejowanym !!! -
Opowieść o lotnictwie i sekcji modelarskiej z dawnych lat
Viper odpowiedział(a) na mjs temat w Filmy modelarskie
A co ma piernik do wiatraka??? Proponuję przeczytać jeszcze raz to co napisałem. A opis smutny, bo i czasy były smutne, a skoro młodość jest okresem, który powinien być radosny i fajny i takie wspomnienia o niej by były, gdyby nie fakt, że przypadła na czasy takiego dziadowskiego ustroju i wspomnienie o niej zostało w jakimś stopniu skażone. Żeby zakończyć, możliwości jakie w tej chwili stoją przed młodymi ludźmi są nieporównywalne do tych jakie miałem ja, a to czy to wykorzystują, czy nie to nasza, naszego pokolenia wina. Więc zamiast może narzekać lepiej uderzyć sie w piersi i po pierwsze usiłować zrozumieć tych młodych, bo często ich aktywności i zainteresowania wcale nie są mniej wartościowe i perspektywicznie wiecej warte, tylko może my ich nie rozumiemy, nie potrafimy uszanować, a czasem może zamiast narzekać lepiej dać dobry przykład i zachęcić do takiego czy innego hobby. -
Opowieść o lotnictwie i sekcji modelarskiej z dawnych lat
Viper odpowiedział(a) na mjs temat w Filmy modelarskie
Aby nie przeciągać, jak "cos rzucili" do składnicy czy jakiegokolwiek innego sklepu z towarami poszukiwanymi to rzeczywiście było, przez pół godziny do godziny, bo najcześciej tyle wystarczało by ustawiła sie kolejka i szczęśliwcy nabyli, a reszta odeszła z kwitkiem. To właśnie w takim mechaniźmie nabyłem te swoje modele made in NRD, a że mieszkałem trochę dalej, niż bliżej Marszałkowskiej, więc nie miałem ani czasu, ani możliwości by czatować pod składnicą na okazje codziennie, a nie były to czasy popularności prywatnych samochodów (zresztą byłem mały by mieć prawko, nie mówiąc o braku samochodu), o metrze nikt nie słyszał, a komunikacja działała jak działała, czyli różnie i dojazd trochę zajmował. To widocznie ta modelarnia w mojej dzielnicy była jakaś ściśle tajna, a co do Pałacu Kultury, w którym rzeczywiście było sporo różnych grup zainteresowań, to nawet chciałem, ale miejsc nie było, wiec z tą dostępnością to było różnie. -
Opowieść o lotnictwie i sekcji modelarskiej z dawnych lat
Viper odpowiedział(a) na mjs temat w Filmy modelarskie
No i pewnie się wyjaśniło Ja czasem jeszcze kupuję modele kartonowe (może dlatego, że wtedy miałem z tym trudności, to teraz mam całą kolekcję ) i nie ma co porównywać, nawet jak sie popatrzy na samego MM to poziom modeli wtedy, a dziś to zupełnie inna liga, o takich mistrzach gatunku dostępnych obecnie jak chociażby Wydawnictwo Haliński nawet nie wspominając. Te dostępne wtedy modele, były mocno uproszczone. Aby nie być gołosłownym, modele samolotów oddawały kształt zewnętrzny, o modelowaniu kabiny, czy szczegułów w większości nikt nawet nie myślał, dziś jak największy realizm to norma. -
Opowieść o lotnictwie i sekcji modelarskiej z dawnych lat
Viper odpowiedział(a) na mjs temat w Filmy modelarskie
Ależ ja nie napisałem, że był tylko MM, napisałem, że wybór w stosunku do dzisiejszych czasów był żaden. Co to są 3 tytuły wobec chyba parunastu poświęconych tylko modelom papierowym dostępnym obecnie, o innych gatunkach nie wspominając. No cóż widocznie inne kioski obok nas stały , a tak serio to może i w latach 60-tych było pod tym wzgledem lepiej (tego nie miałem szans sprawdzić ), za to przełom 70/80 i lata 80-te doskonale pamiętam i będe sie upierał że było jak opisałem. Za to z tym ostatnim się całkowicie zgadzam, w latach 70-tych i 80-tych też, wystarczył trzepak, piaskownica, kij, spluwa (czy ktoś z młodzieży wie co to było? , bynajmniej nie broń palna ) + rower, jakieś drzewa do wspinania, no cóż dzieciństwo, młodość były fajne, ale ustrój dziadowski.
