Skocz do zawartości

cZyNo

Modelarz
  • Postów

    8 423
  • Rejestracja

  • Wygrane w rankingu

    77

Treść opublikowana przez cZyNo

  1. chyba coś sie pomieszało. Albo nie doczytałem. Jeśli nie da sie jedynym pakietem wyważyć, to znaczy że tył ma za ciężki. Więc po co doważać ogon? ja mam Maxe co waży 1800+. Też lata. I jest to krowa. Dlatego spokojnie mogę nazwać model co waży 2400 ... Ale krowa
  2. Ale krowa...
  3. Widzisz….zasięg i poprawna praca systemów antenowych to nie chip. Ale tego można nie wiedzieć. Wracajac do modeli i aparatur - podnieciłeś się ze w jetach stosowana jest aparatura frysky czy inna tania poziomu radioamatora. Jest Frsky - ale po sprawdzę jednak wynika ze chyba najczęściej jest to x20Pro czyli nie taka tania (i zapewne wiesz czemu taka a nie inna) a wręcz dość droga. I odbiorniki tez sa nie najprostsze. A mimo tego ze x20Pro jest tańsza, tez często stosowana jest Core. Jak i inne marek bardziej uznanych. I powiem ci ze to nie żaden snobizm tylko bezpieczeństwo. I modelu i innych osób które są w pobliżu. A Graupner ma jednego z lepszych linków, i na zawodach których byłem jeszcze nie widziałem spadającego modelu z graupnerem.
  4. tak przy okazji - Radiomaster z tym zasięgiem jest nieplagalny (250mW). Sobie robi dobrze a innym zakłóca. Takie redia nie mogą być używane np. na zawodach (nie tylko w Europie). Poza tym, pomiar był robiony na poziomie ziemi. Czyli można zacytować: Regardless of any of the differences found between these brands, 800 meters at essentially ground level will most likely translate into at least 2.5 Km in the air, which is way more than enough for any line of sight flying, so any of these brands will work for most people. Czyli wszystkie systemy działały poprawnie - łącznie z Futabą. Jak ktoś będzie w stanie sterować swoim modelem (takim 2-3m) w odległości ponad 1,5km to szacun. Może link Frsky sie poprawił, względem tego co było jeszcze 2-3 lata temu. Z drugiej strony co innego sprawdzać go samotnie, a co innego gdy wiele systemów pobliżu jest włączonych na miejscu lotów. A w takich sytuacjach występowały problemy. Kosztowne. Chętnych do ponownych prób na razie brak Zawionix to całkiem ciekawa nakładka do telemetrii, pięknie wykorzystująca w pełni zalety jakie daje Frsky ze swoim otwartym oprogramowaniem. Linku nie poprawia, choć może przekazać pilotowi wiele użytecznych informacji i ostrzeżeń.
  5. Statystyk nie ma. Jednak swoje widziałem i swoje wiem. Kto eksperymentował z tego typu aparaturami (a trochę takich osób było), szybko je zmieniał. Z zasady po stracie co najmniej jednego modelu. Nie taniego modelu. Powerbox wydaje sie zbyt drogi dla modeli tańszych niż 15kzł. Takie strzelanie z armaty do wróbli. Ale jak latasz cenniejszymi modelami, to chyba można by sie pochylić nad taką aparaturą.
  6. Rozumowanie dobre dla rekreacyjnego latania tanimi modelami. Jako ktoś lata czymś ciekawszym to jednak wybrał bym coś innego. Jeśli kogoś korci GPS lub turbiny, to PowerBox to duże bezpieczeństwo nieporównywalne z chińską masówką. Jakość i możliwości również. Tam ze względów bezpieczeństwa nikt nie bierze Radiomastera plus minus trzy razy tyle ?
  7. Znam czecha który używa to radio od dłuższego czasu. Jest bardzo z niego zadowolony. Ale on zawsze miał odchyłkę w strone Weatronica i pochodnych ?
  8. cZyNo

    BARAKUDA MODELOT

    ale jaja. a ja na zboczu otwieram buterflaja jak lecę z wiatrem, pod wiatr, w zakręcie, w przechyle. Nie wiedziałem że tak nie można ? Krzysiek - a temu Damianowi to może coś pomóc z tym lataniem? ???? bidulek
  9. cZyNo

    BARAKUDA MODELOT

    trajektoria lotu, wychylenia na wysokości, snap flap, ?
  10. cZyNo

    BARAKUDA MODELOT

    a różnicowości to pewnie jak radzą gdzieniegdzie na tym forum ustawiłeś na 50/50 cog nie ma znaczącego wpływu na kwadratowość lotu co najwyżej na mułowatość lub nerwowość a gdzie latasz na zboczu?
  11. cZyNo

    Graupner MC

    zdarza se że ja latam po 6-7 godzin dziennie non stop. i żyje jeśli latasz dłużej to może sie zdazyć że mogą cie boleć plecy
  12. cZyNo

    Graupner MC

    kup MC32 czy nowy czy używany z dwoma trójpozycyjnymi
  13. Gratulacje! Dla całej ekipy ? Fajnie ze mamy kilku dobrych juniorów i to w różnych klasach szybowców rc ?? ciekawy termin mistrzostw. Nie typowy poniedziałek-sobota
  14. cZyNo

    Graupner MC

    Ja. Intensywnie od wieki lat ? przełączniki używam bardzo często. Z zasady je się używa do zmian faz lotu w sposób szybki i bezproblemowy.
  15. cZyNo

    F5J zaczynamy

    Z Robo sie pije a nie patrzy sie na pląsanie ? fajnie powalczyliscie
  16. cZyNo

    F5J zaczynamy

    wolne latanie tez jest zabawne. Byle z umiarem ?bo potem mi się kocie ruchy wyrabiają przy codziennym chodzeniu. Problem z kolejnym weekendem i zawodami jest taki, ze od pourlopu czekam na wiatr, aby trochę doregulować lub wytrymowac modele na zbocze. Bo mój cały sezon zboczowy jeszcze przede mną ? dużo jeżdżenia i mam nadzieje ze dużo latania. może przyszły rok będzie łaskawszy dla mnie jesli chodzi o F5J. Bo model od COVIDu stoi i się kurzy ? udanego weekendu!!
  17. cZyNo

    F5J zaczynamy

    Tomek sprytnie wygrał, a tu cisza ?
  18. Ale spada. Czekam sobie aż jeszcze spadnie ? Poza tym jak patrzyłem na radia na zawodach szybowców napędzanych wyciągarka F3B to dominuje Graupner. W różnych wersjach. Potem Jeti. Ludzie zza oceanu mieli jakieś wynalazki typu Futaba czy podobne ? Jest tez Jeti z modułem weatronica i jeden PoweBox
  19. cZyNo

    Graupner MC

    W pulpicIe tylko przełączniki na drążkach po co pulpit jak ich nie ma ?
  20. cZyNo

    F5J zaczynamy

    Akuratnie myślałem o termice w F3B. Bo ostatnio wiało nie słabiej, a jednak modele ładniej latały. Jeśli tam ktoś tak na "dupie jeździł" to od razu "tonął". Na szczęście właściwie wszyscy mieli wytrymowane modele po bożemu , to i zakręty były jakieś ładniejsze No ale to jakby inne, z natury znacznie żwawsze modele.
  21. Taaa... coś mi sie jeszcze przypominało o tym locie ? Tak więc, jak pisałem wcześniej, noce były zimne. I wilgotne. Dni też nie byly najcieplejsze. A mimo że jakoś strasznie dużo nie latałem, to nie czułem potrzeby że muszę np. naładować akumulator w nadajniku czy w modelu. Nadajnik stały na ziemi (oczywiście w kufrze), modele były rozmontowane i kadłuby tez leżały blisko ziemi. Jak dobrze wiemy, niska temperatura, jakość nie sprzyja akumulatorom. No to wracając do meritum...tego dnia, rano okazało sie że model którym miałem lecieć, jakby sie prawie rozładował. Więc go na szybko przed pierwszym lotem ładowałem. Później też trochę doładowałem aparaturę. Potem starałem sie w miarę możliwości i sklerozy doładowywać aparaturę. Ładuje sie małym prądem i przez to proces bywa powolny. No i zaraz po starcie do tego lotu na dystans, aparatura zaczęła wyć niemiłosiernie że ma niski poziom napięcia. Stwierdziłem że nie będę poprawiał startu, tylko polecę na tym co jest. I to była kolejna, niestety bardzo głupia cegiełka które wpłynęła na ten słaby lot. Zależało mi, aby być w miarę szybko na stosunkowo niskiej wysokości. Aby w krytycznej sytuacji z modelu coś pozostało Żeby nie wkurzać zespołu, mocno wyciszyłem syrenę alarmową nadajnika. No i sobie tak spokojnie polecieliśmy To była taka solidna nauczka. Wcześniej nigdy nie miałem takich problemów, bo nigdy na żadnych zawodach, w takim chłodzie, a do tego tak długo w namiocie nie byłem. Tym bardziej moje modele i aparatura nigdy wcześniej tak nie wymarzły. A przecież kurna to był koniec LIPCA!!!! Świat staje na głowie
  22. Dziś jest bardzo smutny dzień dla polskich zboczowców ? Niestety życie biegnie dalej nie oglądając sie za siebie a tym bardziej na nas... Dokładnie miesiąc temu wyjechaliśmy z Danii. No i musze sie jak najbardziej skupić, aby coś napisać zanim wszystko zapomnę. Pozostałości pocovidowe jakieś pustki w głowie robią Dzień 4 Pogody nie pamiętam. Ale chyba w końcu wiatr troche zelżał i zaczęło sie robić ciepło. Mi sie udało naprawić statecznik, ale wymagał dość mocnej korekty ustawień. Po wstępnym ustawieniu, zanim zaczęły sie zawody (a właściwie w czasie brifingu) starałem sie choć trochę wytrymować model. No coś tam leciał. Wydawało sie że całkiem prosto Ale co można powiedzieć po dwóch czy trzech startach Że leci... Już nie pamiętam czym ten dzień sie zaczął, ale możemy założyć że zaległą prędkością z rundy 4. Pierwszy z nas leciał Arek. A że to była kontynuacja rundy 4. Czyli Arek musiał lecieć starą Fosą. No i poleciał jak na Fose przystało. Majestatyczni i powoli Kolejny poleciał Michał. Ale mógłby to zrobić troche szybciej. Coś poklikał w modeli i wyglądało to tak że model leci zaciągnięty. Potem leciał Młody. I kurcze znów poleciał bardzo dobrze choć troche wolniej niż poprzednio. Niestety całkowicie nie mieliśmy czasu aby ustawić mu faze do startu. Jak wiało to nie było aż takiego problemu, ale jak wiatr zrobił sie słabszy to od razu starty miał znacząco niższe. No a potem leciałem ja. No i nie był bym sobą,abym nie trafił w jakąś baze. A że to była baza 2, to wynik lotu był tragiczny No i ... Młody znów był najlepszy z nas na prędkość. I na dystans też Czesi po nocy chyba byli lekko zmęczeni. Pavel startował tyle razy że w końcu zabrakło mu czasu na skończenie zadania. Petr też nie poleciał tak jak umie Kolejnym zadaniem, była zapewne brakująca prędkość rundy 5. I tą kolejkę również zaczynał Arek. Od razu było widać że jego FS6 leci lepiej niż Fosa. Troche lepiej. Kolejny leciałem ja i był to lot poprawny choć nie za szybki. Potem leciał Młody, znów wolniej i zaliczył pierwszą osiemnastkę w czasie Mistrzostw. Nie był zadowolony. No i na koniec poleciał Michał, i niestety musiał sie ratować przed wleceniem w strefę, co dodatkowo poskutkowało ominięciem bazy i słabym czasem Ach te nasze prędkości Ale nas nic nie zrażało.. Zespół bawił sie w najlepsze, budując bardzo dobrą atmosferę i relaksując sie przed kolejnymi lotami Wideo WhatsApp 2023-07-30 o 10.31.44.mp4 pogoda na tych MŚ bywała mocno w kratkę Jak już załatwiliśmy tą prędkość z rundy 5, to można było sie zabrać za kolejną rundę. A tą rundą była runda 6. Co oznaczało że była duża szansa na wykasowanie najsłabszych wyników i z mozołem zbieranych zer No to zaczęliśmy spotkanie z tą rundą od latania na dystans Zgodnie z ostatnią tradycją, pierwszy z nas poleciał Arek. I w końcu usunął wkurzający mnie miks z aparatury. I nagle model zaczął latać! Model szedł bardzo fajnie i liczyliśmy na dobry wynik. Jednak okazało sie ze Austriak leciał w innym miejscu i miał troche lepsze powietrze i wyprzedził Arka o 4 bazy. Ale w końcu to był dobry lot. Potem leciał Młody - i to był znów wspaniały lot. Niestety zespół popełnił drobny błąd i brakło jednej bazy do wygranej. Mimo to Michał był w miare zadowolony. Potem leciałem ja. Powietrze troche sie popsuło, mi troche start nie wyszedł, ale pomimo tego straciłem tylko jedną bazę do wygrywającego. Ostatni z nas leciał Michał. Powietrze nie było rewelacyjne, i popełniliśmy drobne błędy. Michał stracił 2 bazy - do bardo dobrych zawodników. i to nie był zły lot! Potem już sobie siedzieliśmy i gadaliśmy, aż sie okazało że dokooptowali mnie w losowaniu do grupy powtórkowej. Co oznaczyło że mogę poprawić wynik - bo do punktacji bierze sie ten lepszy. Szybkie przygotowanie modelu i marsz na start Powietrze było poprawne, start nie najlepszy, ale model leciał bardzo fajnie. Popełniliśmy jeden błąd, ale była duża szansa na tysiąca. W ostatnią bazę wleciałem około sekundy przed końcem naszego czasu, podawanego przez Andrzeja. Ale...widać różnił się od czasu oficjalnego, bo mi tej bazy nie uznali. Jakoś już nie chciało mi sie kłócić, bo i tak nie było źle...straciłem niby tylko jedną bazę. I to był pierwszy dzień, kiedy nam sie nie chciało latać po zawodach.... wszyscy byli zdziwieni. A najbardziej organizator No a wieczorem, jak to wieczorem....dalej dobrze sie bawiliśmy a później...a później nie było nic lepszego niż balia z gorącą wodą ? No i tak nam w tej Danii mijał czas.... Pozostał jeden dzień....
  23. No tak. Coś mi sie zapomniało i musze uzupełnić poprzednie wpisy. W poniedziałek tuż przed rozpoczęciem mistrzostw Młody Michał musiał zrobić lot kontrolny swoim modelem (po zmianach Matrina). Pierwszy lot i dystans wyszedł obiecująco. Drugi na prędkość na początku był ok, ale po 3ciej bazie niestety Michał przywalił w ziemię. Na szczęście była tam wysoka trawa, a on zrobił to tak w miarę płasko. Uszkodzenia to poluzowany bagnet statecznika i zgubiony jeden z kołków ustalających statecznika. Uff... bo już sobie myśleliśmy że będzie nieszczęscie. Jedno z ustawień które zostało zmienione, nie powinno być zmienione Następna rzecz to po ucieczce mojego modelu, uszkodziła sie jeszcze kufa. Na szczęści nieznacznie i po zaklejaniu taśmą można było jakoś latać. Bo gdyby nie udało sie jej naprawić, to w następnych lotach były by zera. Żadna część w modelu nie może być wymieniona w czasie trwania rundy (termika, dystans, prędkość). Sędziowie to kontrolowali. No i zapomniałem rozwinąć wątku o prędkości rundy 3. Drugiego dnia zaczęło bardzo mocno wiać, i oprócz Rozbitego modelu Arka i Tima, wiele więcej modeli poległo. Młody duńczyk stracił swój model w czasie lotu i dostał zero, Soren z Danii tuż za ostatnią bazą przywalił w ziemię z hukiem. Cie ciekawe, uzyskał najszybszy czas na prędkość, no ale model był kompletnie rozbity. Obaj będą pauzować potem w lotach na dystans. A na dodatek, przez dwa dni szukali balastów wolframowych w miejscu gdzie rozbiły im sie modele. Strata takiego balastu to kosztowna strata: Model rozbił tez Francuz. Takiego pogromu to jeszcze nie widziałem na żadnych MŚ. A to nie był koniec.. Dzień 3 Ten dzień rozpoczęliśmy brakującym dystansem z poprzedniej 3ciej rundy. Wiatr dalej wiał jak głupi i do tego wzdłuż lotniska. Co oznaczało że zakręty pod wiatr trzeba robić idealnie aby lot był dobry. Tylko jak mieliśmy to robić, skoro tego nigdy nie ćwiczyliśmy w takiem wietrze Pierwszy z nas poleciał Młody Michał. I skubaniec bardzo dobrze sobie poradził. A najważniejsze było to, że nasz zespół po kryzysie dnia poprzedniego zaczął całkiem dobrze funkcjonować. No a potem poleciał Arek. Start był całkiem dobry, ale na kurcie model Arka nie leciał optymalnie. W każdym zakręcie pod wiatr mocno tracił wysokość (Arek bardzo nie chciał sie pozbyć jednego miksa, mimo nacisków), ale co gorsze potem model prawie mu sie zatrzymywał. No t iak Arek sobie leciał aż do ostatnie bazy B, gdzie zrobił zgrabny atak na Holendra: FS6 Arka spadł na ziemię w 2 częściach. I jak tak spadał, to od razu powiedziałem Arkowi że ten model szybko naprawimy. Nie wierzył i jak wrócił z modelem oczy miał bardzo smutne. Zaraz potem leciał Michał i też mu lot całkiem dobrze poszedł, choć zespół zaliczył zdobny błąd, war jedną lub dwie bazy. Ostatni teoretycznie leciałem ja, i kurcze nie za bardzo pamiętam ten lot. Bo był bardzo kiepski Prawdopodobnie przy powtórce urwała mi sie żyłka i start miałem już po czasie. Zamiast latać cztery minuty, latałem 3 No i skopałem drugi dystans od rząd ... to już było niedobrze A tak na prawdę to ostani leciał Arek, bo po kolizji miał prawo do reflightu. No i poleciał swoją starą i nie za bardzo przelataną Fosą. Lot był taki bez rewelacji. Zdecydowanie wygrał Holender, którego zaatakował A wracając do ilości rozbitych modeli... jak sie na koniec okazało, łącznie 16 modeli uległo efektownemu rozbiciu w czasie lotów. Kila lub kilkanaście uległo uszkodzeniem przy lądowaniu czy w innych sytuacjach. Oczywiście część z nich została naprawiona. Jak dla mnie była to sytuacja niesamowita! Tak jak sobie przypominam, na poprzednich 3 MŚ na zboczu na których byłem, łącznie rozbiło sie mniej modeli niż tutaj!!! A na 2 MŚ wiało wtedy ponad 20m/s i było istne wariactwo! Więc rzeczywiście wszyscy byli w szoku! Runda 4 Tak po prawdzie to już nie pamiętam jaka dyscyplina był kolejna, ale zakładam że dystans. Arek po zademonstrowaniu mu mojego warsztatu naprawczego, był już uśmiechnięty, bo też wiedział że jego model naprawimy Ja mówiłem, że na piątek... Oczywiście od razu ruszyliśmy z pracami naprawczymi (w miarę możliwości jak loty pozwalały). Na razie Arek będzie musiał sie pałować z Fosą. Ogólnie było zimno i wilgotno. W nocy temperatury były koło 10 stopni, tak więc przy naprawach trzeba sie było wspierać zewnętrznym źródłem ciepła No to wracając do lotów. Pierwszy na dystans poleciałem Ja. I to był dobry lot. Wszystko działo idealnie i na koncie pojawił sie tysiąc! Czyli w czterech startach dwa loty super, a dwa skopane. Jakaś masakra. Następny leciał Michał - i również poleciał bardzo dobrze. Stracił tylko 1 bazę do zwycięzcy. Potem leciał arek, ale Fosa była kiepska. Ostatni leciał Młody i w czasie lądowania do restartu popełnił szkolny błąd. Chciał blisko wylądować, żeby pomocnik miał nie daleko do modelu i niestety zahaczył o strefę. I dostał 300 punktów kary W czasie lotu był tym podenerwowany a do tego chyba padało i ten lot był taki sobie. W ogóle tego dnia pogoda była w kratkę. To padało, to świeciło słońce. No i wiatr. Kolejnym zadaniem zapewne była termika- przez te opady Pierwszy leciał Arek, no i Fosa jakoś tam dała radę. Rewelacji nie było, ale porażki też nie. Następny leciał Michał niestety jemu znów nie siadło. Nawet lądowanie Następny leciał Młody. Poleciał całkiem poprawnie choć do maksa brakło mu 20 sek. Zarobił solidne 935 pkt. Ostatni leciałem ja. Dobry start, wykręciłem sie w kosmos,choć już tak daleko nie odlatywałem jak ostatnio i byłem najwyżej że wszystkich zawodników. Pod koniec lotu przyszedł deszcz i Młody rozpostarł nade mną parasol. Jedynym problemem było to że tak go trzymał, że woda leciała mi na radio. No i lądowanie miałem przy akompaniamencie nerwowo pikającego nadajnika. Troche mie to zdeprymowało i lądowanie nie poszło idealnie. Poza tym to był fany i solidny lot Po dwóch zadaniach miałem całkiem fajne punkty. Wyglądało na to że troszkę uda sie odrobić. Kolejnym zadaniem miała być termika i dystans z rundy 5! Czyli prędkość przechodziła na dzień kolejny! Jako że nowa runda, można było brać nowe modele. A Arek... po nocnych i porannych bojach: Miał naprawiony model! Szybciej niż sie spodziewałem! Wiatr troche zelżał i termiki termiki były coraz fajniejsze. Już wszyscy zaczynali "kręcić" w kominach. Nawet Ci co wcześniej tylko wisieli (jak nasz Młody) ze względu na siłę wiatru. Pierwszy poleciał Arek. No i jego naprawiony FS6 spisał sie bardzo dobrze! Potem leciał Młody. I był bardzo niepocieszony po tym locie. Ponieważ model mu źle zabierał sie do krążenia - bo po prostu wcześniej za mocno wiało i nie było jak tego poustawiać. Na koniec dnia oczywiście zabraliśmy sie za to. Troche mu poklikałem z róznicowościami klap i lotek, i pilot był już zadowolony. Kolejny leciałem ja. Lot bardzo dobry, czas idealny, tylko przy lądowaniu trochę mi drgnęła ręka Ostatni z nas leciał Michał i w końcu termika wyszła pu poprawnie! No i następny był dystans. Tu była troche zadyma bo lecieliśmy jeden po drugim Pierwszy byłem ja. Pierwszy start był nieidealny, ale gdy mieliśmy wystartować drugi raz, nad naszymi głowami zderzył sie swajcar i japończyk, który z hukiem rozbił sie koło naszych holi. Po przydługawej kłótni z sędziami, dostałem reflight. Potem leciał Michał ale lot poszedł mu (nam) nie najlepiej. Kolejny leciał Arek...ale FS6 dalej latał na dystans jak siedem nieszczęść. I wynik był bardzo słaby. Ostani leciał Młody, ale dostał reflight (albo go dolosowali do reflightu - nie pamiętam). No i przyszła pora na reflighty. Pierwszy leciałem ja. Ale bardzo źle wybralismy miejsce lotu gdzie było dszenie, no i do tego model nie leciał dobrze. Chyba za bardzo przekombinowałm w przerwie ze zmianami snap-flapa i był za mały. Model nie trzymał sie w zakręcie. No i kolejny raz dystans mi nie wyszedł. Na koniec, po ostatniej bazie gdy model z niską prędkością leciał w moją stronę (pod wiatr), pojawił sie zawodnik z modelem, który bezsensownie poszedł po model zanim wszyscy wylądowali. I aby go nie trafić, zawróciłem i wylądowałem z wiatrem. Niestety w wysokiej trawie. Jak sie później okazało, model zrobił cyrkla i złamał mi sie LDS i co gorsze wyrwalo mi dzwignię ze statecznika. A przy braku możliwości latania i ustawienia na nowo modelu, wyglądało to niedobrze. Żeby nie mieć zera, musiałem tym modelem jeszcze raz polecieć prędkość. No ale wracając do zawodów, to ostatni z nas poleciał Młody. I poleciał cudowanie. Trafił na super powietrze a zespół działał perfekcyjnie. Michał bardzo mocno "dokopał" innym zawodnikom i po tym locie wielu zawodników czy sędziów mówiło "amazing"! Michał miał banana na twarzy! Wieczorem...a wieczorem była piękna impreza z Czechami, Francuzami i Niemcami, która sie skończyła po 1 w nocy tercetem spiewającym z Petrem i PAwłem z Czech. Po tym miłym akcencie kulturalnym, chwiejnym krokiem sie udałem do namiotu technicznego, gdzie kontynuowałem naprawę uszkodzonego statecznika do namiotu dotarłem koło drugiej
  24. cZyNo

    F5J zaczynamy

    ale brzydko latają te modele jak mocniej wieje, tracą cały swój urok
  25. Dzień 2 Dzień drugi chciał już być bardziej słoneczny, ale wciąż mocno wietrzny. Jako że w oddali były chmury, dzień chyba rozpoczęliśmy lataniem dystansu. Jak sie potem okazało nie był to idealny dzień Pierwszy leciałem ja. I chyba coś poszło nie tak bo uzyskałem bardzo słaby wynik. Wyglądało na to że byliśmy rozkojarzeni po wypadkach dnia poprzedniego. W czasie mojego lotu Japończyk miał przykrą niespodziankę - swoją pierwszą: Sprawa była przykra dla Japończyka, ale jak zobaczyliśmy że wyrzuca części do kosza...to sie okazało że będą pasować idealnie do mojego modelu który sie rozbił przed Mistrzostwami młodemu Michałowi! To też FS5. Dzięki temu mam nadzieję że chłopakom w Salowej uda sie odbudować moje uszkodzone skrzydła ? Po dłuższej przerwie leciał Michał, któremu poszło lepiej choć nie optymalnie. Zespół nie działał dobrze. Potem leciał Młody i niestety tu zespół sie nie popisał i było dużo, bardzo dużo problemów Prowadzący za bardzo bujał w szybko przelatujących chmurach. Niestety po tym locie przeprowadziliśmy burzliwą pogaduszkę omawiającą prace zespołu. We mnie tliła sie nadzieja że sie pozbieramy do kupy. Arek dystansu nie leciał - pauza za kompaktowy model. Kolejną konkurencją była termika. I można było zauważyć że pomimo wciąż bardzo silnego wiatru, można było zaczynać krążyć. Pierwszy z nasz poleciał Michał, ale niestety start był za niski. W tej rundzie było dwóch wygranych, a Michał był najlepszy z przegranych. Potem leciałem ja, ale nie bardzo pamiętam co sie działo. Musiał być nudny lot i możliwe że coś mi sie udało nawet zakręcić Najdziwniejsze było to że znów był prawie dolatany, ale i wylądowany za 100pkt pomimo bardzo silnego wiatru. Arek miał karę i nie leciał. Ostatni poleciał Młody Michał. Nie był to zły lot, wylądowany za 100, ale niestety o minute za krótki. A potem był lunch, po którym miała być znów termika. A jak lubch to mogliśmy potrenować Bo inni jedli. Jak nigdy ever wcześniej zabalastowałem mój model do 2600g i zacząłem trenować odejście z wiatrem. Czego również nogdy nie robiłem. I o dziwo całkiem mi to wychodziło. Wyżej wyżej i powrót. I tak zez problemu mogłem wylatać 10 ale i 15 minut. A może wi więcej. Tak więc z optymizmem czekałem na mój kolejny lot. Po tej rundzie spadłem na 19 miejsce...głównie przez ten dystans. Ale nieszczęścia jeszcze nie było. No i zaczęła sie Runda trzecia- termiką Pierwszy poleciał Młody, i poleciał bardzo ładnie. Niewiele mu zabrakło do maksa. Potem poleciał Michał, ale za długo czekał i sie zastanawiał i niestety nie zabrał sie z urywającym nad drzewami z przodu kominem No a potem w końcu poleciał swoim FS6 Arek - i to już był całkiem udany lot. Niewiele brakło mu do wygrania. Widać brak latania zrobił swoje A potem leciałem ja. Zrobiłem dokładnie to co trenowałem w czasie lunchu. Start, odejście do tyłu i uzyskanie wysokości. może i najwyższej. Wiedziałem że już tam byłem i mi sie uda...mimo szarpań Michała. Jedyne czego nie przewidziałem, to komina który zabrał mój mkodel na granice widoczności Oczy piekły a ja nie mogłem zlokalizować w którą stronę leci model. i wogóle gdzie jest. Normalnie wystarczyło ustawić model w speeda i pionowo poecieć w dół. Gdyby oczy tak nie piekły. Gdyby malowanie było inne. A tak walczyłem o model żeby go nie stracić. Niestety model był coraz niżej a ja wciąż nie wiedziałem jak on leci. Choć walczyłem do końca. Na poniższym filmiku widać ostatnie chwile. Wydaje sie że to blisko...ale to było daleko. Wideo WhatsApp 2023-08-02 o 00.18.59.mp4 Czas znów dolatany, a nawet przelatany, a mimo to było zero. Do tego model zaginął i zanosiło się na dwa lub trzy zera. Więc zabrałem nadajnik położyłem włączony na desce i pojechałem na poszukiwania. We miasteczku nie było na razie oznak poruszenia więc może model nie wleciał komuś w dom. Najpierw objechałem stawy rybackie i lasy pytając się wędkarzy czy czegoś nie widzieli...ale na szczęście nie. Potem pojechałam w stronę lotniska aby jeszcze raz określić mniej więcej azymut. I trochę się przeraziłem bo tam było miasteczko. Już sie zastanawiałem które ubezpieczenie będe musiał uruchomić. Skręciłem w drogę która była mniej więcej w tą stronę gdzie model robił ostatnie zakręty. No i jadąc nadajnik na chwile złapał sygnał. I już mi sie trochę gęba uśmiechnęła. Bo właściwie wiedziałem że znajdę model. Tylko w jakim stanie?? Cofnąłem auto aż nadajnik znów złapał sygnał, a potem był spokojny marsz na radioorientację - jak po sznurku do modelu. A model leżał tak: Jupi!! Z uszkodzeń istotnych to na szybko był poluzowany bagnet statecznika i urwany LDS od klapy. Szybko wsiadłem do auta z nadzieją że może jeszcze zdążę. Szczególnie że prędkość miałem lecieć pod koniec stawki. Jak przyjechałem na lotnisko, to sie okazało że ta prędkość idzie bardzo niemrawa...była szansa! Potem sprawdziłem że model znalazłem około 1300m od miejsca startu jak na 3m model to daleko zaleciał Michał zajął sie kadłubem ja naprawą LDS'a. Uwielbiam te moje drukowane napędy. Pękają przy przeciążeniu nie niszcząc serw ani płatów! Klapki do serwa nie przyklejałem - i dobrze bo po sprawdzeniu okazało sie że coś tam śle zamontowałem i musiałem zamontować LDS jeszcze raz. Niestety bagnet w kadłubie trzeba było wkleić na cyjano. A żeby był dobrze wklejony, to trzeba było to zrobić z nałożonymi statecznikami. No i mam teraz niedemontowalne stateczniki Będzie trzeba w podróży i na zboczu uważać. Poszedłem radośnie na start. Chłopaki całkiem poprawnie latali. Junior znów poleciał niskie 15 sekund! Michał moze troche za wolno, a Arek chyba po swojemu. Ja naprawionym modelem (sędziowie sprawdzili czy mam wszystkie części niezmienione) wystartowałem. Arek wypuścił, a model nie wiedzieć czemu uciekł w prawo! O szlag! Poprawka - ale do poprawki coś też nie szedł jak trzeba. Starałem sie go przetrymować. Kolejny start - model znów w prawo! No nic trzeba lecieć, mimo że wysokość nie była najlepsza-lepiej nie będzie. W czasie lotu model leciał jakoś dziwacznie. Nie rozpędził sie i nie mogłem go utrzymać na kursie. i czas był taki se. Ponad 18sek. Po locie Michał wziął model i mów...nie masz klapki na serwie!! ??? I wszystko było jasne. Moja wina, bo zapomniałem przylepić. Szkoda że nikt tego wcześniej nie zauważył. I to chyba było wszystko jeśli chodzi o ten dzień. Nie pamiętam czy lecieliśmy jeszcze distans (sprawdze potem ). Ja spadłem, nawet nie chciałem wiedzieć gdzie ? Jeden błąd i porażka. Ale na pewno byłem przed Arkiem ? A poza tym to całkiem dobrze sie bawiliśmy Szczególnie wieczorami...bo latać niemożna było. A jasno były do 22. Potem powoli zaczynało sie ściemniać. To zjęcie było zrobione przed 21 Bo integracja i miło spędzony czas z fajnymi gościami to jest najważniejsze! A reszta to...
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.